<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Halibutt &#187; generalia</title>
	<atom:link href="http://halibutt.pl/category/generalia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://halibutt.pl</link>
	<description>hal9001 znaleziony w wannie</description>
	<lastBuildDate>Sun, 15 Apr 2012 12:35:03 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Ekspresy automatyczne mordują dziennikarstwo</title>
		<link>http://halibutt.pl/2012/04/15/ekspresy-automatyczne-morduja-dziennikarstwo/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2012/04/15/ekspresy-automatyczne-morduja-dziennikarstwo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Apr 2012 12:33:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[adam bielan]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[gazeta wyborcza]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[jacek rakowiecki]]></category>
		<category><![CDATA[jarosław kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[teresa torańska]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3278</guid>
		<description><![CDATA[Za każdym razem gdy pijesz kawę z automatu, mały Jezusik płacze a gdzieś na świecie ginie w męczarniach przyszły-niedoszły Kapuściński. 
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/05/19/dowcip-sowiecki/' rel='bookmark' title='Dowcip sowiecki'>Dowcip sowiecki</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Za każdym razem gdy pijesz kawę z automatu, mały Jezusik płacze a gdzieś na świecie ginie w męczarniach przyszły-niedoszły Kapuściński.<span id="more-3278"></span></p>
<p>Dość nieoczekiwanie spędziłem niedawno godzinę na niezobowiązującej rozmowie śniadaniowej z Jackiem Rakowieckim. Sporo opowiadał o własnych początkach w zawodzie. I naszła mnie smutna konstatacja, że moje pokolenie nie będzie miało takiej szansy. Nie zaczniemy kariery jako goniec w <a href="http://tygodnik.onet.pl/">Tygodniku</a>, bo nikt nie potrzebuje już gońców. Nie czekają nas, trzydziestolatków, kolegia redakcyjne w <a href="http://wyborcza.pl/5,75402,3679143,Zobacz_jak_powstawaly_pierwsze_numery_Wyborczej.html?i=3">piaskownicy żłobka przy Iwickiej</a>, bo nikt już nowej wielkiej gazety na wariackich papierach nie założy, a istniejące zatrudnią raczej tańszego studenta.<br />
<div id="attachment_3286" class="wp-caption alignright" style="width: 128px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2012/04/NYTimes-Page1-11-11-1918.jpg" rel="lightbox[3278]" title="NYT, 11 listopada 1918"><img class="size-medium wp-image-3286" title="NYT, 11 listopada 1918" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2012/04/NYTimes-Page1-11-11-1918-118x150.jpg" alt="Czołówka NYT, 11 listopada 1918" width="118" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">NYT, 11 listopada 1918</p></div><br />
Tradycyjnie tak właśnie wyglądała droga awansu w zawodzie dziennikarza. Przez wieki nie różnił się znacząco od zawodu szewca czy zduna. To też jest rzemiosło, którego najlepiej uczyć się w systemie mistrz-terminator. Ale to se ne vrati, i nie tylko przez #upadekprasypapierowej. W czasach portalowych coraz mniej redakcji stać na to, by wysłać kogoś na tydzień w pogoni za tematem. Albo na dwa. Temat ma być jeden na rano, drugi na południe, i jeszcze kolejne dwa na wieczór. Ma być ruch w interesie. W świecie pracowników mediów nie ma miejsca na chłopaka od robienia kawy i noszenia papierów, który za kilka lat zostanie kimś. Od noszenia papierów jest intranet, od robienia kawy automat.</p>
