Ruchy pozorne
Obie najgłośniejsze komisje sejmowe (hazardowa i naciskowa) spełniły oczekiwania wszystkich. To znaczy nie robią nic.
Polskie życie publiczne ma to do siebie, że afery wypalają się równie szybko, co się pojawiły. Dzisiejsze gazety jutro wyścielą kosze na śmieci, telewizje informacyjne po kilku dniach też zapominają o sprawie, zwłaszcza jeśli nikt z oskarżonych czy pomówionych nie staje przed sądem. PiS przypomina jeszcze czasem o ?Rychu? i ?Zbychu?, ale kogóż dziś obchodzi o co naprawdę poszło?
Dla posłów biorących udział w ?pracach? komisji zabawa jest przednia, festiwal złej polszczyzny trwa w najlepsze. ?Dziękuję panu przewodniczący? (poseł Węgrzyn), ?przywołuję panią do rzeczy? (przewodniczący Sekuła), ?to afera była czy nie była?? (poseł Arłukowicz).
Do tego mniej lub bardziej wybredne żarty i inwektywy (Arkadiusz Mularczyk jako Jola Rutowicz), zadawanie tych samych pytań po kilka razy, niekończące się słowotoki, czasem wreszcie zupełnie abs
urdalne pytania (poseł Kempa pytająca Mirosława Drzewieckiego o to, czy ten mówi po włosku). Równie wesoło jest w komisji do spraw nacisków.
Mało kto dziś pamięta, że rządy Prawa i Sprawiedliwości trwały nieco mniej niż dwa lata. Tymczasem badająca je komisja obraduje już ponad dwa lata. I nic. Celu ni sensu w tym za grosz, ale obradować trzeba. Więc się obraduje.
W słynnym przemówieniu sejmowym z grudnia 1989 roku Leszek Balcerowicz mówił, że aby Polska stała się normalnym krajem trzeba skończyć z fikcją, w której jedni udają, że pracują, a inni udają, że im za to płacą. Od dziesięciu lat uczciwie płacę posłom. Mogliby się w końcu zrewanżować uczciwą pracą.
? Krzysztof Machocki


