» generalia, soft&hard

Czemu jestem zawiedziony Ubuntu

25 sierpnia 2008 291 gości 19 komentarzy

Pokrótce: kilka tygodni temu padł mi komputer. Nihil novi sub sole. Tyle że tym razem poza poczciwym windowsem XP zainstalowałem też Ubuntu 8.04 Wytrwała Czapla. Miał to być linuks dla ludzi. Tia, jasne.Nigdy nie byłem maniakiem linuksowym, komputer jest dla mnie przede wszystkim przenośnym biurem i (od czasu do czasu) platformą do gier. Z drugiej jednak strony od dawna używam całej masy darmowych programów, wiele z nich napisano właśnie dla linuksa, więc postanowiłem spróbować.

Cafe Karma, 3.11.1906

Cafe Karma, 3.11.1906

Przy kolejnym padnięciu komputera (oczywiście w najmniej odpowiednim momencie, oczywiście z mojej winy) zainstalowałem dwa systemy. A co! Pobawiłem się nieco linuksem i nawet byłem zadowolony. Rzeczywiście jest ładny, rzeczywiście jest szybszy, rzeczywiście dwa pulpity zamiast jednego robią swoje.

nautilus nie obsługuje położeń :computer

Nie zrażało mnie to, że instalowanie programów pod linuksem od instalowania ich pod windą różni się tym, czym podróż samolotem od budowania helikoptera z krakersów i gumki od majtek. Nie zrażało mnie też to, że Ubuntu co chwilę traktowało mnie, jakbym był intruzem chcącym wykraść własne dane z własnego komputera. — Nic to, widocznie tak trzeba — pomyślałem. W końcu to najbezpieczniejszy system, wpisanie hasła piętnaście razy na godzinę nie boli.

Dlatego nie zdziwiłem się, gdy po jednej z automatycznych aktualizacji z pulpitu zniknął kosz, a próba jego otwarcia zakończyła się niepowodzeniem. — Ot, widocznie jestem za głupi na kosz, mogę żyć bez niego — pomyślałem, nadal pełen dobrej woli. Ale miarka się przebrała po następnej aktualizacji, gdy przestałem mieć możliwość otwierania „Komputera”. Tak, dobrze myślicie: Ubuntu przestało pozwalać mi na dostęp do jakiegokolwiek dysku twardego, do sieci, nie mogłem nawet podłączyć zwykłego gwizdka.

Okazało się, że nie ja jeden mam ten problem. Okazało się też, że wina leży po stronie kogoś, kto do pakietu aktualizacji dołączył coś wadliwego o nazwie GVFS. Tak po prostu. I jak ja mam się pozbyć Windowsa, jak chcieliby zapaleni linuksiarze? Przecież gdybym nie zachował w zapasie starej, poczciwej windy, miałbym cegłę zamiast komputera. Oczywiście w połowie pracy, której nawet nie miałem jak przenieść między systemami (windows nie ma dostępu do partycji, na której mieszka Ubuntu, a z poziomu Ubuntu mogę co najwyżej zapisać coś w katalogu „dokumenty”, ale nie na innym dysku czy gwizdku).

Oczywiście poguglałem i w końcu znalazłem możliwe rozwiązanie problemu. Jest nim – podobno – ponowna instalacja tegoż dodatku, tylko że tym razem z oficjalnego repozytorium GNOME. Spróbuję i dam Ubuntu jeszcze jedną szansę.

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (ten tekst jest nieoceniony)
Loading ... Loading ...

19 komentarzy »

  • n3

    No cóż linux nie jest dla idiotów ;)

    Sam jestem debilem linuksowym i dwa tygodnie trwało nim dostroiłem ubnuntu, ale nie z winy samego ubuntu, tylko własnej, gdybym nie chciał być mądrzejszy niż tysiące linuksiarzy, to byłoby oki :) Grunt to coś o linuksie, czy danym distro poczytać.