<p>Na marginesie niedawnych <a href="http://wo.blox.pl/2012/04/Emerytowany-zbawca-narodu.html">ansów Bielana, Kaczyńskiego et consortes na Teresę Torańską</a> przypomniało mi się spotkanie z nią dawno temu. Sporo opowiadała o idealnym wywiadzie, o długim riserczu, o nagrywaniu w wielu turach, o długiej autoryzacji, o rozmaitych kruczkach i ułatwieniach. &#8211; No dobrze, wszystko fajnie, ale to jest sytuacja idealna, większość z nas dostaje od naczelnego zlecenie na wywiad do zrobienia dzisiaj, następne na jutro i tak dalej. Jak w takim razie przygotować dobry wywiad w dzisiejszych realiach? &#8211; spytałem ją na koniec. Posmutniała i jakoś tak cicho odparła: &#8211; Nie da się.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/05/19/dowcip-sowiecki/' rel='bookmark' title='Dowcip sowiecki'>Dowcip sowiecki</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2012/04/15/ekspresy-automatyczne-morduja-dziennikarstwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak Wikipedia zgubiła mnie na zakręcie</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/10/19/wikipedia-konkurs-popularnosci/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/10/19/wikipedia-konkurs-popularnosci/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Oct 2011 05:30:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[edit war]]></category>
		<category><![CDATA[Jaron Lanier]]></category>
		<category><![CDATA[kazimieras garšva]]></category>
		<category><![CDATA[lokyz]]></category>
		<category><![CDATA[renata stasaityte]]></category>
		<category><![CDATA[Wikipedia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3199</guid>
		<description><![CDATA[Przez kilka lat sporą część wolnego czasu poświęcałem na tworzenie artykułów na angielskojęzycznej Wikipedii. Fajny nałóg, ale Wikipedia sama mnie z siebie wyleczyła.

Wiki od początku miała ambicje sięgające daleeeko. Miała być bezstronnym kompendium całej wiedzy dostępnej ludzkości. Drobnostka, prawda? Niestety, z bezstronnością bywa całkiem nieźle, dopóki nie dobierze się do niej silna grupa pod wezwaniem.
Ciekawie pisze o tym Jaron Lanier (popularyzator/wynalazca terminu virtual reality) w swoim &#8222;You Are Not a Gadget&#8221; (książka dostępna jako pdf tutaj). Wprawdzie spora część tekstu to commie faggot bullshit (bo przecież napisał to koleś z ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przez kilka lat sporą część wolnego czasu poświęcałem na tworzenie artykułów na angielskojęzycznej Wikipedii. Fajny nałóg, ale Wikipedia sama mnie z siebie wyleczyła.</p>
<p><span id="more-3199"></span></p>
<p>Wiki od początku miała ambicje sięgające daleeeko. Miała być bezstronnym kompendium całej wiedzy dostępnej ludzkości. Drobnostka, prawda? Niestety, z bezstronnością bywa całkiem nieźle, dopóki nie dobierze się do niej silna grupa pod wezwaniem.</p>
<p>Ciekawie pisze o tym Jaron Lanier (popularyzator/wynalazca terminu <em>virtual reality</em>) w swoim &#8222;You Are Not a Gadget&#8221; (<a href="http://r-u-ins.org/resource/pdfs/YouAreNotAGadget-A_Manifesto.pdf">książka dostępna jako pdf tutaj</a>). Wprawdzie spora część tekstu to <em>commie faggot bullshit</em> (bo przecież napisał to koleś z dreadami, ergo z definicji commie faggot), ale kilku bardzo trafnych spostrzeżeń odmówić mu nie można. <em>One of the negative aspects of Wikipedia is this: because of how its entries are created, the process can result in a softening of ambition or, more specifically, a substitution of ideology for achievement. (&#8230;) Typical authors of Wikipedia, however, implicitly celebrate the ideal of intellectual mob rule. &#8222;Edit wars&#8221; on Wikipedia are called that for a reason. Whether they are cordial or not, Wikipedians always act out the idea that the collective is closer to the truth and the individual voice is dispensable.</em></p>
