Polska ruletka
Mam niejasne przeczucie, że na polskich drogach co drugi kierownik pojazdu silnikowego cierpi na chroniczny i nieuleczalny rodzaj debilizmu. Wiem, nic w tym odkrywczego, zdążyłem się przyzwyczaić, że każde włożenie kluczyka do stacyjki to początek kolejnej odsłony walki o życie – lub rosyjskiej ruletki. A są tacy, co jeżdżą… normalnie.
Weźmy taki obrazek: trasa z Warszawy na Augustów. Wąsko, kręto, sznur ciężarówek na wschodnich blachach. Co kilka kilometrów z naprzeciwka moim pasem nadciąga kolejne bydle z przyciemnianymi szybami. A obok niego kolejne, wyprzedzające na trzeciego, okrakiem, po poboczu z mojej strony.
Albo następny obrazek. Mój czcigodny. Kierowca doskonały, z trzydziestoletnim stażem, bezwypadkowy, w szczytowych latach zdarzało mu się wyjeździć kilka równików rocznie. Jedziemy sobie skądśtam wkądśtam, mijamy rondo, nagle coś mi nie gra. – Dlaczego jeździsz na wprost z prawego pasa – pytam. Odpowiedź jest prosta: bo się boję.
Albo jeszcze jeden. Dwupasmówka, droga szybkiego ruchu kończy się za 1000 metrów. Sznur samochodów na obu pasach, wleczemy się sześćdziesiątką. Na prawo ode mnie klasyk gatunku: dwudziestoletnia Beta z przyciemnianymi szybami i chromowaną rurą wydechową (kwiatek do kożucha anyone?). Myślę sobię: trzeba uważać. I faktycznie, ledwie droga szybkiego ruchu się skończyła, kierowca BMW bez kierunkowskazu postanowił skręcić w lewo w jakąś nieoznaczoną szutrową drogę. Przez trzy pasy, na wskroś.
Przekraczam litewską granicę i nagle jestem w innym świecie. Drogi są tu zbliżone do polskich krajówek. Mają nieco mniej mijanek, nieoznaczone radary i szutrowe pobocza (lub w ogóle ich nie ma), ale w zasadzie przypominają co starsze odcinki krajowej siódemki czy ósemki. Co je różni od naszych prastarych piastowskich pól bitewnych zwanych dla niepoznaki drogami? Kierowcy.
Na drogach niemal pusto (tutejsi mówią, że to efekt kryzysu). Nawet jeśli zbierze się większa grupa samochodów – wszyscy jadą mniej więcej zgodnie z ograniczeniami (inna rzecz, że tu nimi nikt nie szafuje, dwupasmówki w mieście nie mają ograniczeń do 40, chyba że jest to faktycznie konieczne), nikt nie wyprzedza na trzeciego. W zasadzie nikt nie czuje potrzeby wyprzedzania. Jeśli wyprzedzają na dwupasmówce – natychmiast wracają na prawy pas, nawet jeśli przed nimi pusto.
W trasie jedzie się w miarę równo 90 do 100 na godzinę. Jeśli ktoś bardzo się spieszy i koniecznie musi wyprzedzać, inni kierowcy usłużnie przykleją się do pobocza i włączą kierunkowskaz (uwaga! widziałem takich, którzy komunikat „możesz mnie wyprzedzić” nadawali… lewym kierunkowskazem).
Na rondach wszyscy niemal sygnalizują poprawnie, i wjazd, i zjazd. A rond mają tutaj sporo – i niektóre z nich są przeogromne, z pięcioma pasami i tylomaż zjazdami. Do tego nikt nie rzucił się do likwidowania zielonych strzałek, więc nadal funkcjonują, jak kiedyś u nas.
Samo Wilno to też raj dla kierowców. Ma obwodnicę (nie do końca wyremontowaną, ale jest), nawet w śródmieściu nie ma kłopotów z parkowaniem (można znaleźć wolne miejsce po południu przy rynku!). Parkometry są nieco tańsze, niż w Warszawie, za to płaci się przez całą dobę, a nie do 18. Aha, krawężniki są tu wysokie, więc parkuje się często równolegle do chodnika, zajmując cały pas jezdni. To normalne, taki koloryt lokalny.
Z ciekawostek okołodrogowych: stacje benzynowe są tu nieco rzadziej spotykane niż u nas. Zdarzają się zachodnie firmy (Statoil, Shell), sporo jest Łukoilu. Niezależnie od właściciela można się spodziewać na stacjach tylko dwóch rodzajów paliwa: Diesel i bezołowiowa 98. Czasami dochodzi jeszcze tańszy diesel dla rolników. Aha, na stacjach nie ma też wiader z wodą i ściągaczkami do mycia szyb.
Niestety wpis jest z gatunku To Be Continued. We środę wracam do walki o życie na polskich drogach. W bezpieczny weekend w Polsce zginęła jedna osoba mniej, niż w przeciętny. Środek tygodnia raczej nie będzie specjalnie bezpieczniejszy.




Na rondach polskich, zazwyczaj dwu pasowych, z prawego pasa skręcamy w prawo lub jedziemy prosto, z lewego w lewo lub zawracamy.
Wiem, że można. Ale jakoś nader często prawy pas przed rondem jest zatarasowany autami jadącymi na wprost, a lewy niemal pusty. Bo nie tylko mój ojciec się boi.
Powiązane notki
Recent Comments
Blogroll
Cumulus