    A porównywanie linuksa do windowsa, to jak porównywanie chipsów ziemniaczanych z bigosem – nijak jedno ma się do drugiego.

    A propos „traktowania jak intruza” – to po to abyś nie miał jak w windozie 100 wirusów, 200 spyware i tysiąca innych bzdur, przez które potem siada ci komp i jedynym rozwiązaniem jest reinstalacja…

    Cóż – linux – nie dla idiotów :)

  • admin (author)

    Widzisz, tylko że na jedno wychodzi, bo windę z własnej winy muszę reinstalować raz na rok. A – wychodzi na to – Ubuntu muszę reinstalować raz na trzy tygodnie, gdy tylko ktoś kolejny dołączy coś takiego do aktualizacji.

    Poza tym różnica między aktualizacją, która uniemożliwia korzystanie z komputera a wirusem jest znikoma. A co ma do tego idiotyzm to już inna sprawa.

  • klon

    Właśnie – idiotyzm nie ma NIC do rzeczy.
    Jako nieco bardziej doświadczony linuksiarz mogę szerzej skomentować opisane przez Ciebie problemy. Od strony technicznej.

    1. GVFS – to w GNOME swoista rewolucja. Skok do przodu. Zarządzanie wirtualnym systemem plików powłoki graficznej, o ile się nie mylę. Czarna magia, która ułatwia życie :)

    2. Ubuntu jest oparty na Debianie. Debian, zatem i Ubuntu, są często krytykowane za wprowadzanie swoich specyficznych patchy do kodu programów, które załączają, bez dzielenia się tymi patchami z twórcami samego softu. Z tego pewnie i wynika wadliwośc pakietu GVFS w Twojej aktualizacji, niedawny EPIC FAIL, jak to ktoś określił, Debiana z SSL, czy całkiem niedawne problemy ze sterownikami drukarek. Tough luck.

    3. Co do weryfikacji hasła – to faktycznie jest do dupy. W porównaniu z wcześniejszymi wersjami Ubuntu, jednak jest pewien progres i ułatwienia w autoryzacji. Kiedyś było gorzej.
    Swoją drogą – kiedyś czytałem, że można to w sumie wyłączyć.

    4. Kosz et cetera – nie korzystam, nie wiem :D

    W sumie jako że na co dzień korzystam z innej dystrybucji, nie mam takich problemów, a redakcja „Kuriera” komputery wykorzystuje tylko jako maszyny, na których chodzą edytory tekstowe, więc też się nie skarżą. Gentoo Linuksa Ci jednak nie polecę, bo z tym się trzeba bawić i to lubić :)

  • F.

    @n3

    Wiesz, to ciekawe, co piszesz, bo zawsze mi się wydawało, ze na linuksa nie ma wirusów i innych takich. Nie wspominając o tym, że dobrze postawiony Firewall, anytwir i morderca spyware’u praktycznie zdejmuje ci z głowy kwestię wszelkiego syfu, który mógłby przybyć z sieci. Ostatnio robiłem sobie pełny skan systemu, i jedyne znalezione wirusy były – nieaktywne – odnalezione w plikach, które ściągnąłem jakieś osiem lat temu i cudem się na dysku uchowały.

    Hasło „linkuks – nie dla idiotów” mam za wyjątkowo nieudane. Używam komputera między innymi do pracy zarobkowej, i zupełnie nie mam czasu na to, żeby uczyć się systemu, którego jedyną zaletą jest to, że jest darmowy i że tasują się do niego tysiące informatyków zafascynowanych komputerową wersją komunizmu – open source’em.

    Stać mnie na to, żeby być komputerowym idiotą i pracować na systemie, za który zapłaciłem, używać aplikacji biurowych, za które zapłaciłem, i wiedzieć, że jak coś się schrzani, to zawsze mogę zadzwonić i poprosić o pomoc. Bo płacę, a więc wymagam. Moimi problemami z linuksem nie zainteresuje sie pies z kulawą nogą.

