<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Halibutt &#187; Halibutt</title>
	<atom:link href="http://halibutt.pl/author/halibutt/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://halibutt.pl</link>
	<description>hal9001 znaleziony w wannie</description>
	<lastBuildDate>Sun, 15 Apr 2012 12:35:03 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Ekspresy automatyczne mordują dziennikarstwo</title>
		<link>http://halibutt.pl/2012/04/15/ekspresy-automatyczne-morduja-dziennikarstwo/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2012/04/15/ekspresy-automatyczne-morduja-dziennikarstwo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Apr 2012 12:33:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[adam bielan]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[gazeta wyborcza]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[jacek rakowiecki]]></category>
		<category><![CDATA[jarosław kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[teresa torańska]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3278</guid>
		<description><![CDATA[Za każdym razem gdy pijesz kawę z automatu, mały Jezusik płacze a gdzieś na świecie ginie w męczarniach przyszły-niedoszły Kapuściński. 
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/05/19/dowcip-sowiecki/' rel='bookmark' title='Dowcip sowiecki'>Dowcip sowiecki</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Za każdym razem gdy pijesz kawę z automatu, mały Jezusik płacze a gdzieś na świecie ginie w męczarniach przyszły-niedoszły Kapuściński.<span id="more-3278"></span></p>
<p>Dość nieoczekiwanie spędziłem niedawno godzinę na niezobowiązującej rozmowie śniadaniowej z Jackiem Rakowieckim. Sporo opowiadał o własnych początkach w zawodzie. I naszła mnie smutna konstatacja, że moje pokolenie nie będzie miało takiej szansy. Nie zaczniemy kariery jako goniec w <a href="http://tygodnik.onet.pl/">Tygodniku</a>, bo nikt nie potrzebuje już gońców. Nie czekają nas, trzydziestolatków, kolegia redakcyjne w <a href="http://wyborcza.pl/5,75402,3679143,Zobacz_jak_powstawaly_pierwsze_numery_Wyborczej.html?i=3">piaskownicy żłobka przy Iwickiej</a>, bo nikt już nowej wielkiej gazety na wariackich papierach nie założy, a istniejące zatrudnią raczej tańszego studenta.<br />
<div id="attachment_3286" class="wp-caption alignright" style="width: 128px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2012/04/NYTimes-Page1-11-11-1918.jpg" rel="lightbox[3278]" title="NYT, 11 listopada 1918"><img class="size-medium wp-image-3286" title="NYT, 11 listopada 1918" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2012/04/NYTimes-Page1-11-11-1918-118x150.jpg" alt="Czołówka NYT, 11 listopada 1918" width="118" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">NYT, 11 listopada 1918</p></div><br />
Tradycyjnie tak właśnie wyglądała droga awansu w zawodzie dziennikarza. Przez wieki nie różnił się znacząco od zawodu szewca czy zduna. To też jest rzemiosło, którego najlepiej uczyć się w systemie mistrz-terminator. Ale to se ne vrati, i nie tylko przez #upadekprasypapierowej. W czasach portalowych coraz mniej redakcji stać na to, by wysłać kogoś na tydzień w pogoni za tematem. Albo na dwa. Temat ma być jeden na rano, drugi na południe, i jeszcze kolejne dwa na wieczór. Ma być ruch w interesie. W świecie pracowników mediów nie ma miejsca na chłopaka od robienia kawy i noszenia papierów, który za kilka lat zostanie kimś. Od noszenia papierów jest intranet, od robienia kawy automat.</p>
<p>Na marginesie niedawnych <a href="http://wo.blox.pl/2012/04/Emerytowany-zbawca-narodu.html">ansów Bielana, Kaczyńskiego et consortes na Teresę Torańską</a> przypomniało mi się spotkanie z nią dawno temu. Sporo opowiadała o idealnym wywiadzie, o długim riserczu, o nagrywaniu w wielu turach, o długiej autoryzacji, o rozmaitych kruczkach i ułatwieniach. &#8211; No dobrze, wszystko fajnie, ale to jest sytuacja idealna, większość z nas dostaje od naczelnego zlecenie na wywiad do zrobienia dzisiaj, następne na jutro i tak dalej. Jak w takim razie przygotować dobry wywiad w dzisiejszych realiach? &#8211; spytałem ją na koniec. Posmutniała i jakoś tak cicho odparła: &#8211; Nie da się.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/05/19/dowcip-sowiecki/' rel='bookmark' title='Dowcip sowiecki'>Dowcip sowiecki</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2012/04/15/ekspresy-automatyczne-morduja-dziennikarstwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ubuntu: zamiast wirusów mamy aktualizacje</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/12/03/ubuntu-zamiast-wirusow-mamy-aktualizacje/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/12/03/ubuntu-zamiast-wirusow-mamy-aktualizacje/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 03 Dec 2011 16:51:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[soft&hard]]></category>
		<category><![CDATA[komputer]]></category>
		<category><![CDATA[linux]]></category>
		<category><![CDATA[system]]></category>
		<category><![CDATA[ubuntu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3264</guid>
		<description><![CDATA[Po raz kolejny potwierdza się moja teza, że żaden system operacyjny nie może się obyć bez wirusów. Nie wiem czy to kwestia ambicji, ale jeśli jakiś system nie może poszczycić się równie pokaźną bazą małych, cholernie wrednych żyjątek uprzykrzających życie, jego twórcy zawsze znajdą jakieś obejście tego problemu. Dla Ubuntu równoważnikiem wirusów są aktualizacje systemu. 
Od dawna używam Ubuntu jako drugiego systemu na moim domowym komputerze. Nie radzi sobie z wieloma rzeczami, ale jest szybkie, ładuje się błyskawicznie i do przeglądania Internetu czy wysyłania mejli wystarcza. Do tego nieźle wygląda ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/08/25/ubuntu-gvfs-nautilus-computer-komputer/' rel='bookmark' title='Czemu jestem zawiedziony Ubuntu'>Czemu jestem zawiedziony Ubuntu</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po raz kolejny potwierdza się moja teza, że żaden system operacyjny nie może się obyć bez wirusów. Nie wiem czy to kwestia ambicji, ale jeśli jakiś system nie może poszczycić się równie pokaźną bazą małych, cholernie wrednych żyjątek uprzykrzających życie, jego twórcy zawsze znajdą jakieś obejście tego problemu. Dla Ubuntu równoważnikiem wirusów są aktualizacje systemu. <span id="more-3264"></span></p>
<div id="attachment_3266" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/12/Ubuntu_11.10_Final.png" rel="lightbox[3264]" title="Ubuntu 11.10 Final, Fot. Kenny Strawn, Lifemaestro and KiloByte, wikipedia.org"><img class="size-medium wp-image-3266" title="Ubuntu 11.10 Final, Fot. Kenny Strawn, Lifemaestro and KiloByte, wikipedia.org" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/12/Ubuntu_11.10_Final-150x112.png" alt="Fot. Kenny Strawn, Lifemaestro and KiloByte, wikipedia.org" width="150" height="112" /></a><p class="wp-caption-text">Ubuntu nieźle wygląda, dopóki działa</p></div>
