Do przyjaciół tłumaczy
Problem z amatorskimi tłumaczeniami jest jeden: mówiący po angielsku ich nie potrzebują, a ci, którym są potrzebne, nie umieją ich robić porządnie.Nie zrozumcie mnie źle, odwalacie kawał dobrej roboty przygotowując napisy do filmów i seriali, których w naszym pięknym kraju nikt nigdy oficjalnie nie wyda/kupi/wyemituje. Po nocach tłumaczycie dla innych, za darmo, nawet bez nadziei na podziękowanie. Ale na miły bóg, jak już się za coś bierzecie, przyłóżcie się do tego choć trochę. Sam z napisów najczęściej nie korzystam, ale zdarza mi się oglądać filmy w towarzystwie znajomych, którzy ich potrzebują. Wtedy napisy nawet mnie nie rozpraszają – chyba, że pojawiają się w nich byki, od których zęby bolą.
Żeby zostać dobrym tłumaczem w ogóle nie trzeba znać języka z którego się tłumaczy. Chyba każdemu kto choć trochę otarł się o jakiekolwiek sensowne studia humanistyczne zdarzyło się kiedyś tłumaczyć źródła z języka, o którym miał jedynie mgliste pojęcie. Słowniki załatwiają sprawę – chyba, że delikwent nie radzi sobie z własnym językiem. Wtedy niczego się nie da zrobić. Poniżej kilka rad, które mogą się komuś z was przydać. To tylko napisy a nie fizyka jądrowa, ale…
Gramatyka. To tylko napisy do filmów, z tego się nie strzela, nie muszą być idealne. Nikt nie wymaga od Was używania literackiej polszczyzny. Ale na miłość boską, jeśli w scenie występuje dwóch facetów i jeden mówi do drugiego „We’re both old”, to po polsku nie powinno to brzmieć „Oboje jesteśmy starzy”. Oboje to on i ona. Obaj to on i on. A chłopcy różnią się od dziewczynek, wiecie?
Polska pisownia. Nie bójcie się odmieniać po polsku. Nie bójcie się polskich znaków. Bójcie się za to używania apostrofów. Imion, które odmienia się z apostrofem jest naprawdę niewiele. Najczęściej spotykasz Adama, nie Adam’a. A skoro o tym mowa…
Imiona. Większość z nas tłumaczy filmy ze słuchu. W porządku. Ale zadajcie sobie choć tyle trudu by sprawdzić, czy zapisujecie poprawnie imiona. Amerykanie potrafią nazwać swoje dzieci w naprawdę dziwny sposób, ale większość tego nie robi. Łatwo sprawdzić, czy bohater ma na imię Charlie czy Charlee. Google to twój przyjaciel. Albo Wikipedia. Albo IMDB.
Idiomy. Jeśli czegoś nie rozumiesz, najpewniej jest to idiom. Sprawdź, bo jeśli przetłumaczysz ten fragment dosłownie, efekt będzie kuriozalny. Napisy do filmu „RocknRolla, jedne z najbardziej kuriozalnych, z jakimi się zetknąłem („Powinieneś uważać ponieważ mam zamiar być taki jak ty, wujku. Teraz mam zamiar być prawdziwą RocknRollą.”). Gdzieś w połowie filmu pojawia się taka kwestia: „Oczekuję gwarancji otrzymania pozwolenia|w ciągu sześciu miesięcy i żadnej czerwonej taśmy.” Co to jest czerwona taśma do cholery? A wystarczy sprawdzić w dowolnym słowniku, żeby się przekonać, że red tape to po naszemu „biurokracja”. Nie, nie taśma klejąca w kolorze rouge.
Wulgaryzmy. Choć w większości języków świata pojawiają się podobne słowa wulgarne, w różnych językach mają różną moc. Hiszpanie klną o wiele więcej od Polaków. U nich dziecię mówiące do mamy „Joder me aburro” raczej nikogo nie zdziwi, choć w luźnym tłumaczeniu brzmi to „kurewsko się nudzę” (joder to czasownik oznaczający dowolną czynność seksualną). Ale myślcie o kontekście: czy polskie dziecko w takiej sytuacji użyłoby bluzga, czy nie?