    Słowem, pojawiający się często wśród fanów linuksa argument „używam linuksa, wiec jestem taki fajny i nieidiotyczny, bo nie korzystam z usług tego paskudnego kapitalisty MS – pfe pfe” mam za wyjątkowo kretyński i szczeniacki.

    Żeby nie było – nie mam nic przeciwko linuksowi jako takiemu, poza tym, że za dużo czasu musiałbym poświęcić, żeby go efektywnie używać. Ale wszystkich tych, którzy go używają, bo czują się dzięki temu lepsi od „windowsiarzy” – mam za idiotów właśnie.

  • klon

    @ F.

    No cóż. Bez obrazy, ale skoro już jesteśmy przy idiotach, to stwierdzenie, że open source jest komputerową wersją komunizmu uważam za godne idioty właśnie. FOSS świetnie sobie radzi w warunkach kapitalizmu, a znakomita większość serwerów w internecie chodzi właśnie pod FOSS. Więc możesz teraz krzyknąć, że Internet to straszliwa komuna. Masz ochotę?

    Nie korzystam z softu M$ nie dlatego, że to „paskudny kapitalista” or whatever. A dlatego, że jest to oprogramowanie fatalnie napisane z technicznego punktu widzenia – owszem, działa, ale jak się zajrzy pod maskę, to włosy dęba stają. Masz tam takie paghetti kodu, w którym się przewija rzyg pozostałości po starych wersjach. Weź za przykład Vistę, która bezwstydnie marnuje zasoby komputera tylko dlatego, że zamiast optymizować kod, programiści zajęci byli obchodzeniem starych i wadliwych rozwiązań. Czyli, nietechnicznie mówiąc, budową autostrady Warszawa-Berlin przez Kaliningrad.

    Nie korzystam z M$ Office’a, bo obsługuje tylko zamknięte standardy zapisu. A to mi się nie podoba, szczególnie mając na uwadze, że już było kilka afer w związku z zapisem w dokumentach danych, które się tam znaleźć nie miały prawa, bez wiedzy użytkownika.

    Ostatecznie – bojkotuję M$ właśnie ze względu na to, jak traktuje swój biznes. Jak monopolista. Na chama przepchnęli w ISO swój pseudostandard, który jest niezgodny nawet ze standardami ISO dotyczcymi zapisu daty, na chama wcisnęli ludziom Vistę, nie przestrzegają żadnych standardów (HTML, JavaScript, zapis dokumentów – przykłady tylko paru ostatnich lat) i stosują monopolistyczne praktyki.

    Ja też używam komputera do pracy zarobkowej i nauki. I na Windowsie bym nie mógł tego robić, bo Windows nie ma godnego uwagi shella, ani nawet części wykorzystywanych przeze mnie narzędzi nie ma na Windy.

    Co do „uczenia się” – babcie w redakcji „KW” zaczęły korzystać z Linuksa w biegu, i narzekań było nawet mniej, niż kiedy chyba z 10 lat temu była przesiadka na Macintoshe. Więc to raczej kwestia podejścia.

    W ten sposób korzystam z systemu, który lubię i który znam. I czuję się lepszy od „windowszarzy” (żartuję – wcale ich tak nie nazywam – po prostu mi się fajne słowo wymyśliło :) ) – bo w moich realiach 90% ludzi z Windami ma te Windy spiracone. A ja na komputerze od chyba 6 lat nie mam żadnego nielegalnego oprogramowania.

  • F.

    @Klon (po kolei):

    Po pierwsze: nie, nie mam ochoty, i proszę mnie tu nie adabsurdować =); co nie zmienia faktu, że za czasów, kiedy brat, skądinąd zdolny informatyk, usiłował mnie „przestawić” na linuksa, poczytałem sobie różne artykuły i wywiady, i nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że open source jest w dużym stopniu ideologią, i to mocno kojarzącą mi się z postulatami hipisów. Ale mniejsza, każdy ma swoje skojarzenia.
    Natomiast co do argumentu, że FOSS świetnie sobie radzi w warunkach kapitalizmu – Chiny też sobie świetnie sobie radzą w warunkach kapitalizmu, między innymi dlatego, że nie przestrzegają jego zasad. Ale odbiegamy od tematu.