<p>Od dawna używam <a href="http://www.ubuntu.com/">Ubuntu </a>jako drugiego systemu na moim domowym komputerze. Nie radzi sobie z wieloma rzeczami, ale jest szybkie, ładuje się błyskawicznie i do przeglądania Internetu czy wysyłania mejli wystarcza. Do tego nieźle wygląda i ergonomicznie rozwiązane jest lepiej niż Windows 7.</p>
<p>Kilka lat temu przekonałem się na własnej skórze, że z Ubuntu nie ma żartów. Działa, dopóki nie zaktualizuje się systemu lub jego komponentów. Po aktualizacji niestety Ubuntu przestaje działać, albo w całości, albo w kawałkach. Wtedy dowiedziałem się o pewnej przykrej chorobie zwanej <em>upgraditis</em>. Jest ona niegroźna w przypadku wielu programów komputerowych, bo tak w zasadzie aktualizacje powinny z założenia poprawiać ich działanie. <a href="http://halibutt.pl/2008/08/25/ubuntu-gvfs-nautilus-computer-komputer/">Sprawę opisałem</a>, dostało mi się nawet za to od pewnego moronity, którego zdaniem mój system działał świetnie, chociaż nie działał.</p>
<p>Dostałem nauczkę i przez lata pamiętałem, żeby nie dać się nabrać na pytanie &#8222;czy chcesz dokonać aktualizacji systemu&#8221;. Ale zapomniałem. Wczoraj niestety dałem się nabrać i postanowiłem (oż ja durny) zaktualizować Ubuntu z wersji 11.04 do 11.10. Aktualizacja zajęła trochę czasu, ale przebiegła bez problemów. Ani jednego błędu podczas całej procedury. Tyle że system po prostu nie wstał po restarcie. Czarny ekran, nic się nie ładuje. Sądząc z kilkunastu <a href="http://ubuntuforums.org/showthread.php?t=1871922">podobnych</a> wątków na forum, sprawa jest dość powszechna, więc nie tylko mój komputer zaraził się aktualizacją. Ale przecież nie jest źle, bez wątpienia gdzieś tam w czeluściach mojego dysku Ubuntu jest w pełni zaktualizowane. Do tego nie ma pod Ubuntu wirusów, więc na pewno jest zdrowe. Tylko nie działa. Ubuntu jest <em>user-friendly</em>? My friends wouldn&#8217;t do that to me.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/08/25/ubuntu-gvfs-nautilus-computer-komputer/' rel='bookmark' title='Czemu jestem zawiedziony Ubuntu'>Czemu jestem zawiedziony Ubuntu</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/12/03/ubuntu-zamiast-wirusow-mamy-aktualizacje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak Wikipedia zgubiła mnie na zakręcie</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/10/19/wikipedia-konkurs-popularnosci/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/10/19/wikipedia-konkurs-popularnosci/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Oct 2011 05:30:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[edit war]]></category>
		<category><![CDATA[Jaron Lanier]]></category>
		<category><![CDATA[kazimieras garšva]]></category>
		<category><![CDATA[lokyz]]></category>
		<category><![CDATA[renata stasaityte]]></category>
		<category><![CDATA[Wikipedia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3199</guid>
		<description><![CDATA[Przez kilka lat sporą część wolnego czasu poświęcałem na tworzenie artykułów na angielskojęzycznej Wikipedii. Fajny nałóg, ale Wikipedia sama mnie z siebie wyleczyła.

Wiki od początku miała ambicje sięgające daleeeko. Miała być bezstronnym kompendium całej wiedzy dostępnej ludzkości. Drobnostka, prawda? Niestety, z bezstronnością bywa całkiem nieźle, dopóki nie dobierze się do niej silna grupa pod wezwaniem.
Ciekawie pisze o tym Jaron Lanier (popularyzator/wynalazca terminu virtual reality) w swoim &#8222;You Are Not a Gadget&#8221; (książka dostępna jako pdf tutaj). Wprawdzie spora część tekstu to commie faggot bullshit (bo przecież napisał to koleś z ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przez kilka lat sporą część wolnego czasu poświęcałem na tworzenie artykułów na angielskojęzycznej Wikipedii. Fajny nałóg, ale Wikipedia sama mnie z siebie wyleczyła.</p>
<p><span id="more-3199"></span></p>
<p>Wiki od początku miała ambicje sięgające daleeeko. Miała być bezstronnym kompendium całej wiedzy dostępnej ludzkości. Drobnostka, prawda? Niestety, z bezstronnością bywa całkiem nieźle, dopóki nie dobierze się do niej silna grupa pod wezwaniem.</p>
<p>Ciekawie pisze o tym Jaron Lanier (popularyzator/wynalazca terminu <em>virtual reality</em>) w swoim &#8222;You Are Not a Gadget&#8221; (<a href="http://r-u-ins.org/resource/pdfs/YouAreNotAGadget-A_Manifesto.pdf">książka dostępna jako pdf tutaj</a>). Wprawdzie spora część tekstu to <em>commie faggot bullshit</em> (bo przecież napisał to koleś z dreadami, ergo z definicji commie faggot), ale kilku bardzo trafnych spostrzeżeń odmówić mu nie można. <em>One of the negative aspects of Wikipedia is this: because of how its entries are created, the process can result in a softening of ambition or, more specifically, a substitution of ideology for achievement. (&#8230;) Typical authors of Wikipedia, however, implicitly celebrate the ideal of intellectual mob rule. &#8222;Edit wars&#8221; on Wikipedia are called that for a reason. Whether they are cordial or not, Wikipedians always act out the idea that the collective is closer to the truth and the individual voice is dispensable.</em></p>
<p>Dalej prowadzi wywód w stronę &#8222;punkt widzenia autora jest ważny a Wiki go unika, a to źle&#8221;, ale to nie do końca prawda. I w tym sęk. Niestety, choć <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Democracy#Wikipedia_is_not_a_democracy">wiki nie jest demokracją</a>, w praktyce stała się konkursem popularności lub rodzajem parlamentu, w którym motywacja frakcji A często zawiera się w haśle &#8222;dopieprzyć frakcji B&#8221;. Konstruktywna robota nie ma większego sensu, skoro z jednym specjalistą od danego tematu wygrywa grupa miernot.</p>
<p>Doskonale widać to na przykładzie choćby samych nazw, pod jakimi znajduje się notka o, dajmy na to, jakimś środkowoeuropejskim władcy. Teoretycznie władca powinien się na angielskiej Wikipedii nazywać po angielsku, ale jakoś Brytyjczycy przez 1000 lat niespecjalnie zauważali ROTW, więc i własnego nazewnictwa nie-swoich monarchów się nie dorobili. Więc niech się już ten władca nazywa po swojemu. I co? I klops. Sam na siebie mógł wołać, powiedzmy, Wojtek II Wstydliwy i rządził głównie księstwem żyrardowskim. Tyle że na swoje nieszczęście wśród kilku krain pod swoim berłem miał też część dzisiejszej Białorusi. Czyli Litwy. Czyli Lietuvy.</p>
<p>I tu zaczyna się cyrk. Najpierw pojawia się troll numer 1. W treści artykułu niczego nie zmieni, bo o życiu i czynach Wojtka wstydliwym zwanego nie ma zielonego pojęcia, ale skoro ów był władcą litewskim, to koniecznie zmieni jego imię na Voitkas II Vstidlivis. Pal sześć, że za swojego krótkiego acz burzliwego żywota nasz Wojtek za cholerę się nie nazywał z litewska, bo rodem był z Rusi. Pal sześć, że za czasów jego żywota w ogóle język litewski nie bywał jeszcze zapisywany, więc nie ma żadnych dowodów na to, że ów w ogóle miał jakąkolwiek litewską wersję swojego miana. Furda, że jego imię w źródłach nigdy nie pojawiło się w innej formie niż Wojtek albo że do 1918 roku nawet literki V w litewskim alfabecie nie było. To nieważne, ważne, że troll 1 będzie miał satysfakcję, ze odkłamał kolejny fragment litewskiej historii</p>
