Software, kawa i papierosy
27 sierpnia 2008
28 gości
4 komentarze
W toku dyskusji na temat wolnego oprogramowania wpadłem na pomysł stworzenia listy wolnych programów, bez których nie umiem się obyć. Sam jestem zdziwiony, że jest ich aż tyle.
- Firefox, najlepsza przeglądarka pod słońcem. I nad słońcem też, o ile mi wiadomo. Dodatki do niego to temat na osobną notkę.
- GIMP. The GIMP. Edytor grafiki rastrowej. Równie dobry co PS, o niebo lepszy od PSP, darmowy… z czasem przyzwyczaiłem się nawet do nietypowego międzymordzia.
- Notepad++ Edytor tekstu i wszelkich plików tekstopodobnych. Ma wszystkie zalety zwykłego windowsowego notatnika, a żadnej z jego wad. Do tego cała masa użytecznych funkcji, z których korzystałem dawniej do modowania gier. Już się tym nie zajmuje, ale program nadal się przydaje.
- 7-zip. Program do pakowania i rozpakowywania. Gdy wyjeżdżam na wakacje, pakuję się błyskawicznie, w kilka minut. Od programu radzącego sobie z plikami .zip, .rar, .tar czy .gz wymagam tego samego.
- Inkscape. Program do edycji grafiki wektorowej. Po prostu działa. Czegóż chcieć więcej?
- Picasa. Zarządzanie zdjęciami, podstawowa obróbka, łatwe wgrywanie ich na stronę i tworzenie galerii.
- Mobipocket. Tworzenie, zarządzanie i wgrywanie książek na komórkę. Baardzo przydatne.
- GCstar. Program do zarządzania kolekcjami książek (ale też płyt, gier, znaczków, czegokolwiek). Eksportuje też wersję .html
- Foobar2000. Odtwarzacz muzyki. W każdym formacie.
- Audacity. Program do edycji dźwięku. Do czyszczenia plików z dyktafonu nadaje się doskonale.
- MusicBrainz Picard. Świetny program do tagowania muzyki. Niestety niekompatybilny z Windows Media Playerem, którego też lubię (bo wgrywa muzykę do mojej komórki).
- FileZilla. Najlepszy na rynku klient ftp. A przynajmniej najlepszy ze znanych mi.
- Peer Guardian. Doskonały dodatek do ?Torrenta, soulseeka czy innych takich.



[...] Original post by Halibutt [...]
Wszystko ładnie, tylko popełniłeś pewien błąd. Otóż pomyliłeś w kilku wypadkach wolne oprogramowanie z po prostu darmowym oprogramowaniem. Oba to „free software”, tyle tylko, że Foobar2000 i Picasa są „free” jak we „free beer”, czyli po prostu darmowe, ale nie wolne. Natomiast pozostale wymienione są „free as in free speech”, więc i darmowe, i wolne.
Na czym polega różnica? Otóż weźmy za przykład Internet Explodera, standardową przeglądarkę Windowsa, która jest de facto darmowa. Za Explodera nie płacimy. Ale, nie jest to wolne oprogramowanie – nie mamy dostępu do kodu i ogólnie licencja nie zgadza się z założeniami wolnego oprogramowania (prawo do modyfikowania, prawo do rozpowszechniania, prawo do uruchamiania, kompilowania etc na dowolnym sprzęcie pod dowolnym systemem operacyjnym bez żadnych implikacji.)
Zdaję sobie z tego sprawę – i zrobiłem to świadomie. Dla mnie nie ma żadnej różnicy między oprogramowaniem robionym za darmo przez firmę, a oprogramowaniem robionym za darmo przez ludzi. Jeśli i jedno, i drugie się sprawdza – jest ok.
Jam jest End User!
Ale mnie nie chodzi o to, kto robi soft. Bo za MySQL stoi firma, a to i tak wolne oprogramowanie. BOdobnie zresztą, jak za Ubuntu. I przyczyniają się także ludzie spoza firmy, robiący coś dla idei.
Mnie chodzi o to, co możesz z oprogramowaniem zrobić. Wolne oprogramowanie możesz sobie skompilować na komórkę, jeśli masz ochotę. Albo na mikrofalówkę. I możesz taką mikrofalówkę nawet sprzedać, pod warunkiem, że podzielisz się także kodem źródłowym. Natomiast w wypadku „zwyczajnego” darmowego oprogramowania jesteś skazany tylko na sprzęt i system operacyjny, jaki producentowi odpowiada. Tak na przykład foobar2000 nie pójdzie na OpenSolarisie, a skype tylko z pewnymi manipulacjami da się uruchomić pod systemami *BSD lub pod Linuxem z 64-bitowym procesorem (czyli niemal każdym nowszym).
I wiem, żeś jest END USER
Ale wolę i tak takie rzeczy wyklarować
Powiązane notki
Brak powiązanych wpisów.
Recent Comments
Blogroll
Cumulus
Najoceniańsze
Najkomentowańsze
Najoglądańsze