    Po drugie – nie powiedziałem, że Ty. Ale nie zaprzeczysz, że jest masa ludzi, którzy się w ten sposób snobują. Choć nie do końca wiem, na co i po co.
    Jeśli chodzi o Vistę, to jeszcze nie używałem, chodź się przymierzam, pewnie po wymianie sprzętu. Co do działającego Windowsa z bałaganem pod maską – otóż, widzisz, mnie właśnie w przypadku systemu operacyjnego zaglądanie pod maskę ani interesuje, ani kręci. Dopóki „z wierzchu” wszystko działa, mi pasuje.

    Dalej, Office – akurat z OO mam masę nieprzyjemnych doświadczeń. Kiedyś plik z pracą roczną, od początku pisany właśnie w OO, ale zapisywany w rtfie, który mam za świetny i czytany przez wszystko format, spierniczył mi się na dzień przed oddaniem. Formatowanie przypisów poszło w diabły, i musiałem je wszystkie na ostatnią chwilę wstawiać od nowa. Następnego dnia poszedłem do sklepu, kupiłem M$ Office, które służy mi do dziś, i nigdy z nim nie miałem problemów. Swoja drogą – nie jestem pewien, co to są otwarte/zamknięte standardy zapisu, ale jeśli dobrze rozumiem, to .rtf jest chyba otwarty, bo czyta go prawie wszystko? Popraw, jeśli się mylę.

    O którym standardzie ISO mówisz? O tej ostatniej akcji z .docx, czy o windows-1280 (czy jaki to tam miało numer)?

    Co do Twojej pracy – to już kwestia indywidualnych potrzeb. Mi do pracy potrzebna jest sieć, edytor tekstu i dobry słownik, a do tego linuks niepotrzebny. Owszem, mógłbym go używać, ale nie widzę takiej potrzeby, skoro od lat używam windy i znam ją na pamięć.

    Być może nauka linuksa to kwestia podejścia i chęci – ale tych chęci brak, bo nie widzę za bardzo sensu. Jedyną motywacją mogłaby być ewentualna niechęć do Microsoftu, ale jej nie czuję. Przesiadka na linuksa w żaden sposób nie usprawniłaby mojej pracy, a mogłaby mi ją nawet utrudnić – pamiętam, że za czasów OO miałem problemy z otwieraniem plików .xls, a czasem w takim właśnie formacie dostaję źródła do tłumaczenia. No i nie wiem, czy elektroniczna wersja PWN-Oxford istnieje na linuksa.

    No i na koniec dotarliśmy do sedna – de gustibus cośtam cośtam =). Ja też używam systemu, który lubię i znam, tylko że nie czuję z tego powodu wyższości. Argument ostatni rozumiem, właśnie dlatego kupiłem sobie kiedyś oryginalną Windę i Office’a.

  • klon

    @ F.

    No więc po kolei:
    1. Z ta ochotą etc to się nieco wyzłośliwiłem, bo mnie gadki o komputerowych wersjach komunizmu jako czegoś złego w sumie śmieszą i smucą. Bo FLOSS owszem, jest komunizmem. Ale tym utopijnym, w którym główną rolę odgrywa komuna=wspólnota. Ludzie tworzą wspólnotę, wspólnota tworzy soft, jest miło. I właściwie sprawdza się hasło „Od każdego wedle możliwości, każdemu, ile chce”. Nikt za nic nie płaci, nic nie musi, ludzie robią coś, bo ich to rajcuje. Dla mnie to jest piękne – bo jest realizacją wolności.
    Więc owszem, są tu spełniane postulaty hippisów. Zresztą – ideowy ojciec FLOSS, Richard M. Stallman, jest hippisem. Ci ludzie budują na swój sposób lepszy świat i to jest piękne – bo to świat bez barier.
    Co do nieprzestrzegania zasad kapitalizmu – a co w tym złego? Że się tworzy oprogramowanie, ale nie żąda za nie kasy, i nawet pozwala użytkownikowi je modyfikować i, pod warunkami licencji, rozpowszechniać swoje modyfikacje dalej? I ewentualnych pieniędzy żądać za wsparcie techniczne swoich dzieł?

