» varia

Cmentarz warszawski: kubistyczny przyczynek do eseju

9 października 2008 58 gości jeden komentarz

Hop-hop. Skaczę po nagrobkach, z jednego kopczyka na drugi. Kwieciście mi i wiosennie, bom zakochany, sesja zaliczona i w ogóle słonko się do mnie uśmiecha. Że groby? Cóż, to tylko Warszawa.Znalazłem niedawno litografię Felicjana Ropsa z 1863 roku. Jej tytuł (L’ordre r?gne ? Varsovie) można by przetłumaczyć jako „Porządek panuje w Warszawie”. Osiemdziesiąt lat później podobnie grobowy porządek zapanował w tym samym miejscu. I tak co kilkadziesiąt lat. Stosy, groby, miejsca straceń, doły wypełnione ciałami. A nad nimi ulice i domy, z uporem maniaka odbudowywane. Strasznie jest mieszkać na cmentarzu.

L'ordre r?gne ? Varsovie

L'ordre r?gne ? Varsovie

(***)

Ta scena powtarza się w zasadzie od dwudziestu z górą lat.Pierwszego sierpnia zaczynają się akademie, zjazdy i plena. Coraz starszym panom coraz trudniej przebić się przez bełkot wychwalających „narodowy zryw powstańczy”.Ot, kolejna rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Wkrótce potem krajowe telewizje zaczynają codzienne nadawanie krótkich dokumentów, kroniki powstania. Ot, telewizyjne kartki z kalendarza wzorowane na „Dniach walczącej stolicy” Bartoszewskiego.

Co roku trafiam na kilka odcinków, zazwyczaj jeszcze w sierpniu. Program się kończy, wraca normalne życie, jadę na wakacje, wracam z wakacji, zajmuję się pracą, domem, zabawą, setką innych spraw. Aż tu nagle zbliża się koniec września, a ja któregoś wieczoru znów natrafiam na kolejny odcinek powstańczej kroniki. – Boże, to ciągle trwa – uświadamiam sobie. Zawsze tak, w czasie teraźniejszym, jakby to trwało w nieskończoność, wciąż od nowa.

(***)

Felicjan Rops był malarzem i grafikiem, przyjacielem Baudelaire’a, zapalonym pornografem, antyklerykałem i obrazoburcą. Był przy tym jednym z prekursorów secesji iwziętym ilustratorem książek. Jego „Porządek panuje w Warszawie” jest dużo mniej znany, niż „Kuszenie św. Antoniego” czy „Najpiękniejsza Don Juana„, że nie wspomnę o „Ekstazie św. Teresy” czy podobnych dziełkach. Nic dziwnego, Rops znany jest przede wszystkim z tego, że miał szmergla na punkcie kobiet. W dzisiejszym świecie zapewne jego miłość do młodocianych modelek zaprowadziłaby go do kicia, a za naigrywanie się ze świętych dostałby kolejnych kilka lat.

(***)

Bomby…Znacie inną stolicę w Europie, gdzie znalezienie wielkiej bomby lotniczej w 60 lat po wojnie nie robi na nikim wrażenia? Pewnego razu byłem umówiony na spotkanie w jednej z kawiarni w południowym Śródmieściu. Szedłem sobie spokojnie ulicą, aż tu nagle drogę zastępuje mi policjant.

- Dokąd to – pyta.

- Do kawiarni – grzecznie odpowiadam.

- Nie teraz – mówi on.

- Teraz, za chwilę mam spotkanie. – staram się go wyminąć, ale nie udaje mi się.

- No to, kawalerze, poczekasz, bombę znaleźli – mówi spokojnie starszy posterunkowy, czy jak mu tam.