<p>Dalej prowadzi wywód w stronę &#8222;punkt widzenia autora jest ważny a Wiki go unika, a to źle&#8221;, ale to nie do końca prawda. I w tym sęk. Niestety, choć <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Democracy#Wikipedia_is_not_a_democracy">wiki nie jest demokracją</a>, w praktyce stała się konkursem popularności lub rodzajem parlamentu, w którym motywacja frakcji A często zawiera się w haśle &#8222;dopieprzyć frakcji B&#8221;. Konstruktywna robota nie ma większego sensu, skoro z jednym specjalistą od danego tematu wygrywa grupa miernot.</p>
<p>Doskonale widać to na przykładzie choćby samych nazw, pod jakimi znajduje się notka o, dajmy na to, jakimś środkowoeuropejskim władcy. Teoretycznie władca powinien się na angielskiej Wikipedii nazywać po angielsku, ale jakoś Brytyjczycy przez 1000 lat niespecjalnie zauważali ROTW, więc i własnego nazewnictwa nie-swoich monarchów się nie dorobili. Więc niech się już ten władca nazywa po swojemu. I co? I klops. Sam na siebie mógł wołać, powiedzmy, Wojtek II Wstydliwy i rządził głównie księstwem żyrardowskim. Tyle że na swoje nieszczęście wśród kilku krain pod swoim berłem miał też część dzisiejszej Białorusi. Czyli Litwy. Czyli Lietuvy.</p>
<p>I tu zaczyna się cyrk. Najpierw pojawia się troll numer 1. W treści artykułu niczego nie zmieni, bo o życiu i czynach Wojtka wstydliwym zwanego nie ma zielonego pojęcia, ale skoro ów był władcą litewskim, to koniecznie zmieni jego imię na Voitkas II Vstidlivis. Pal sześć, że za swojego krótkiego acz burzliwego żywota nasz Wojtek za cholerę się nie nazywał z litewska, bo rodem był z Rusi. Pal sześć, że za czasów jego żywota w ogóle język litewski nie bywał jeszcze zapisywany, więc nie ma żadnych dowodów na to, że ów w ogóle miał jakąkolwiek litewską wersję swojego miana. Furda, że jego imię w źródłach nigdy nie pojawiło się w innej formie niż Wojtek albo że do 1918 roku nawet literki V w litewskim alfabecie nie było. To nieważne, ważne, że troll 1 będzie miał satysfakcję, ze odkłamał kolejny fragment litewskiej historii</p>
<p>Wtedy następuje faza druga konfliktu. Z jednej strony autorzy starają się bronić swojego artykułu przed zmyślonymi dodatkami. Z drugiej Trol 1 zaprasza innych kolegów Litwinów (&#8222;naszych biją!&#8221;), do autorów też dołączają ich followersi i przepychanka gotowa, <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Edit_war">edit warring</a> trwa na całego. Jeden troll napisze &#8222;polacy do gazu&#8221;, inny że &#8222;wasze próby fałszowania naszej historii doprowadzają mnie do łez&#8221;, argumenty pro personam będą latały całymi chmarami. W ten sposób można sprowadzić dyskusję w gruncie rzeczy merytoryczną do poziomu bagniska. Ale ten etap jest potrzebny, bo przygotowuje scenę pod akt trzeci.</p>
<p>W idealnej sytuacji takich trolli łatwo byłoby izolować. Tylko że tak to działa w przypadku artykułów dotyczących mainstreamu. Fizyka teoretyczna, historia Surrey, jakaś bitwa na froncie zachodnim pierwszej wojny, you name it. Jeśli do artykułu na taki temat jakiś idiota doda coś od siebie, najpewniej w ciągu kwadransa znajdzie się kilkanaście osób gotowych artykuł poprawić. Ale mówimy przecież o Wojtku Wstydliwym, który dla Zachodu nigdy nie istniał. W związku z czym obchodzi najczęściej tylko autora artykułu, jego dwóch znajomych i lokalny Klub Litwina.</p>
