Autostop
Autostopowicze dzielą się na krótko i długodystansowych. Ci pierwsi to szaraczki, wśród tych drugich byliśmy już arystokracją. Tym razem w tydzień dotarliśmy do Konstantynopola, po drodze ani razu nie płacąc za nocleg ani transport. Dlatego w drodze powrotnej należała nam się nagroda: zamiast żmudnego przebijania się przez Bułgarię i Rumunię prom do Odessy. Pierwszą klasą.
Na statek wsiedliśmy o północy, ale ruszał dopiero o świcie. Słońce wschodziło nad Złotym Rogiem, rozsiedliśmy się wygodnie na pokładzie i podziwiali widoki, gotowi każdemu chętnemu opowiedzieć jacy to z nas twardziele, gdzieśmy to nie byli i czego nie dokonali. Ledwie minęliśmy most nad Bosforem, nadarzyła się okazja: dwoje nieopalonych Polaków z wypchanymi plecakami. Spytałem kurtuazyjnie skąd jadą, gotów od razu przejść do opowieści o naszych wielkich wyczynach w drodze przez Węgry, Rumunię i Bułgarię. ? A tak sobie wyskoczyliśmy na dwa miesiące, stopem do Iranu, właśnie wracamy ? odparła nowa znajoma.