    2. OO.o
    Owszem, ja też miałem z nim mnóstwo problemów. Szczerze mówiąc, dla mnie OO.o dopiero od wersji chyba 2.3.1 zaczął być zdatny do pracy. Ale teraz naprawde daleko zaszła i obsługa standardów, i stabilnośc, wydajność pracy, funkcjonalność et cetera.
    Inna sprawa, że zapisywanie w .rtf nie było najlepszym wyjściem. Zawsze w sumie najlepiej jest zapisywać w formacie natywnym aplikacji.

    3. Standardy. Nie, chodziło mi o tą akcję M$ z .docx. (Swoją drogą, ze standardami kodowania znaków też była chryja – bo m$ zrobił swoje standardy, rozbijając przy tym koalicję ztandartyzacyjną IBM&Apple, co doprowadziłod o aż trzech standardów zapisu znaków – IBM, windows-xxxx i Apple Macintosh. Później dołączyło ISO. I dopiero teraz Unicode jakoś nas od tego burdelu ratuje)
    Otwarte ztandardy to są takie, które mają otwartą i publicznie dostępną specyfikację. Czyli, które można na jej podstawie „wprowadzić” w swoim własnym programie. RTF (nie jest otwartym standardem) czy DOC są obsługiwane w OO.o tylko dlatego, że autorzy OO.o rozbierali na części dokumenty zapisane w tych formatach, i to analizowali. Stąd, na przykład, były twoje problemy z obsługą XLS w OO.o.
    Pliki zapisane w zamkniętych standardach też można odczytać wszędzie (na przykład, format MP3, albo DOC), ale nie wszędzie bezproblemowo. Poza tym, nigdy nie wiesz, co taki Wods zapisuje w .doc. Już było kilka afer, kiedy się okazało, że zapisuje dane osobowe autora dokumentu i podobne dane, które bez zgody autora tam sie znaleźć nie powinny, jak na przykład historię poprawek etc.
    M$ wywalczył teraz jako standard ISO swój „otwarty” standard Office”Open”"XML” (.docx i reszta). Skąd cudzysłowy?
    „Otwarty”/”Open” – nie jest to specyfikacja w pełni otwarta. Zawiera bowiem odniesienia do formatów WMV czy WMA (odpowiednio, jako kontenerów video i dzwięku), których specyfikacje są zamknięte. A więc – możesz doskonale zaimplementować OOXML w OO.o, ale jak otworzysz w nim prezentację PowerPointa z filmikiem, to już może być problem.
    „XML” – specyfikacja nie jest zgodna ze standardami XML, M$ de facto wprowadza swoje niestandardowe poprawki.
    Tak więc mamy niby otwarty format, który poprawnie będzie działał tylko na M$ Office 2009 lub nowszym (aktualnie nie istnieje żaden program, w pełni zgodny ze zgłoszoną przez M$ specyfikacją ISO). Dlatego odradzam zapisywanie w nim (chociaż nowe wersje OO.o z http://go-oo.org/ sobie radzą z ich otwieraniem – ale mało testowałem) dokumentów, jesli chcemy miec pewność, że inni je też otworzą.
    Otwarte standady to na przykład OGG, ODT, PDF i inne. M$ w swoich produktach nie implementuje żadnych otwartych standardów, tworzy natomiast własne, które z niczym nie są kompatybilne. To stanowi problem dla rozwoju tak rynku oprogramowania (bo M$ de facto chce w ten sposób „skazać” na siebie użytkowników), jak i innowacji w świecie kompueterów w ogóle.