<p>Wtedy następuje faza druga konfliktu. Z jednej strony autorzy starają się bronić swojego artykułu przed zmyślonymi dodatkami. Z drugiej Trol 1 zaprasza innych kolegów Litwinów (&#8222;naszych biją!&#8221;), do autorów też dołączają ich followersi i przepychanka gotowa, <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Edit_war">edit warring</a> trwa na całego. Jeden troll napisze &#8222;polacy do gazu&#8221;, inny że &#8222;wasze próby fałszowania naszej historii doprowadzają mnie do łez&#8221;, argumenty pro personam będą latały całymi chmarami. W ten sposób można sprowadzić dyskusję w gruncie rzeczy merytoryczną do poziomu bagniska. Ale ten etap jest potrzebny, bo przygotowuje scenę pod akt trzeci.</p>
<p>W idealnej sytuacji takich trolli łatwo byłoby izolować. Tylko że tak to działa w przypadku artykułów dotyczących mainstreamu. Fizyka teoretyczna, historia Surrey, jakaś bitwa na froncie zachodnim pierwszej wojny, you name it. Jeśli do artykułu na taki temat jakiś idiota doda coś od siebie, najpewniej w ciągu kwadransa znajdzie się kilkanaście osób gotowych artykuł poprawić. Ale mówimy przecież o Wojtku Wstydliwym, który dla Zachodu nigdy nie istniał. W związku z czym obchodzi najczęściej tylko autora artykułu, jego dwóch znajomych i lokalny Klub Litwina.</p>
<p>Nadchodzi więc czas na akt trzeci. Ktoś idzie po rozum do głowy i decyduje się na rozwiązanie konfliktu <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Dispute_resolution">w sposób systemowy</a> i formalną prośbę o zewnętrzną mediację. Tylko że &#8211; kwadratura koła &#8211; nikt spoza naszego małego klubu nie ma pojęcia hudafak Wojtek II. Zostajemy więc w naszym małym gronie. Tyle że dwóch czy trzech autorów teraz jest już w wyraźnej mniejszości. Do Trolla 1 dołącza zaraz Troll 2 (żeby było zabawniej na co dzień pracownik rosyjskiego KGB), rodowity Rosjanin. Wprawdzie Wojtek II zupełnie go nie interesuje ani nie ma o nim żadnego pojęcia, ale trzeba wesprzeć litewskich braci w konflikcie z Polakami, bo potem oni odwdzięczą się, na przykład, przy &#8222;dyskusji&#8221; o artykule o polskich obozach koncentracyjnych dla sowieckich jeńców. Za nim dołączy jeszcze kilku stronników i głosowanie wygrane. Teraz już można spokojnie przemianować Wojtka, księcia Żyrardowa na Voitkasa, kunigaiksztisa Zirarduvy. A co za tym idzie, można też dopisać litewską nazwę do artykułu o Żyrardowie, bo przecież to niemal litewskie miasto, a <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Kazimieras_Gar%C5%A1va">Wybitny Językoznawca</a> zamieścił w jednej z książek mapę, z której wynika, że jeszcze w marcu 1803 roku Żyrardów mówił po litewsku.</p>
<p>Zasady Wikipedii świetnie się sprawdzają w środku stawki, w artykułach mejnstrimowych. Ale na obrzeżach rzeczywistości, tam, gdzie wzrok większości Brytyjczyków czy Amerykanów nie sięga, tam zaczyna się królestwo trolli. <em>Collective is closer to the truth and the individual voice is dispensable</em>? Yeah, right.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/10/19/wikipedia-konkurs-popularnosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stu gniewnych ludzi</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/10/16/oburzeni-demonstracja/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/10/16/oburzeni-demonstracja/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 16 Oct 2011 05:36:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>
		<category><![CDATA[demonstracja]]></category>
		<category><![CDATA[oburzeni]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[ryszard kalisz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3236</guid>
		<description><![CDATA[Na demonstrację &#8222;Oburzonych&#8221; pod bramą UW przyszło niecałe sto osób. Nie mówcie, że was to dziwi. 
Dwa lata temu pisałem, że media kompletnie nie rozumieją czym żyją dzisiejsi 20 czy 30-latkowie. Jako masa młodych-zdolnych-z wielkiego miasta nie demonstrujemy, nie zaczepiamy Tuska u drzwi jego autobusu, nie mamy ani czasu ani ochoty na palenie opon. Nie widać nas, bo nie nadajemy się na nagłówki. Jasne, nie jest lekko czekać na przelew czy użerać się z szefem, który kodeks pracy ma głęboko w rzyci (kto ma zakres obowiązków na piśmie i płatne ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na demonstrację &#8222;Oburzonych&#8221; pod bramą UW przyszło niecałe sto osób. Nie mówcie, że was to dziwi. <span id="more-3236"></span></p>
<div id="attachment_3238" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/10/Citizen_Space_San_Francisco_CA.jpg" rel="lightbox[3236]" title="Open space, coraz rzadszy widok w czasach korpo klitek. Fot. Josh Hallett/ cc-by-sa 2.0"><img class="size-medium wp-image-3238" title="Open space, coraz rzadszy widok w czasach korpo klitek. Fot. Josh Hallett/ cc-by-sa 2.0" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/10/Citizen_Space_San_Francisco_CA-150x99.jpg" alt="Ołpenspejs w San Francisco" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Open space, coraz rzadszy widok w czasach korpo klitek. </p></div>
<p>Dwa lata temu <a href="http://halibutt.pl/2009/11/20/ten-inny-patriotyzm/">pisałem, że </a>media kompletnie nie rozumieją czym żyją dzisiejsi 20 czy 30-latkowie. Jako masa młodych-zdolnych-z wielkiego miasta nie demonstrujemy, nie zaczepiamy Tuska u drzwi jego autobusu, nie mamy ani czasu ani ochoty na palenie opon. Nie widać nas, bo nie nadajemy się na nagłówki. Jasne, nie jest lekko czekać na przelew czy użerać się z szefem, który kodeks pracy ma głęboko w rzyci (kto ma zakres obowiązków na piśmie i płatne nadgodziny ręka w górę). Ale to jeszcze nie powód, byśmy mieli zaraz wszczynać rewolucję. Po ciężkim dniu naprawdę lepiej jest pójść do knajpy ze znajomymi czy wrócić do domu i obejrzeć odcinek Lie to Me. Tymczasem przez te dwa lata media zupełnie tego nie dostrzegły. Co ciekawe, lewica też nie. Stąd nagłe zdziwienie, że na <a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,10475410,Manifestacje___oburzonych___w_Warszawie_i_na_calym.html">taką fajną demonstrację</a> przyszło kilkudziesięciu licealistów i Ryszard Kalisz.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/10/16/oburzeni-demonstracja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Godność a sprawa polska</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/10/12/godnosc-a-sprawa-polska/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/10/12/godnosc-a-sprawa-polska/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Oct 2011 12:39:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[lolkontent]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[rafał ziemkiewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3222</guid>
		<description><![CDATA[Na FB jeden z dalszych znajomych zamieścił link link do powyborczego komentarza RAZa (tutaj na stronie PiS, gdyby poprzedni link wygasł). W skrócie prześwietnemu publicyście chodzi o to, że dopóki pracą u podstaw nie uświadomi się Polakom potrzeby godności w życiu publicznym, dopóty wybory wygrywać będą ci źli (tzn. nie &#8222;nasi&#8221;). Tylko co to jest ta godność?
