Jak zostałem gwałcicielem
Wąski kanion, szarobure bloki po obu stronach wznoszą się na kilkanaście pięter w górę. Trochę jak gierkowskie na Śląsku, tyle że te stoją na obrzeżach Kijowa. Jest może dziewiąta, ale większość okien już ciemnych. Chodniki mokre, dla oszczędności wyłączono większość latarni. Wysiadam z marszrutki, małego, niemiłosiernie zatłoczonego autobusika. Nieswojo tu i niebezpiecznie, ale akademik jest po drugiej stronie osiedla, muszę jakoś przejść. Byle szybko.
Razem ze mną wysiada dziewczyna. Czarne kozaczki, czarny płaszczyk, może dwadzieścia lat, raczej mniej. Szybkim krokiem rusza z przystanku. Droga jest w zasadzie jedna, nie ma jak skręcić, ruszam więc kilkanaście kroków za nią. Przystanąłbym i dał dziewczynie odejść w spokoju ale lepiej udawać tutejszego, iść pewnym krokiem. Trzymam więc dystans, ale idę za nią. Ona przyspiesza. Ja odruchowo też. Wreszcie zakręt chodnika i widać cel. Poprawka, nic nie widać. Dziewczyna na chwilę znikła mi z oczu ? i potraktowała mnie gazem łzawiącym.



(5 głosów, średnio: 4,00 na 5)