<p>Nadchodzi więc czas na akt trzeci. Ktoś idzie po rozum do głowy i decyduje się na rozwiązanie konfliktu <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Dispute_resolution">w sposób systemowy</a> i formalną prośbę o zewnętrzną mediację. Tylko że &#8211; kwadratura koła &#8211; nikt spoza naszego małego klubu nie ma pojęcia hudafak Wojtek II. Zostajemy więc w naszym małym gronie. Tyle że dwóch czy trzech autorów teraz jest już w wyraźnej mniejszości. Do Trolla 1 dołącza zaraz Troll 2 (żeby było zabawniej na co dzień pracownik rosyjskiego KGB), rodowity Rosjanin. Wprawdzie Wojtek II zupełnie go nie interesuje ani nie ma o nim żadnego pojęcia, ale trzeba wesprzeć litewskich braci w konflikcie z Polakami, bo potem oni odwdzięczą się, na przykład, przy &#8222;dyskusji&#8221; o artykule o polskich obozach koncentracyjnych dla sowieckich jeńców. Za nim dołączy jeszcze kilku stronników i głosowanie wygrane. Teraz już można spokojnie przemianować Wojtka, księcia Żyrardowa na Voitkasa, kunigaiksztisa Zirarduvy. A co za tym idzie, można też dopisać litewską nazwę do artykułu o Żyrardowie, bo przecież to niemal litewskie miasto, a <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Kazimieras_Gar%C5%A1va">Wybitny Językoznawca</a> zamieścił w jednej z książek mapę, z której wynika, że jeszcze w marcu 1803 roku Żyrardów mówił po litewsku.</p>
<p>Zasady Wikipedii świetnie się sprawdzają w środku stawki, w artykułach mejnstrimowych. Ale na obrzeżach rzeczywistości, tam, gdzie wzrok większości Brytyjczyków czy Amerykanów nie sięga, tam zaczyna się królestwo trolli. <em>Collective is closer to the truth and the individual voice is dispensable</em>? Yeah, right.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/10/19/wikipedia-konkurs-popularnosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Godność a sprawa polska</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/10/12/godnosc-a-sprawa-polska/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/10/12/godnosc-a-sprawa-polska/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Oct 2011 12:39:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[lolkontent]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[rafał ziemkiewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3222</guid>
		<description><![CDATA[Na FB jeden z dalszych znajomych zamieścił link link do powyborczego komentarza RAZa (tutaj na stronie PiS, gdyby poprzedni link wygasł). W skrócie prześwietnemu publicyście chodzi o to, że dopóki pracą u podstaw nie uświadomi się Polakom potrzeby godności w życiu publicznym, dopóty wybory wygrywać będą ci źli (tzn. nie &#8222;nasi&#8221;). Tylko co to jest ta godność?
Cały tekst oczywiście utkany jest z insynuacji i niedomówień (&#8222;władza kradnie&#8221;, &#8222;obcy nami pomiatają&#8221; itd), co oczywiście nie jest niczym nowym u tego autora. Gdzie są konkrety &#8211; mniejsza o to. Postanowiłem wczuć się ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na FB jeden z dalszych znajomych zamieścił link link do <a href="https://www.facebook.com/notes/rafa%C5%82-ziemkiewicz/po-przes%C5%82awnym-laniu/294640460546587">powyborczego komentarza RAZa</a> (<a href="http://www.pis.tczew.pl/aktualnosci/1280-po-przesawnym-laniu.html">tutaj</a> na stronie PiS, gdyby poprzedni link wygasł). W skrócie prześwietnemu publicyście chodzi o to, że dopóki pracą u podstaw nie uświadomi się Polakom potrzeby godności w życiu publicznym, dopóty wybory wygrywać będą ci źli (tzn. nie &#8222;nasi&#8221;). Tylko co to jest ta godność?<span id="more-3222"></span></p>
<div id="attachment_3223" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/10/R.Ziemkiewicz_beax_03.jpg" rel="lightbox[3222]" title="Ziemkiewicz na kółkach/ beax cc-by-sa"><img class="size-medium wp-image-3223" title="Ziemkiewicz na kółkach/ beax cc-by-sa" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/10/R.Ziemkiewicz_beax_03-150x150.jpg" alt="RAZ rozdaje autografy" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Ziemkiewicz na kółkach i duch Grzędowicza</p></div>
