Mój pierwszy maja
Trzecia, może czwarta w nocy. Osiedle od wielu lat wymiera, starszych coraz mniej, więc i ciemnych okien o tej porze niewiele. Muzyka na pełen regulator, gdzieś na drugim końcu ulicy błyska stroboskop, imprezy w co drugim domu. „Ludowe święto uczcimy pracą” rzuca sarkastycznie P. On też ślęczy nad jakimś tekstem w drugim końcu Polski. Zmęczenie przytłacza, więc coraz częściej odrywamy się od pracy i przesyłamy wiadomości przez Internet.
Wychodzę na balkon rozprostować nogi. Z jakiejś imprezy wysypała się grupka młodzieńców. Jeden użyźnia trawnik pod oknami treścią zmęczonego żołądka, dwóch stoi na skrzynkach pocztowych i wesoło porykuje. Latarnia znów gaśnie, pod nogami słyszę chrobot i chichoty. Gdy na powrót się zapala ? cała grupa chwiejnym krokiem oddala się w stronę przystanku autobusowego. Nad głowami powiewają im trzy ukradzione właśnie szturmówki. Dwie biało czerwone i jedna granatowa, ze znakiem Poczty Polskiej.



(2 głosów, średnio: 4,50 na 5)