Cały tekst oczywiście utkany jest z insynuacji i niedomówień (&#8222;władza kradnie&#8221;, &#8222;obcy nami pomiatają&#8221; itd), co oczywiście nie jest niczym nowym u tego autora. Gdzie są konkrety &#8211; mniejsza o to. Postanowiłem wczuć się ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na FB jeden z dalszych znajomych zamieścił link link do <a href="https://www.facebook.com/notes/rafa%C5%82-ziemkiewicz/po-przes%C5%82awnym-laniu/294640460546587">powyborczego komentarza RAZa</a> (<a href="http://www.pis.tczew.pl/aktualnosci/1280-po-przesawnym-laniu.html">tutaj</a> na stronie PiS, gdyby poprzedni link wygasł). W skrócie prześwietnemu publicyście chodzi o to, że dopóki pracą u podstaw nie uświadomi się Polakom potrzeby godności w życiu publicznym, dopóty wybory wygrywać będą ci źli (tzn. nie &#8222;nasi&#8221;). Tylko co to jest ta godność?<span id="more-3222"></span></p>
<div id="attachment_3223" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/10/R.Ziemkiewicz_beax_03.jpg" rel="lightbox[3222]" title="Ziemkiewicz na kółkach/ beax cc-by-sa"><img class="size-medium wp-image-3223" title="Ziemkiewicz na kółkach/ beax cc-by-sa" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/10/R.Ziemkiewicz_beax_03-150x150.jpg" alt="RAZ rozdaje autografy" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Ziemkiewicz na kółkach i duch Grzędowicza</p></div>
<p>Cały tekst oczywiście utkany jest z insynuacji i niedomówień (&#8222;władza kradnie&#8221;, &#8222;obcy nami pomiatają&#8221; itd), co oczywiście nie jest niczym nowym u tego autora. Gdzie są konkrety &#8211; mniejsza o to. Postanowiłem wczuć się w rolę czytelnika GPC i zrozumieć o co chodzi umysłem, skoro sercem nie potrafię. Pojęcie godności w życiu codziennym rozumiem dość dobrze. Jestem jedynakiem, więc poczucia własnej wartości mi raczej nie brakuje. Zajęcia z filozofii miałem przez, lekko licząc, dekadę, więc szerszy kontekst godności człowieka też jako tako rozumiem (humanizm chrześcijański, Nietzsche, Pico della Mirandola, Hume, you name it). Czytam też prasę od wielu lat, i to od lewa do prawa, od Nie po Gazetę Polską. Mimo to za nic nie mogę zrozumieć pojęcia godności jako kategorii politycznej.</p>
<p>Czasem w prawicowej publicystyce między wierszami prześwituje pseudo-definicja w rodzaju &#8222;godność to coś, co mamy my, a czego nie macie wy&#8221;, ale to w niczym mi nie pomaga. Pojęcie godności w stosunkach międzynarodowych pojawiało się za czasów rządów Jarosława Kaczyńskiego, gdy mme Fotyga nie mogła niczego z nikim załatwić, ale przynajmniej &#8222;stała na straży godności&#8221;. Z kolei gdy obecna władza załatwia cokolwiek z sąsiadami, to &#8222;robi to na kolanach&#8221; (czyli: bez godności). Z tego wynikałoby, że godność to słowo pokrewne do typowo polskiego &#8222;moralnego zwycięstwa&#8221;. Tylko że stwierdzenie w rodzaju &#8222;wprawdzie sąd nie przyznał mi racji, ale jestem moralnym zwycięzcą&#8221; trąci niedorozwojem umysłowym na kilometr. Czy na pewno o to chodzi, by ciężką pracą u podstaw nauczyć Polaków takiego właśnie myślenia?</p>
<p>Ziemkiewicz pisze, że &#8222;obcy wycierają nami podłogę&#8221;. To znaczyłoby, że obecne władze nie dbają o naszą godność, nie czują wartości własnego państwa. Nie podaje oczywiście żadnych przykładów tego wycierania, bo też chętny czytelnik dowodów nie potrzebuje a niechętny i tak nie musi niczego rozumieć. Tylko co ja mam zrobić, biedna sierota, gdy po raz enty próbuję zrozumieć argumenty prawicy, a ta nie chce mi ich przedstawić? Spytałem linkującego kolegę o tę nieszczęsną godność w życiu publicznym. Odparł, że dyskusja nie ma sensu. Czyli praca u podstaw tak, ale tylko wśród tych, którzy to czują.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/10/12/godnosc-a-sprawa-polska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kraina opóźnionych</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/09/24/kraina-opoznionych/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/09/24/kraina-opoznionych/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Sep 2011 18:48:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/2011/09/24/kraina-opoznionych/</guid>
		<description><![CDATA[Policja złapała dwóch idiotów smarujących warszawski pomnik Czterech śpiących (oficjalnie zwany pomnikiem polsko-radzieckiego braterstwa broni). Mam wrażenie, że walka z przeciwnikiem martwym od dziesięcioleci staje się naszym narodowym sportem.

Prawica pełna jest młodych-gniewnych, którzy spóźnili się na walkę z komuną. Wystają więc co roku pod domem pewnego emeryta na warszawskim Mokotowie, choć dziś zupełnie niczym to nie grozi. Smarują farbą pomniki Sowietów albo ich nagrobki na cmentarzu wojennym, choć dziś za to grozi co najwyżej mandat. Wrzeszczą dramatyczne &#8222;nie zabijajcie nas&#8221; do kamer, choć kompletnie, ale to kompletnie nikt ich nie ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Policja <a href="http://m.warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,106541,10317808,Ochlapali_pomniki_farba__Wandale_czy_ofiary_represji_.html ">złapała dwóch idiotów</a> smarujących warszawski pomnik Czterech śpiących (oficjalnie zwany pomnikiem polsko-radzieckiego braterstwa broni). Mam wrażenie, że walka z przeciwnikiem martwym od dziesięcioleci staje się naszym narodowym sportem.</p>
<p><span id="more-3207"></span></p>
<div id="attachment_3220" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0137.jpg" rel="lightbox[3207]" title="Czterech śpiących"><img class="size-medium wp-image-3220" title="Czterech śpiących" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0137-150x150.jpg" alt="Zbliżenie na popiersie jednego z czterech śpiących na pomniku." width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Pepesza z brązu waży ok. 20 kilogramów</p></div>
<p>Prawica pełna jest młodych-gniewnych, którzy spóźnili się na walkę z komuną. Wystają więc co roku pod domem pewnego emeryta na warszawskim Mokotowie, choć dziś zupełnie niczym to nie grozi. Smarują farbą pomniki Sowietów albo ich nagrobki na cmentarzu wojennym, choć dziś za to grozi co najwyżej mandat. Wrzeszczą dramatyczne &#8222;nie zabijajcie nas&#8221; do kamer, choć kompletnie, ale to kompletnie nikt ich nie śledzi, nie poluje na nich, ani nawet ich nie zauważa. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=hiKBY95gf8E">Kasjer dupa</a>.</p>
<p>Parę lat temu, gdy Solidarność zmieniała barwy i zbliżała się do PiS, w Stoczni Gdańskiej roiło się od nowych bohaterów. Wprawdzie nie dojechali na czas do Gdańska by wziąć udział w strajku w 1980 roku, ale za to ćwierć wieku później wreszcie stanęli &#8222;tam, gdzie wtedy&#8221;.  Nie inaczej jest z kultem powstania warszawskiego. Nie zrozumcie mnie źle, sam pamiętam o powstaniu, przeczytałem niemal wszystko, co opublikowano na ten temat w ostatnim dwudziestoleciu, pierwszego sierpnia zapalam świeczki chłopakom leżącym na Powązkach. Ale czym innym jest pamięć, czym innym kult. Co roku więc mijam się na Powązkach z chmarami nowych powstańców. Wprawdzie na 1944 nie zdążyli, ale dziś za to stoją w pierwszym szeregu walki o Pamięć, Prawdę i Powstanie.</p>
<p>I tak dalej, i tak dalej. Gdzie nie spojrzeć, tam spóźnieni na wielką historię. Może cały kłopot właśnie w tym, że od najmłodszych lat wszystkich nas uczy się o Wielkich Czynach i Wielkich Zrywach, a tu rzeczywistość skrzeczy. Ojciec miał Solidarność (choć tak naprawdę po prostu wiązał koniec z końcem), dziadek miał Powstanie (choć tak naprawdę nosił jabłka u sadownika pod Grójcem), pradziad miał wojnę bolszewicką (choć z innymi chłopami raczej planował jak tu dwór ograbić), jego ojciec wreszcie miał powstanie styczniowe (chociaż dowiedział się o nim po czasie)&#8230; A co mam ja? Rewolucję moralną? Z czym do gości. Pokolenie dzisiejszych dwudziesto czy czterdziestolatków nie ma własnych wojen. Nie ma nic spektakularnego w głosowaniu co kilka lat i płaceniu podatków co miesiąc czy rok. Nie mamy własnych barykad, więc niektórzy próbują wskakiwać na cudze. Najczęściej już dawno opuszczone. Fukuyama się kłania.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/09/24/kraina-opoznionych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Max Payne</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/09/13/max-payne/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/09/13/max-payne/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Sep 2011 11:41:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[soft&hard]]></category>
		<category><![CDATA[FPS]]></category>
		<category><![CDATA[gry komputerowe]]></category>
		<category><![CDATA[Max Payne]]></category>
		<category><![CDATA[software]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3178</guid>
		<description><![CDATA[14 września ma się pojawić w sieci pierwsza prawdziwa zajawka gry Max Payne 3. Pierwsze dwie części były kamieniem milowym w historii elektronicznej rozrywki. Tym bardziej boję się części trzeciej.
