Czasem przygotowuję listę osób, które poczułyby się osobiście dotknięte moim zamachem na własne życie. O-Boże-!-to-na-pewno-przeze-mnie powtórzone przez kilkanaście, w większości ledwie znanych mi, osób.
A kim tak właściwie był Bułhakow?
Przypomnij mi, a kiedy żył ten nasz Petlura?
Czekaj, czekaj, heksametr polski?
Norwid, hmmmm… To ten po Mickiewiczu!
To ja już pójdę.
Pewnego dnia nauczę się wymawiać wszystkie te francuskie słowa. Z miną Bogarta wycedzę kilka słów i odejdę w stronę zachodzącego słońca. Bruk będzie błyszczał od deszczu.
Czy po kiczu jest coś dalej?