    Raczej wątpię, by była wersja PWN-Oxford pod Linuksa. Są jednak natywne słowniki :)

  • F.

    @Klon:

    1. Wyzłośliwiaj się do woli, ale licz się z możliwością rewanżu =).
    Co do pięknej idei – owszem, jest piękna. Ale w przypadku softu, który musi służyć do pracy, i może od niego wiele zależeć, to jednak wolę zapłacić. Bo jak potem program nie działa, albo przez niego coś się głębiej skaszani, mi na przykład byłoby strasznie głupio zamailować do jego twórcy i obsobaczyć go od góry do dołu. Opieprzyć kogoś, od kogo coś kupiłem, jest mi znacznie łatwiej =).

    2. Nie pamiętam, która to była wersja OO, ale chyba coś koło 2.1. W każdym razie stwierdziłem, że szkoda moich nerwów. Teraz jedyne problemy, jakie mam z Officem, to to, że czasem Autoformatowanie usiłuje być sprytniejsze ode mnie i trzeba się z nim szamotać. Ale da się z tym żyć.

    3. Dziękuję za objaśnienia.

  • klon

    @ F.

    1. A mnie fajniej jest zobaczyć, co się skaszaniło i o tym poinformować twórców. Którzy często bardzo mile odpisują na maile i pomagają w rozwiązaniu problemu na bieżąco, no i oczywiście później go poprawiają w następnej wersji programu.
    Swoją drogą – do dużej ilości FLOSS można kupić płatny support w specjalistycznych firmach. Więc też można płacić i wymagać.

    2. Autoformatowanie, niestety, zawsze bywa natrętne. I, niestety, w OO.o mnie też wkurza :)

    3. Nie ma za co :)

  • Halibutt (author)

    Co do darmowego oprogramowania – w ostatnich latach naprawdę daleko zaszło. Nie chodzi tylko o Firefoxa, który jest najlepszą z przeglądarek (a przecież wolny i swobodny).

    Chyba zaraz skompiluję listę wolnych programów, bez których nie umiem żyć.

  • halibutt | Software, kawa i papierosy

    [...] toku dyskusji na temat wolnego oprogramowania wpadłem na pomysł stworzenia listy wolnych programów, bez których nie umiem się obyć. Sam [...]

  • Recent Faves Tagged With "linuks" : MyNetFaves

    [...] public links >> linuks Czemu jestem zawiedziony Ubuntu First saved by SlimShady007007 | 2 days ago cipra la .linuks. First saved by aputech | 12 days [...]

  • stefan

    bzdura, hasła są jak się bawisz w admina i np coś instalujesz czy usuwasz.
    problem z dostępem do dysku to też bzdura. otwierasz np katalog domowy i po lewej masz ikonki dysków. klikasz na którąś i już widzisz co masz na dysku. a nawet jeżeli się nie da kliknąć to masz dysk zmontowany w katalogu w /mnt.
    nie wiem czy celowo czy przez głupotę herezje szerzysz o dostępie do dysków.

  • Halibutt (author)

    Stefanie, czy celowo czy przez głupotę wypowiadasz się na temat tekstu sprzed grubo ponad trzech lat, z czasów Ubuntu 7.10 a potem 8.04? Pamiętasz jak wtedy było rozwiązane wpisywanie hasła? Każda zmiana w systemie wymagała potwierdzenia, od zmiany tapety pulpitu po doinstalowanie kodeka. Tamte Ubuntu miały też problem z dostępem do wielu zewnętrznych pamięci. Czy celowo czy przez czyjąś głupotę – nie wiem. Wiem, że od tego czasu wyszło siedem kolejnych wersji systemu. Nieco się zmieniło.