Poczekałem, spóźniłem się, bombę wywieźli na jakiś poligon. Następnego dnia kupiłem wszystkie wychodzące w Warszawie gazety. W dwóch z nich informacja o półtonowym ładunku trotylu znalazła się na entej stronie, gdzieś między notkami o jubileuszu w domu seniora a zaproszeniem na festiwal ludowej pieśni bułgarskiej. Reszta gazet sprawę przemilczała. W tym nie ma niusa! Ot, dzień jak codzień. Sprawdziłem archiwa większości gazet. Na pierwszych stronach pisały o znalezieniu bomby w suficie kancelarii premiera RP. Był to, wystawcie sobie, jedyny raz, kiedy wielgachna bomba znaleziona w centrum największego miasta w kraju kogokolwiek zainteresowała.

Powstanie warszawskie

Powstanie warszawskie

(***)

Na krakowskim Kazimierzu, tuż obok miejsca, gdzie jezdnia pochłonęła fragment cmentarza widnieje napis ostrzegający kohanitów, by nie szli tą stroną ulicy. W Warszawie takie tablice należałoby wywiesić na rogatkach.

(***)

Weźcie Stadion Narodowy budowany na zgliszczach Stadionu Dziesięciolecia, który z kolei powstał ze zgliszczy Śródmieścia (całkiem dosłownie: na Pradze, tuż za mostem kolejowym powstał po wojnie wielki kopiec z gruzów, na którym następnie postawiono trybuny). Prasa na poważnie zastanawiała się, czy roboty nie opóźnią się z powodu zwłok odnajdowanych między cegłami. Czytacie prasę, więc pewnie sami pamiętacie. Ale stop! Zastanówcie się przez chwilę. Wyobraźcie sobie poważny komentarz w tym guście w, dajmy na to, Le Monde. Albo w Timesie.

Gdy ktoś chciał coś pobudować na oświęcimskim żwirowisku, wybuchła granda na pół świata. Na szczęście nikt nie pyta o Warszawę. Gdzie byśmy mieli mieszkać, gdyby każdy z cmentarzy uznać za miejsce pamięci? Dzięki roztropności zaborców wszystkie mniejsze cmentarzyki w tym mieście przeniesiono w początkach XIX wieku na obrzeża, na Powązki. W czasie powstania przez ich środek przebiegała linia frontu, więc zmarłych grzebano na ulicach, placach i podwórkach. Albo pod gruzami. To co, ogrodzić kilkadziesiąt kilometrów centrum i postawić tabliczki „tu była Warszawa”?

(***)

Babcia H., mojej znajomej, spędziła dzieciństwo w Warszawie. Z powstania najlepiej pamięta swoje podwórko. W sąsiednim domu działał szpital powstańczy, dwa domy dalej była barykada. Po każdej walce znoszono na jej podwórko trupy Niemców do dalszego posortowania. Układano panów w feldgrau w równych rządkach, co by ich się więcej zmieściło. Trupy Polaków lądowały po drugiej stronie ulicy, widać mało kto wierzył, że Bóg rozpozna swoich. Babcia H. z koleżankami wymyśliły więc nową dyscyplinę sportową: która przeskoczy więcej Niemców. Ot, dyscyplina olimpijska na miarę sporego środkowoeuropejskiego miasta.

(***)

Mam 27 lat. Za jakie grzechy muszę mieć to wszystko w głowie? Co ja komu zrobiłem, że wiem, gdzie kto jest pochowany, że znam adresy barykad, zwalonych domów, rozstrzelanych ulic?

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (1 głosów, średnio: 5,00 na 5)
Loading ... Loading ...

jeden komentarz »

  • Halibutt (author)

    Życie najlepsze układa piosenki: dziś we Wrocławiu znaleziono półtonową bombę lotniczą, a w Warszawie, na terenie UW pobieżne poszukiwania zakończyły się znalezieniem:
    - granat ręczny
    - granat moździerzowy 81 mm (polski/francuski, do moździerza piechoty wz. 31)
    - pocisk artyleryjski 45 mm (sowiecki, do armaty przeciwpancernej wz. 1937)
    - 25 sztuk amunicji do Mausera

    Ot, dzień jak codzień.

subskrybować te komentarzeKanał z komentarzami

Możesz użyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Ta strona obsługuje Gravatary. By stworzyć awatar obsługiwany przez strony na całym świecie zarejestruj się na stronie gravatar.com.