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jutro ma się pojawić w sieci pierwsza prawdziwa zajawka gry Max Payne 3. Pierwsze dwie części były kamieniem milowym w historii elektronicznej rozrywki. Tym bardziej boję się części trzeciej.<span id="more-3178"></span></p>
<p>Nad trzecią częścią historii Maxa Payne&#8217;a (wolę taką wersję odmiany, &#8222;Maxa Payne&#8221; brzmi jakoś niewłaściwie) Amerykanie pracują już od dobrych pięciu lat. Grę zapowiedziano na targach E3 w 2009 roku, potem premierę przesunięto na jesień 2010, na marzec 2011, znowu na jesień, teraz (&#8222;na pewno&#8221;) ma ukazać się w marcu 2012. W tym akurat nic złego: pierwsza część, &#8222;Max Payne&#8221;, zaczęła powstawać w roku 1996. Dwa lata później grę zaprezentowano na targach E3, po czym&#8230; wróciła do studia, gdzie przez kolejne dwa lata zmieniono jej całą szatę graficzną. Wyszło jej to na dobre i kiedy wreszcie trafiła do sklepów w połowie 2001 roku, od razu stała się bestsellerem.</p>
<p>Nic dziwnego, gra doskonale bawiła się konwencją noir, pełno w niej było odwołań do Sokoła Maltańskiego czy Romeo is Bleeding (nie wiedzieć czemu tłumoczonego na polski jako &#8222;Krwawy Romeo&#8221;). Jasne, bohater biegł przez kolejne fragmenty miasta i widowiskowo strzelał do kolejnych setek celów. Fabuła też nie wykraczała poza utarty schemat filmów noir (detektyw, któremu nieznani sprawcy zamordowali żonę i dziecko maleńkie walczy z wielkim spiskiem na szczytach). Ale w grze chodziło o coś więcej, klimat był naprawdę niezapomniany. Sporą jego część tworzyła niesamowita muzyka autorstwa Kärtsiego Hatakki, której z przyjemnością można słuchać nawet w oderwaniu od gry.</p>
<p><object width="500" height="400"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Ld19hoemlsc?version=3"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/Ld19hoemlsc?version=3" type="application/x-shockwave-flash" width="500" height="400" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p>Posypały się nagrody (w tym BAFTA!), nadszedł sequel (nie gorszy od oryginału), a potem&#8230; cisza. A teraz Amerykanie zabrali się za kolejną odsłonę cyklu. No właśnie, Amerykanie. Problem w tym, że nad trzecią odsłoną kultowej gry pracują głównie studia Rockstar Games z Vancouver, Bostonu i Toronto (dawne Barking Dog Studios, Mad Doc Software i Rockstar Canada). Czyli specjaliści od gier (głównie na konsole) ze średniej półki: Bully, Empire Earth, Grand Theft Auto IV, jakieś mapy do Counter Strike&#8217;a&#8230; Słowem &#8211; gry może i klimatyczne, ale bez krzty czegoś, co po angielsku nazywa się replayability. Po godzinie grania w GTA szlag mnie trafiał, może i świat był otwarty (można było zwiedzać miasto do woli), ale nie było w nim nic ciekawego do roboty.</p>
<p>Teraz zabierają się za jedną z moich ulubionych gier i&#8230; no nie wiem, zapowiada się Max Payne w wersji light, mniej noir, bardziej konsolowy (&#8222;zastrzel dziesięciu policjantów w locie i pochwal się tym na FB&#8221;), a do tego umiejscowiony w Sao Paulo zamiast w Metropolis. Z drugiej strony dekadę temu większość znajomych zelektryzowała wieść, że Władcę pierścieni kręcić ma reżyser znany naonczas głównie z filmu &#8222;Przerażacze&#8221;. Wyszło mu całkiem nieźle, może więc i teraz boję się na wyrost? Pozostaje czekać i mieć nadzieję. Ewentualnie przejść pierwsze dwie części jeszcze raz, <a href="http://myapple.pl/content/1980-max-payne-pojawi-sie-na-ios.html">choćby na ajfonie</a>.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/09/13/max-payne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>iPhone 4: jak wymienić ekran</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/09/01/iphone-4-jak-wymienic-ekran/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/09/01/iphone-4-jak-wymienic-ekran/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Sep 2011 10:36:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[soft&hard]]></category>
		<category><![CDATA[części zamienne]]></category>
		<category><![CDATA[digitizer]]></category>
		<category><![CDATA[ekran]]></category>
		<category><![CDATA[gwarancja]]></category>
		<category><![CDATA[iPhone]]></category>
		<category><![CDATA[iPhone 4]]></category>
		<category><![CDATA[lcd]]></category>
		<category><![CDATA[PH 00]]></category>
		<category><![CDATA[replacement]]></category>
		<category><![CDATA[screen]]></category>
		<category><![CDATA[serwis]]></category>
		<category><![CDATA[śrubokręt]]></category>
		<category><![CDATA[wymiana]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3161</guid>
		<description><![CDATA[W poprzedniej notce dzieliłem się rozterkami dotyczącymi wymiany ekranu i tzw. digitizera w aparacie iPhone 4. W końcu zdecydowałem się na opcję najtańszą: samodzielną wymianę ekranu. Serwisy biorą za to ok. 400 złotych (plus koszt części, razem ok 550 zł). To da się zrobić! 