  • checz

    szczęśliwi czasu nie liczą… :)

  • stefan

    @checz
    „szczęśliwi czasu nie liczą…”

    dokładnie. fakt że stary artykuł ale ciągle w sieci. dziś też go może ktoś przeczytać i pomyśleć „jaki ten linux straszny…” warto trochę go zaktualizować przynajmniej w komentarzach lub usunąć skoro nieaktualny.

    ostatnio przekonałem się że jak wysiada gvfs pasek boczny też nie pokazuje/montuje dysków. zawsze pozostaje montowanie ręczne – mało wygodne ale skuteczne i to było zawsze możliwe, nawet 3 lata temu…

    hasła – wtedy faktycznie korzystałem z innych distro ale nie pamiętam żebym jakoś nadmiernie często musiał klepać hasła. administrowanie wymagało uwierzytelnienia ale zwykłe codzienne korzystanie nie koniecznie.

    trafiłem na ten artykuł 2i raz w tym tygodniu. czy nie warto więc aktualizować, inni przecież też czytają tylko nie wszyscy wiedzą że problemy opisane w artykule to błahostki które łatwo można obejść.

  • Halibutt (author)

    Re hasła: ktoś wsiadający na Ubuntu z innego distro pewnie nie widział różnicy. Ktoś wsiadający z windy czy innego user-friendly systemu miał z tym problem. Vide ja.

    Co zaś się tyczy pozostałych spraw, nie pamiętam już czy montowanie ręczne wtedy działało. Chyba ostatecznie przeinstalowałem ubuntu od zera.

    A że ktoś może pomyśleć „jaki ten linuks straszny” – no to już wolna wola. W sieci jest pełno tekstów o tym jaki linuks straszny, gdzie powiedziane jest to wprost, nie trzeba się doszukiwać między wierszami czegoś, czego tam nie ma :)

  • paweł

    Proponuje Ci rozglądnąć się za znajomym w swoim otoczeniu , który jest dobry w kompach i potrafi tłumaczyć. Umów się z nim na małe szkolenie. Podpytaj o to jak działa to czy tamto. Jak używać tego czy tamtego. Pokaż mu co Ci sprawia trudności. Pokaż jak pracujesz. Ja ciągle przyglądam się ludziom w moim otoczeniu i daje im jakieś wskazówki jak szybciej, jak lepiej, jak wygodniej. Wiedza determinuje nasze możliwości, komputery je poszerzają ale tylko jeśli umiemy ich używać.

    p.s. nie możesz być zawiedziony Ubuntu, możesz być zawiedziony brakiem swojej wiedzy na temat korzystania z kompa, tak mi się wydaje.

  • Halibutt (author)

    Widzisz, w moim otoczeniu to ja jestem tym gościem od kompów. I nie, nie jestem zawiedziony brakiem swoich umiejętności czy wiedzy na temat Ubuntu, jak coś się spieprzy to koniec końców umiem to naprawić – w ten czy inny sposób. Choćby za pomocą gotowych rozwiązań z sieci, małpując je nawet bez zrozumienia.

    Jestem zawiedziony Ubuntu, bo po raz enty (vide nowsza notka) złamało kontrakt. Niepisana umowa wygląda tak: „jeśli mówimy Ci, żebyś zaktualizował system, to go zaktualizuj zgodnie z instrukcją, a system będzie działał nie gorzej, niż przed aktualizacją”. W wypadku Ubuntu niestety po raz kolejny aktualizacje wszystko w cholerę rozwalają z tej czy innej strony.

    Ja wiem, że mogę sobie prześledzić zmiany w aktualizacjach, sam skompilować odpowiednią wersję pod mój sprzęt i instalować aktualizacje ręcznie de facto tworząc własny klon systemu. Tylko że nie o to chodzi w tej zabawie.

subskrybować te komentarzeKanał z komentarzami

Możesz użyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Ta strona obsługuje Gravatary. By stworzyć awatar obsługiwany przez strony na całym świecie zarejestruj się na stronie gravatar.com.