Piłsudski, Bandera i ja
Za naszą wschodnią granicą nadano Stepanowi Banderze pośmiertnie tytuł Bohatera Ukrainy. Tylko czekać, aż u nas w podzięce za ?czczenie mordercy? ktoś podpali cerkiew. Tymczasem Ukraińcy aż tak się od nas nie różnią.
Takie już moje przekleństwo, że rozmowy z przyjaciółmi często schodzą na tematy historyczne. Na zjeździe autorów niemieckiej Wikipedii byłem jedynym Polakiem. Nim ugryzłem się w język, zdążyliśmy z młodymi Niemcami przerobić cały koniec II wojny światowej i kwestię ?dlaczego Polacy nie lubią Niemców?. Na podobnie niebezpieczne wody zniosło mnie z moimi ukraińskimi przyjaciółmi.
Bohatyr i zdradnyk
Zadałem im niewinne z pozoru pytanie kto dla przeciętnego Ukraińca jest bohaterem narodowym. On -trzydziestokilkuletni przedsiębiorca, całkowicie zrusyfikowany. Ona ? dwudziestokilkuletnia studentka medycyny, zakochana w ukraińskości po same uszy. Oboje jednym tchem odpowiedzieli: Bandera. Dlaczego? Bo Bandera nie szedł na zgniłe kompromisy, walczył przeciwko wszystkim: Polakom, Sowietom i Niemcom. Dla moich przyjaciół znad Dniepru nie miało znaczenia, że jego walka była straceńcza, że nie miała szans powodzenia, że wielekroć ocierał się w niej o zachowania haniebne. Ważne, że walczył do końca. Z kolei Semen Petlura, który w podobnej sytuacji, acz dwie dekady wcześniej, sprzymierzył się z Polską przeciwko Czerwonym to nikt inny jak ?zdradnyk?, zdrajca. Biało-czarna wizja historii zawsze wygra z odcieniami szarości. Ale czy wszędzie?
Minęła dekada odkąd Andrzej Chwalba wydał drukiem bodaj najciekawszą ze swoich książek. ?Polacy w służbie Moskali? to wstrząsający portret społeczeństwa stłamszonego, zgwałconego i doprowadzonego na próg zagłady kulturowej. Nie, nie chodzi tu wcale o stosy ofiarne drugiej wojny światowej, a o Królestwo Kongresowe w końcu XIX wieku. Nic dziwnego, że książki nie wznowiono: każdy przecież wie, że ?nasz naród jak lawa?, ?krew jego dawne bohatery? i tak dalej. Tymczasem z badań Chwalby wynika, że wystarczyło ledwie jedno stulecie, by przeciętnemu zjadaczowi chleba nad Wisłą stało się wszystko jedno, czy żyje pod berłem cara czy we własnym państwie. Dwudziestolecie międzywojenne zrobiło wiele, by zatrzeć ślady niemal powszechnej rusyfikacji. Udało się to do tego stopnia, że dziś mało kto zdaje sobie sprawę z jej rozmiarów w okresie poprzedzającym wybuch Wielkiej Wojny.
Społeczeństwo wpędzone w marazm, na progu wynarodowienia, wybudzić można jedynie czarno-białą wizją świata. Nic dziwnego, że polski dziewiętnastowieczny wojujący nacjonalizm opierał się na kulcie bohaterów bez skazy. To stąd w naszej kulturze tyle Wand, co wolały śmierć od życia u boku Niemca, tyle niewinnych dzieci przywiązywanych przez złego Teutona do machin oblężniczych. Nie inaczej wyglądał ukraiński nacjonalizm owych czasów: zły był polski pan i ruski bojar, dobry był hetman kozacki i wolny zabijaka ze stepów.
Historia w zamrażarce
Tu jednak polsko-ukraińska wspólna historia się kończy. Nadeszła Wielka Wojna, podczas której ? traf chciał ? walkę o rząd polskich dusz wygrał były terrorysta. Dzięki Piłsudskiemu Polacy nauczyli się ?zgniłych kompromisów?. Razem z Niemcami walczyli przeciw Rosji, by potem odwrócić sojusze i wespół z Ententą bić niedawnych sojuszników. Po wojnie kult Piłsudskiego spowodował, że jego drogę życiową Polacy uznali za swoją, z całym dobrodziejstwem inwentarza, wliczając to napady na urzędy pocztowe i banki, skrytobójstwa, sprzeniewierzanie się sojuszom. To ?my? napadaliśmy na pociągi ze złotem i carskich urzędników.
Kolejną przysługę polskiemu spojrzeniu na historię wyrządził Piłsudski swoim dojściem do władzy po przewrocie majowym. Dzięki niemu bardzo wielu przekonało się, że można kochać wodza w czas wojny i nienawidzić go w czas pokoju. Podobnie jak Lech Wałęsa w wiele lat po nim, Piłsudski doskonale sprawdzał się jako symbol, mąż opatrznościowy w czasie walki, za to jako polityk zraził do siebie wielu swoich dotychczasowych wielbicieli. Spór o dobrą i złą twarz Piłsudskiego toczy się do dzisiaj, ale jemu samemu zawdzięczamy poziom tej debaty: dyskutujemy o konkretnych posunięciach, a nie o całokształcie.
Tymczasem Ukraina nie miała szans nauczyć się tego, czego historia nauczyła Polaków. Także dzięki Piłsudskiemu trafiła na kolejne 70 lat pod obce panowanie. W uśpieniu tkwiło dawne, jeszcze dziewiętnastowieczne widzenie świata, podział na rycerzy bez skazy i zdrajców, bez światłocienia. Nic dziwnego, że gdy w 1991 społeczeństwo Ukrainy wybiło się na niepodległość i zaczęło szukać takich bohaterów, mało kto był w stanie sprostać oczekiwaniom. Bandera ze swoim straceńczym etosem nadaje się świetnie. Poczekajmy jeszcze kilka lat nim zaczniemy krytykować taki a nie inny wybór postaci na pomnikach. My naukę płynącą z losów Piłsudskiego trawiliśmy kilkadziesiąt lat, Ukraińcy dopiero zaczynają.
? Krzysztof Machocki