Na Youtube i Vimeo pełno jest poradników pokazujących jak rozebrać ajfona, wymienić mu tę czy inną część i złożyć całość do kupy. Instrukcje są proste, zrozumiałe i w wysokiej rozdzielczości, więc nie ma sensu ich powtarzać tutaj. Jeśli jednak nie jesteś zawodowym sprzętowcem, elektronikiem, chirurgiem ani ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/08/22/szybka-ekran-iphone-4/' rel='bookmark' title='iPhone: w poszukiwaniu szybki'>iPhone: w poszukiwaniu szybki</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W <a title="iPhone: w poszukiwaniu szybki" href="http://halibutt.pl/2011/08/22/szybka-ekran-iphone-4/">poprzedniej notce</a> dzieliłem się rozterkami dotyczącymi wymiany ekranu i tzw. digitizera w aparacie iPhone 4. W końcu zdecydowałem się na opcję najtańszą: samodzielną wymianę ekranu. Serwisy biorą za to ok. 400 złotych (plus koszt części, razem ok 550 zł). To da się zrobić! <span id="more-3161"></span></p>
<p>Na Youtube i <a href="http://vimeo.com/20651172">Vimeo </a>pełno jest poradników pokazujących jak rozebrać ajfona, wymienić mu tę czy inną część i złożyć całość do kupy. Instrukcje są proste, zrozumiałe i w wysokiej rozdzielczości, więc nie ma sensu ich powtarzać tutaj. Jeśli jednak nie jesteś zawodowym sprzętowcem, elektronikiem, chirurgiem ani jubilerem, pamiętaj o kilku sprawach zanim przystąpisz do wymiany.</p>
<p><object width="500" height="306"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/iNM90pb-Xwk?version=3"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/iNM90pb-Xwk?version=3" type="application/x-shockwave-flash" width="500" height="306" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<ol>
<li>Przygotuj sobie stanowisko pracy. Stół dobrze jest wyłożyć papierem. Jeśli upuścisz niechcący jakąś śrubkę, wyląduje miękko na papierze zamiast odbić się i poszybować w dal. Niektóre z nich są naprawdę maleńkie. Nie chcesz ich szukać z latarką, pełzając po podłodze.</li>
<li>Przygotuj naczynia na śrubki. Śrubka śrubce nierówna i dobrze jest odznaczać która pochodzi z którego rejonu telefonu. Można odkładać je na papier i opisywać markerem która gdzie. Bezpieczniej jednak wrzucać je do jakichś pojemniczków w określonej kolejności. Ja używałem zwykłych domowych miseczek, ale świetnie nadadzą się też filiżanki do kawy, jakaś plastikowa tacka z przegródkami, cokolwiek w tym guście. Dziesięć przegródek/pojemników wystarczy w zupełności.</li>
<li>W Stanach sprzedają części zamienne do iPhone&#8217;a razem <a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/08/Iphone_4G-2.jpg" rel="lightbox[3161]" title="Iphone_4G-2"><img class="alignright size-medium wp-image-3152" title="Iphone_4G-2" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/08/Iphone_4G-2-150x123.jpg" alt="" width="150" height="123" /></a>z zestawem narzędzi: śrubokrętem, plastikowym ustrojstwem do podważania wtyczek/ekranu/baterii i innymi ciekawostkami. Po naszej stronie Atlantyku łatwiej kupić samą część, bez dodatków. W zasadzie trzeba zainwestować jedynie w dobry śrubokręt Phillipsa (krzyżak) oznaczony jako PH 00 lub Phillips 00. W dowolnym sklepie budowlanym kupisz taki za 15 złotych. Warto kupić nieco droższy, z magnetycznym łebkiem. Bez niego umieszczenie śrubek na miejscu jest o wiele, wiele trudniejsze. Nie polecam najtańszych zestawów śrubokrętów precyzyjnych, większość z nich jest precyzyjna jedynie z nazwy, są za grube jak na tak miniaturowe części.</li>
<li>Do podważania wtyczek i ekranu wystarczy dowolny kawałek cienkiego plastiku. Karta kredytowa jest za gruba, ale prawo jazdy nada się wyśmienicie. Do wysuwania tacki z kartą SIM iPhone dostarcza specjalny kluczyk, ale wystarczy wyprostowany spinacz. Przyda się też mały płaski śrubokręt (o tym później), ale można sobie poradzić bez niego.</li>
<li>Rozkręcanie jest proste. Pamiętaj tylko o opisywaniu śrubek (&#8222;dwie śruby z osłonki wtyczki baterii, dłuższa z lewej&#8221;).</li>
<li>Jeśli twój ekran jest bardzo popękany (patrz fotka), możliwe, że nie odejdzie w całości od ramki i szklane odłamki pozostaną przyklejone do taśmy na dole i górze obudowy. Jeśli możesz je usunąć nie zostawiając ani okruszka &#8211; fajnie. Jeśli nie &#8211; odklej całą taśmę razem z resztkami szkła. Możesz ją zastąpić odpowiednio wyciętymi kawałkami taśmy dwustronnej, do kupienia w każdym sklepie papierniczym/budowlanym/elektronicznym. Albo nie zastępować jej niczym.
<p><div id="attachment_3167" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/09/DSC_0005.jpg" rel="lightbox[3161]" title="iPhone 4 crash"><img class="size-medium wp-image-3167" title="iPhone 4 crash" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/09/DSC_0005-150x99.jpg" alt="" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Ekran rozjechany motorem</p></div></li>
<li>Jedna ze śrubek na płycie głównej (filmy tego nie pokazują) pokryta jest białym kapturkiem. To czujnik wilgoci, jeśli telefon się zamoczy, łebek zmieni kolor na czerwony. Kapturek łatwo zdjąć za pomocą małego, płaskiego śrubokręta. Jest samoprzylepny, więc po wymianie ekranu można go nakleić z powrotem. Wystarczy nanieść go na łebek płaskim wkrętakiem, zsunąć i lekko docisnąć.</li>
<li>Zanim wyciągniesz ekran z obudowy, zmierz (nie musi być co do milimetra) jak daleko sięgają dwie wtyczki po przewleczeniu przez ramkę. Po wymianie ekranu na nowy będziesz wiedzieć czy nowe wtyczki są poprawnie zamontowane, czy trzeba je wyprostować. Podłącza się je na samym końcu montażu, więc jeśli wtedy się okaże, że nie sięgają &#8211; zabawę trzeba zaczynać od początku.</li>
<li>Dziesięć śrubek mocujących ekran do ramki (cztery małe w rogach, sześć z podkładkami) to najupierdliwsza część pracy. Umieszczenie ich na miejscu jest dość trudne, ale w sumie nawet laik sobie poradzi. byle ręce nie trzęsły mu się za bardzo. Gdy już to przejdziesz, reszta będzie jak układanie puzzla.</li>
<li>Płyta główna (to długie po lewej stronie) nie ma żadnych specjalnych zaczepów, więc wsadzenie jej na miejsce poprawnie nie jest takie banalnie proste. Sprawdź, czy aby na pewno nie wystaje ponad obudowę i czy na dole nie przycina kabelka od układu mikrofonów. Jeśli coś jest nie tak &#8211; czynność powtórzyć. W najgorszym razie &#8211; przy montażu tylnej obudowy okaże się, że coś sterczy ponad i trzeba całość rozkręcać.</li>
<li>Rozkręcanie iPhone za pierwszym razem zajęło mi jakieś pół godziny. Za drugim poszło dużo, dużo szybciej. Kwestia wprawy. Podobnie składanie tego do kupy. Za pierwszym razem zajęło mi to prawie dwie godziny, a i tak coś sknociłem. Za drugim razem męczyłem się z tym niecałą godzinę. (Wspominałem, że nie jestem specjalnie dobry w te klocki?) Za trzecim &#8211; pół.</li>
</ol>
<p>To tyle. Reszta jest w filmikach. Dobrze je obejrzeć dokładnie przed wymianą i używać ich jako odnośnika, jeśli nie jesteś pewien któregoś z etapów. Na przykład &#8222;w którą stronę idzie to trójpalczaste na osłonce wtyczki baterii&#8221;. Aha, no i oczywiście pamiętaj, że samodzielna wymiana ekranu może (ale nie musi) pozbawić Cię gwarancji. Tyle że nie byłoby Cię tutaj, jeśli serwis gwarancyjnych chciałby wymienić Twój pęknięty ekran, prawda?</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/08/22/szybka-ekran-iphone-4/' rel='bookmark' title='iPhone: w poszukiwaniu szybki'>iPhone: w poszukiwaniu szybki</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/09/01/iphone-4-jak-wymienic-ekran/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>iPhone: w poszukiwaniu szybki</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/08/22/szybka-ekran-iphone-4/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/08/22/szybka-ekran-iphone-4/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Aug 2011 14:58:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[soft&hard]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3148</guid>
		<description><![CDATA[Dość nieoczekiwanie stałem się w piątek szczęśliwym dysponentem aparatu iPhone 4, po którym uprzednio przejechał motocykl. Szklane telefony Apple pękają od dużo mniej spektakularnych zastosowań praw fizyki, nic więc dziwnego, że ekran komórki popękał w drobny mak. Jak, gdzie i za ile toto naprawić?
