» generalia

Zło niezrozumiałe, czyli o „Dzienniku roku zarazy”

29 czerwca 2008 51 gości brak komentarzy

W ludzkiej świadomości nie ma już zarazy. Choć przez wieki fale chorób zbierały krwawe żniwo na wszystkich kontynentach, wizja Choroby nikogo już nie przeraża. Dżumy nie znamy, HIV nam spowszedniał, ptasia grypa jest niemal niegroźna. Wydaje się, że zaraza w naszej kulturze straciła mowę: gdy myślimy o klęskach żywiołowych czy masowych tragediach, wśród najczęściej typowanych zabraknie morowego powietrza.

Daniel Defoe pisał do ludzi, dla których widmo głodu, ognia, morowego powietrza i wojny było czymś codziennym. Jeszcze do drugiej połowy XX wieku czterej jeźdźcy apokalipsy na stałe krążyli nad światem. Strach przed tym, co przyniosą ludziom był elementem codzienności. W zbiorowej pamięci przechowywano wizje ospy, hiszpanki, korowodów biczowników ? dziś to wszystko znaleźć można co najwyżej na kartach książek historycznych. Gdy w latach sześćdziesiątych w Ameryce Środkowej wybuchła epidemia, korowód grabarzy dotarł do stolicy i obalił prezydenta, którego ludowi trybuni obarczali winą za nadejście dziewicy moru. Dziś podobne zakończenie plagi wydaje się mało prawdopodobne.

W czasach Defoe ta wizja była wciąż jeszcze silna. Na tyle, by mógł spisać swój ?Dziennik roku zarazy? wyłącznie z własnych wyobrażeń, plotek i opowieści. Jedyny mór za jego życia zakończył się bowiem gdy pisarz miał najwyżej siedem lat. Gdy dziś czytamy jego książkę, nie możemy jej skonfrontować nawet z opowieściami starszych. Holokaust, wojna ? tak, te niebezpieczeństwa znamy, z nimi możemy się mierzyć. Ale zaraza?

Esej został oddany w 2007 roku jako praca domowa na zajęcia z prof. Michałem Komarem. Nie radzę kopiować, już od dawna jest w antyplagiacie.

Dziś nie jesteśmy w stanie odczytać nawet połowy tego strachu, który wyzierał z niemal każdego wersu książki. W jednym z filmów Monty Pythona pojawia się scena, w której ulicą zadżumionego miasta idzie grabarz z wózkiem i nawołuje, by ludzie wynieśli swych zmarłych na ulicę. W tym momencie cała sala kinowa wybucha śmiechem. Gdy chwilę później okazuje się, że wyniesiony przez rodzinę truposz jest jak najbardziej żywy, sala znów parska z rozbawienia. Grupa komików nie dopisała tu od siebie nawet jednego zdania, jak w szekspirowskim All is true wszystko zostało żywcem przejęte z ?Dziennika roku zarazy?. Jednak u Defoe ta wizja przerażała, dziś co najwyżej śmieszy.

Dottore dziób

Oczywiście, wielu twierdzi, że książka Defoe była sprytnym wybiegiem za przeproszeniem marketingowym. Fikcyjną fabułę sprzedawał jako prawdę głównie po to, by czytelnika przyzwyczaić do fikcji. Tyle że był to inny czytelnik, dla którego zachowania i sytuacje ekstremalne były zrozumiałe. W tamtych czasach zło działo się ?po prostu?.

W jednym z opowiadań Andrzeja Pilipiuka opublikowanym w tomie ?2586 kroków? pojawia się zaraza w małym norweskim miasteczku. Jednak jest to mór na miarę człowieka współczesnego. Nie zło, które po prostu się dzieje, a zło spersonifikowane. Na końcu drogi młody lekarz odnajduje demona dżumy. Z nim można się zmierzyć, pokonać go tak, jak bohaterowie amerykańskich filmów akcji na końcu fabuły pokonują ?Big Bossa? ? największy szwarccharakter. Żyjemy w czasach, w których stanem naturalnym dla każdego człowieka jest możliwość wpływania na własne losy. Czytelnik współczesny Defoe nie miał tego komfortu.

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (ten tekst jest nieoceniony)
Loading ... Loading ...

subskrybować te komentarzeKanał z komentarzami

Możesz użyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Ta strona obsługuje Gravatary. By stworzyć awatar obsługiwany przez strony na całym świecie zarejestruj się na stronie gravatar.com.