TVP przy tłumaczeniu filmów stara się jak najbardziej złagodzić język, dzięki czemu oryginalne „You fuckin’ with me asshole?!” w ich wersji brzmi „Żartujesz?”. To śmieszy. Ale tłumaczenie wulgaryzmów słowo w słowo też śmieszy. Zanim przetłumaczycie, zastanówcie się nad sytuacją. Czy „fuck” z ust chirurga pochylającego się nad pacjentem to to samo fuck, którego za przecinek używa lump spod mostu? Po polsku to są dwa różne słowa. Trochę inwencji nie zaszkodzi, naprawdę.
Fałszywi przyjaciele. Tak w lingwistyce określa się słowa, które w różnych językach brzmią podobnie lub nawet jednakowo, jednak znaczą coś innego. Nie ma ich znowu tak wiele, ale dobrze jest zdawać sobie sprawę z ich istnienia. Eventually to nie „ewentualnie”, confection to nie „konfekcja”, pension to nie „pensja”, lecture to nie „lektura”, pathetic to nie „patetyczny” a preservative to nie „prezerwatywa”, którą jeden z bohaterów filmowych znalazł w płatkach śniadaniowych. Arena to po polsku miejsce, gdzie walczą byki albo gladiatorzy. Angielska arena to stadion. Pamiętacie Archiwum X? Tłumacz (zawodowy — podobno) z uporem maniaka przez ileś-tam serii tłumaczył angielskie conspiracy jako „konspiracja”. Do dziś się z niego śmieją.
Wykrzyknienia, onomatopeje i inne takie. W każdym filmie ich pełno. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy niedouczeni, spełniają bardzo ważną funkcję w języku. Tyle że zazwyczaj nie trzeba ich tłumaczyć. Gdy postać na ekranie długo milczy, aż wreszcie mów „uh-huh”, naprawdę możecie polegać na inteligencji widza, który przecież będzie słyszał, że postać mówi „aha” albo „mhm”, będzie wiedział o co chodzi nawet, jeśli po angielsku nie mówi. Ale jeśli już musicie to zapisać, zróbcie to po polsku. Angielskie oh po naszemu pisze się przez ch.
Redakcja i korekta. W dzisiejszych czasach sprawę najbardziej ewidentnych byków załatwia dowolny komputer. Naprawdę, w czasach, gdy nawet dowolna przeglądarka internetowa ma wbudowany słownik ortograficzny trudno znaleźć wyjaśnienie dla idiotycznych błędów w gotowych napisach. Zostaje kwestia błędów, których automat nie wyłapie. Jak najłatwiej je znaleźć? Najczęściej wystarczy dać gotowemu tekstowi jakiś czas na odleżenie — a potem przeczytać go jeszcze raz, chłodnym okiem. Jeśli po tym czasie nie zrozumiecie czegoś w tekście, najpewniej wasz czytelnik (użytkownik/odbiorca/widz waszych napisów) też tego nie pojmie. Jaki z tego wniosek? Należy daną kwestię poprawić. Choćby i uprościć.
(to be continued – „do bycia dokończonym”)



(2 głosów, średnio: 4,50 na 5)
Normalnie Pan Profesor przez dwa duże P. Ciekawe czy jakiś potencjalny tłumacz to przeczyta. Mnie natomiast zastanawia Twoje użycie „fałszywych przyjaciół”, czy nie ma dla nich jakiejś innej nazwy, która tak nie razi? A tak w ogóle ton przypomniał mi o tym jak kiedyś się oburzyłam i napisałam to:
http://juliadevarsovia.com/2008/11/04/wybory-w-usa-a-wybory-modowe-instrukcja-obslugi-mody-bankietowej/
peace.
Hmmm… Chyba nie ma. W literaturze dość często spotykałem się z tą właśnie kalką, a nie przypominam sobie bardziej łacińskobrzmiącej wersji.
Powiązane notki
Brak powiązanych wpisów.
Recent Comments
Blogroll
Cumulus