Teoretycznie ajfony są bardzo wytrzymałe, a szkło kryjące nową czwórkę z obu stron podobno jest z gatunku stosowanego w kokpitach śmigłowców. Tyle że teoria sobie, a w praktyce pęknięta szybka z jednej lub drugiej strony jest jedną z najczęstszych awarii (just google it). W tym wypadku awaria ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/09/01/iphone-4-jak-wymienic-ekran/' rel='bookmark' title='iPhone 4: jak wymienić ekran'>iPhone 4: jak wymienić ekran</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dość nieoczekiwanie stałem się w piątek szczęśliwym dysponentem aparatu iPhone 4, po którym uprzednio przejechał motocykl. Szklane telefony Apple pękają od dużo mniej spektakularnych zastosowań praw fizyki, nic więc dziwnego, że ekran komórki popękał w drobny mak. Jak, gdzie i za ile toto naprawić?<span id="more-3148"></span></p>
<p>Teoretycznie <a href="http://www.pcworld.com/article/133636/how_tough_is_the_iphone.html">ajfony są bardzo wytrzymałe</a>, a szkło kryjące nową czwórkę z obu stron podobno <a href="http://www.apple.com/pl/iphone/design/">jest z gatunku stosowanego w kokpitach śmigłowców</a>. Tyle że teoria sobie, a w praktyce pęknięta szybka z jednej lub drugiej strony jest jedną z najczęstszych awarii (<a href="http://www.google.com/search?q=iPhone+4+glass+repair">just google it</a>). W tym wypadku awaria oczywiście powstała z winy użytkownika, więc naprawy <a href="http://images.apple.com/legal/warranty/docs/iphone.pdf">nie pokrywa gwarancja</a>.</p>
<p>W Stanach szybę można wymienić w punkcie <a href="http://www.youtube.com/watch?v=knlkQt2cIh0&amp;feature=related">już za $ 69,99</a>, choć oficjalne serwisy liczą sobie  $249 (wymiana dokładnie takiej samej części w 3GS <a href="http://www.appleiphonereview.com/iphone-repair/iphone-cracked-glass/">kosztuje połowę tej kwoty</a>, ale to inna bajka). Tyle że oficjalne serwisy nie tyle wymieniają szybkę, a wymieniają aparat na nowy. Czemu? Z powodów konstrukcyjnych. We wcześniejszych aparatach Apple konstrukcja była dość logiczna: ekran był &#8222;na górze&#8221; aparatu. Można go było wyciągnąć bez większego kłopotu, cała elektronika znajdowała się pod spodem. W czwórce jest odwrotnie: żeby wymienić ekran, trzeba najpierw <a href="http://www.youtube.com/watch?v=iNM90pb-Xwk">wymontować wszystkie bebechy</a>. Zawodowcom zajmuje to jakieś dziesięć minut, ale&#8230;</p>
<p>Ile więc kosztuje naprawa w serwisach w Warszawie? Postanowiłem pochodzić i podzwonić. Oto efekty:</p>
<ul>
<li>punkt w Galerii Mok0tów &#8211; <a href="http://gsmmarket.pl/">GSM market.pl</a> zaśpiewał 450 złotych (&#8222;wymienimy panu w godzinę&#8221;). Tyle że <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/w,75,122804858,,iphone_skarga_na_serwis_gsm_Jakas_rada_.html?v=2">mają fatalną renomę</a>.</li>
<li>na Elektoralnej 23 (<a href="http://allegro.pl/iphone-4-szybka-razem-z-lcd-wymiana-warszawa-i1762650541.html">i na Allegro</a>) wymiana kosztuje 399 złotych</li>
<li>punkt w BUWie (<a href="http://www.isense.pl/product-pol-275-Serwis-iPhone-Wymiana-przedniego-panelu-w-iPhone-4.html">iSense.pl</a>) za to samo bierze 550 złotych</li>
<li><a href="http://iclinic.pl/iphone.htm">iClinic.pl</a> (Legionowo) <a href="http://allegro.pl/iclinic-pl-wymiana-szybka-ekran-lcd-iphone-4-i1744130411.html">oferuje na Allegro</a> tę samą usługę za 650 złotych</li>
</ul>
<p>Więc może wymienić samemu? Wprawdzie wszyscy piszą, że to koszmarnie trudne, ale zawszeć tańsze. Przynajmniej w teorii..</p>
<ul>
<li><a href="http://www.ifixyouri.com/iphone-4-repair/144-iphone-4g-screen-repair.html">iFixYouri oferują </a>zestaw do wymiany (szybka+LCD) za $109, podobne ceny są u innych w Stanach (choćby <a href="http://www.directfix.com/product/IP-2411.html#.TlExyajDtWI">directfix</a>). Dodaj koszty wysyłki &#8211; nieopłacalne</li>
<li><a href="http://fabryka-gsm.iai-shop.com/product-pol-3651-Ekran-Retina-iPhone-4.html">Fabryka GSM</a> oferuje taki zestaw (twierdzą, że wyprodukowany przez siebie, choć jednocześnie &#8222;oryginalny&#8221; &#8211; co to w ogóle znaczy?) za 279 zł</li>
<li>ale na Allegro można też dostać taki sam <a href="http://allegro.pl/komplet-dotyk-digitizer-lcd-wyswietlacz-iphone-4g-i1732649815.html">za 208 złotych</a>, <a href="http://mediaphone24.istore.pl/pl/wyswietlacz-lcd-dla-apple-iphone-4.html?partner=1984">Mediaphone </a>sprzedaje to samo za 210, na Allegro generalnie ceny oscylują wokół tej kwoty. Pytanie tylko czym się różnią te zestawy dostępne w sieci od części serwisowych instalowanych przez serwisy.</li>
</ul>
<p>Jeśli zestawić to razem, wychodzi że w najtańszej opcji wyjdzie 200 PLN za części zamienne i drugie tyle za robociznę. Czy za dwieście złotych opłaca mi się bawić w rozkręcanie telefonu i gmeranie w elektronice na której zupełnie, ale to zupełnie się nie znam? Hmm.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/09/01/iphone-4-jak-wymienic-ekran/' rel='bookmark' title='iPhone 4: jak wymienić ekran'>iPhone 4: jak wymienić ekran</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/08/22/szybka-ekran-iphone-4/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Grecja nie istnieje</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Aug 2011 13:01:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[itineraria]]></category>
		<category><![CDATA[antyk]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka]]></category>
		<category><![CDATA[grecja]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[kafenejon]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys w grecji]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[tawerna]]></category>
		<category><![CDATA[wojciech orliński]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3120</guid>
		<description><![CDATA[W podróż po Grecji wziąłem do czytania najnowszą książkę Orlińskiego ?Ameryka nie istnieje?. Posiłkując się Baudrillardem WO dowodzi, że Ameryka którą znamy i kochamy/nienawidzimy to tak naprawdę wytwór popkultury, że nawet Amerykanie nie mają szans się z nią zetknąć poza kinem i Disneylandem. Dość niespodziewanie dla mnie zauważyłem, że obecna Grecja również nie istnieje. To jedynie nawarstwienie rozmaitych mitów i nieporozumień.

