» varia

Ten inny patriotyzm

20 listopada 2009 3 gości brak komentarzy

Co roku w okolicach 11 listopada media i politycy zastanawiają się dlaczego młodym Polakom brakuje patriotyzmu. Każdy ma swoje odpowiedzi i recepty: jedni domagają się więcej lekcji historii, inni wychowania patriotycznego w szkołach podstawowych. Tymczasem patriotyzm wśród mojego pokolenia ma się świetnie – tylko nie ten.

Konflikt między pozytywistami a romantykami wreszcie się w Polsce wypala. Po dwustu niemal latach dotarliśmy do etapu, w którym pozytywiści robią swoje, a romantycy nawet ich nie zauważają. Toczą swoje śmieszne spory o obchody, medale, krwawą historię i barykady – i z uporem godnym lepszej sprawy ignorują milionowe rzesze tych, którzy faktycznie dziś Polskę budują, a nie tylko rozmawiają o przeszłości i upamiętnianiu jej w szkołach i na pomnikach.

Pożegnanie powstańca, Artur Grottger

Pożegnanie powstańca, Artur Grottger

Tak się już dziwnie polskie losy potoczyły, że o pozytywistach zapomniano. Gdzieś zagubił się etos tych, którzy o niepodległość walczyli w granicach prawa, bezkrwawo. – Jesteś szewcem – rób lepszy but – nawoływali pozytywiści, wzywając do organicznej pracy na rzecz społeczeństwa. – Prawdziwy patriotyzm nie tylko polega na tym, ażeby kochać jakąś idealną ojczyznę, ale – ażeby kochać, badać i pracować dla realnych składników tej ojczyzny, którymi są ziemia, społeczeństwo, ludzie i wszelkie ich bogactwa – pisał Bolesław Prus.

Tyle że po 1918 władzę zdobywali niemal zawsze romantycy, wielbiciele stosów ofiarnych, chwalebnej przeszłości i barykad. Dziś samo słowo patriotyzm kojarzy się przede wszystkim ze zbrojną walką, a nie budowaniem. W powszechnej świadomości patriotą może być powstaniec na barykadzie lub robotnik z cegłówką naprzeciw szpaleru ZOMO. Tymczasem prawdziwych budowniczych Polska ma dziś miliony, i w niczym nie przypominają tych bohaterów, o których prawica chciałaby uczyć w szkołach.

Żyjemy w świecie, w którym ziścił się sen Lechonia: większość młodych wiosną – wiosnę, nie Polskę widzi. Dnie spędzamy częściej przed własnym komputerem niż w korporacyjnych ołpenspejsach czy komonrumach. Cierpliwie płacimy najwyższe bodaj w Europie podatki, choć emigracja nigdy jeszcze nie była tak prosta. Co miesiąc wpłacamy setki złotych na ZUS, mimo że ubezpieczenie nie daje nam wstępu do lekarza, za którego musimy płacić w prywatnych gabinetach.

Nie widać nas, bo nie procesujemy się o byle co, nie mamy czasu demonstrować, brzydzi nas palenie opon i nie uważamy, by coś miało nam się „należeć”. Nie przygotowujemy rewolucji, nie bawimy się w politykę. Nie jesteśmy wojownikami, nie musimy walczyć o zachowanie polskiej kultury czy języka. Ale gdy trzeba, stajemy przy urnach wyborczych. To my budujemy ten kraj, nie kombatanci. I uważajcie, kochani nasi politycy, bo kiedyś naprawdę się wkurzymy.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading ... Loading ...

subskrybować te komentarzeKanał z komentarzami

Możesz użyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Ta strona obsługuje Gravatary. By stworzyć awatar obsługiwany przez strony na całym świecie zarejestruj się na stronie gravatar.com.