Prawdziwa Grecja znikła jeszcze w antyku. Roztopiła się w morzu barbarzyńskim, w tych wszystkich Rzymach, Persjach i wschodnich kultach, z których jeden ostatecznie wykosił i Grecję, i Rzym i w ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W <a title="Samochodem do Grecji" href="http://halibutt.pl/2011/07/24/samochodem-do-grecji/">podróż po Grecji </a>wziąłem do czytania najnowszą książkę Orlińskiego ?<a href="http://wo.blox.pl/2010/03/Ameryka-nie-istnieje.html">Ameryka nie istnieje</a>?. Posiłkując się Baudrillardem WO dowodzi, że Ameryka którą znamy i kochamy/nienawidzimy to tak naprawdę wytwór popkultury, że nawet Amerykanie nie mają szans się z nią zetknąć poza kinem i Disneylandem. Dość niespodziewanie dla mnie zauważyłem, że obecna Grecja również nie istnieje. To jedynie nawarstwienie rozmaitych mitów i nieporozumień.</p>
<p><span id="more-3120"></span><br />
Prawdziwa Grecja znikła jeszcze w antyku. Roztopiła się w morzu barbarzyńskim, w tych wszystkich Rzymach, Persjach i wschodnich kultach, z których jeden ostatecznie wykosił i Grecję, i Rzym i w ogóle cały antyk.</p>
<div id="attachment_3128" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0480-Small.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Monemvasia"><img class="size-medium wp-image-3128" title="Monemvasia" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0480-Small-150x99.jpg" alt="Monemvasia" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Monemwazja</p></div>
<p>Druga Grecja, ta chrześcijańska, to już tak naprawdę Imperium Romanum, tyle że z greką jako językiem urzędowym i z Christosem Pantokratorem jako uzasadnieniem boskiej władzy kolejnych cesarzy. Trzymała się dość dziarsko w Konstantynopolu, a nawet i w dzisiejszej Grecji (Despotat Morei z malowniczą <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Monemvasia">fortecą w Monemwazji</a>, &#8222;<a href="http://blog.holidaycheck.pl/europa/grecja/monemwazja-na-greckim-gibraltarze/">Gibraltarem wschodu</a>&#8222;, istniał jeszcze przez kilkadziesiąt lat po zdobyciu miasta nad Bosforem przez Turków). Drugi upadek Grecji był szybszy, ale i mniej bolesny. Z dawnego narodu kupców, pasterzy owiec, hodowców oliwek, polityków i filozofów przez czasy osmańskie przetrwał naród pasterzy owiec i hodowców oliwek. Nie zrozumcie mnie źle, Polacy są narodem chłopów i nie ma w tym nic złego. I tak jak nam się wydaje, że naszymi przodkami byli Batory, Mickiewicz i Kościuszko a faktycznie byli nimi Jakub Szela i ewentualnie Boryna, tak Grecy wmawiają wszystkim, że są potomkami Arystotelesa, Demostenesa, Fidiasza i Leonidasa, a tak naprawdę są potomkami ? w najlepszym razie ? Aleksisa Zorby.</p>
<div id="attachment_3126" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0424-Small1.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Budowanie antyku"><img class="size-medium wp-image-3126" title="Budowanie antyku" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0424-Small1-150x99.jpg" alt="I Ty zbudujesz własną świątynię Asklepiosa" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">I Ty zbudujesz własną świątynię Asklepiosa</p></div>
<p>Wmawiają więc wszystkim te korzenie antyczne, choć z antycznymi Grekami mają mniej więcej tyle samo wspólnego co, za przeproszeniem, mieszkańcy tureckiej Anatolii. Widać to choćby po pomnikach. Te dotyczące antyku, upamiętniające sławne bitwy czy miejsca, pisane są dla turystów, po angielsku, niemiecku czy francusku. Te na użytek własny, rozsiane po tych wszystkich Ajos Nikolaos czy innych Zaridis w głębi lądu, dotyczą niemal wyłącznie historii najnowszej: wojen bałkańskich, drugiej wojny światowej i wojny domowej. To jest ta historia żywa Greków, nie Zeus z wesołą gromadką i akademia tlenionego Platona. Ale nic straconego, jeśli ruiny asklepejonu są zbyt mało wyraziste, kolumny można odbudować, świątynia będzie jak nowa. I równie prawdziwa, co warszawska starówka.</p>
<div id="attachment_3121" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0350-Small.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Aleks Macedoński"><img class="size-medium wp-image-3121" title="Aleks Macedoński" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0350-Small-150x99.jpg" alt="W Macedonii mają większego" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">W Macedonii mają większego</p></div>
<p>To stąd też biorą się nieustające kłótnie Grecji z Macedonią (aka FYROM aka Skopia). Po prostu jeśli świat uzna, że nie tylko Grecy mają prawo do schedy po antyku, współczesna Grecja straci rację bytu. Choć, nawiasem mówiąc, może to być też konflikt czysto maczistowski: w Salonikach stoi pomnik Aleksandra Wielkiego, ale ten w Skopie jest dużo większy. A przecież <a href="https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1376245004392.47857.1179864603&amp;type=1">Gorgeous Balkan Man</a> (TM, z pozdrowieniami dla A.) nie może znieść, by sąsiad miał większego. Aleksandra.</p>
<div id="attachment_3127" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0450-Small.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee"><img class="size-medium wp-image-3127" title="Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0450-Small-150x99.jpg" alt="Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee</p></div>
<p>Grecja nie istnieje też na jeszcze jeden sposób: kulinarny. Gdzieś przez Węgry i Ukrainę biegnie niewidzialna linia, na południe od której pija się kawę na sposób turecki. Nie chodzi tu o picie naszej zalewajki (zbrodnia!) a o zmieloną na pył kawę parzoną w tygielku, możliwie na gorącym piasku, czasem z dodatkiem kardamonu lub innych przypraw. Dziedzictwo osmańskie powoduje, że od Segedynu po Lwów i od Zagrzebia po Spartę można się napić dobrej kawy, z grubsza tej samej co w Egipcie, Maroku czy Iraku. Każdy bałkański naród nazywa ją po swojemu. Jednak jeśli w Macedonii zamiast kawy ?makedonski? zamówimy ?turski?, nic się strasznego nie stanie. W Grecji to nie do pomyślenia. Kawa to rdzennie grecki wynalazek, nie można kalać jej podejrzeniem o niegodne pochodzenie. Jeszcze ktoś by pomyślał, że greckie tzatziki to <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cac%C4%B1k">turecki cacik</a>, że bifteki to turecki befsztyk a kempap to nic innego jak szisz-kebab, popularny od pogranicza mongolskiego po Słowenię.</p>
<p>Skoro o knajpach mowa, te lokalne także przywodzą na myśl Turcję. Nie chodzi jednak o kuchnię a o model biznesowy. W Konstantynopolu widywałem knajpki z trzema stolikami zatrudniające najmarniej z 10 osób. Jednego głównego naganiacza, dwóch pomocników, kilku kelnerów, kucharza, a do tego samego właściciela. Wszyscy oni w teorii powinni wyżywić się z knajpy, w której w najlepszym razie zmieści się ośmioro gości. Podobnie funkcjonuje to w Grecji. Greckie Tawerny nadal istnieją, mimo kryzysu. Jednak próżno w nich szukać czegokolwiek do jedzenia. Cała rodzina oficjalnie żyje z tawerny, w której nie ma gości, więc nie opłaca się nikomu robić zapasów półproduktów. Stęskniony za kawałkiem mięcha zamówiłem w jednej z nich <a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/87/Souvlaki-plate.jpg">souvlaki</a>. ?Nie ma?. To może kebaba? ?Nie ma?. A co jest? ?Nooo? cziken?. Dostałem w końcu upieczoną ćwiartkę kurczaka. Dwa piętra niżej po podwórku biegało kilkunastu kumpli mojego czikena. ? Przecież knajpy prowadzą we własnych domach, więc czynszu płacić nie muszą, a zawsze to jakaś działalność w którą można koszty wpuścić ? tłumaczy przygodnie poznany Greko-Kanadyjczyk.</p>
<p>Ta iluzoryczna gospodarka obejmuje cały kraj, nie tylko tawerny czy kafenejony. W każdej dechami zabitej dziurze, Agios Nikolaos czy Agia Margarita, działają przynajmniej trzy stacje benzynowe. Czasem Shell działa nie dalej jak 20 metrów od Agipa czy BP, czasem dzieli je szerokość ulicy. Co ciekawe rozpiętość cenowa paliw jest całkiem spora, od 1,412 euro po 1,579 euro za litr diesla (ceny litra podają z dokładnością do tysięcznych). Dlaczego więc droższe stacje nadal funkcjonują, czemu jeszcze nie splajtowały? ?Bo jak nie kupię droższej ropy u Papadopoulosa, to jego stryj nie zamówi oliwek u mojej ciotki tylko u stryjka Konstantinosa, a wtedy wujek Giorgios nie będzie miał?? ? i tak dalej. Gospodarka klanowa, jak w Hindukuszu czy na Kaukazie.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->