<p>Cały tekst oczywiście utkany jest z insynuacji i niedomówień (&#8222;władza kradnie&#8221;, &#8222;obcy nami pomiatają&#8221; itd), co oczywiście nie jest niczym nowym u tego autora. Gdzie są konkrety &#8211; mniejsza o to. Postanowiłem wczuć się w rolę czytelnika GPC i zrozumieć o co chodzi umysłem, skoro sercem nie potrafię. Pojęcie godności w życiu codziennym rozumiem dość dobrze. Jestem jedynakiem, więc poczucia własnej wartości mi raczej nie brakuje. Zajęcia z filozofii miałem przez, lekko licząc, dekadę, więc szerszy kontekst godności człowieka też jako tako rozumiem (humanizm chrześcijański, Nietzsche, Pico della Mirandola, Hume, you name it). Czytam też prasę od wielu lat, i to od lewa do prawa, od Nie po Gazetę Polską. Mimo to za nic nie mogę zrozumieć pojęcia godności jako kategorii politycznej.</p>
<p>Czasem w prawicowej publicystyce między wierszami prześwituje pseudo-definicja w rodzaju &#8222;godność to coś, co mamy my, a czego nie macie wy&#8221;, ale to w niczym mi nie pomaga. Pojęcie godności w stosunkach międzynarodowych pojawiało się za czasów rządów Jarosława Kaczyńskiego, gdy mme Fotyga nie mogła niczego z nikim załatwić, ale przynajmniej &#8222;stała na straży godności&#8221;. Z kolei gdy obecna władza załatwia cokolwiek z sąsiadami, to &#8222;robi to na kolanach&#8221; (czyli: bez godności). Z tego wynikałoby, że godność to słowo pokrewne do typowo polskiego &#8222;moralnego zwycięstwa&#8221;. Tylko że stwierdzenie w rodzaju &#8222;wprawdzie sąd nie przyznał mi racji, ale jestem moralnym zwycięzcą&#8221; trąci niedorozwojem umysłowym na kilometr. Czy na pewno o to chodzi, by ciężką pracą u podstaw nauczyć Polaków takiego właśnie myślenia?</p>
<p>Ziemkiewicz pisze, że &#8222;obcy wycierają nami podłogę&#8221;. To znaczyłoby, że obecne władze nie dbają o naszą godność, nie czują wartości własnego państwa. Nie podaje oczywiście żadnych przykładów tego wycierania, bo też chętny czytelnik dowodów nie potrzebuje a niechętny i tak nie musi niczego rozumieć. Tylko co ja mam zrobić, biedna sierota, gdy po raz enty próbuję zrozumieć argumenty prawicy, a ta nie chce mi ich przedstawić? Spytałem linkującego kolegę o tę nieszczęsną godność w życiu publicznym. Odparł, że dyskusja nie ma sensu. Czyli praca u podstaw tak, ale tylko wśród tych, którzy to czują.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/10/12/godnosc-a-sprawa-polska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kraina opóźnionych</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/09/24/kraina-opoznionych/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/09/24/kraina-opoznionych/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Sep 2011 18:48:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/2011/09/24/kraina-opoznionych/</guid>
		<description><![CDATA[Policja złapała dwóch idiotów smarujących warszawski pomnik Czterech śpiących (oficjalnie zwany pomnikiem polsko-radzieckiego braterstwa broni). Mam wrażenie, że walka z przeciwnikiem martwym od dziesięcioleci staje się naszym narodowym sportem.

Prawica pełna jest młodych-gniewnych, którzy spóźnili się na walkę z komuną. Wystają więc co roku pod domem pewnego emeryta na warszawskim Mokotowie, choć dziś zupełnie niczym to nie grozi. Smarują farbą pomniki Sowietów albo ich nagrobki na cmentarzu wojennym, choć dziś za to grozi co najwyżej mandat. Wrzeszczą dramatyczne &#8222;nie zabijajcie nas&#8221; do kamer, choć kompletnie, ale to kompletnie nikt ich nie ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Policja <a href="http://m.warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,106541,10317808,Ochlapali_pomniki_farba__Wandale_czy_ofiary_represji_.html ">złapała dwóch idiotów</a> smarujących warszawski pomnik Czterech śpiących (oficjalnie zwany pomnikiem polsko-radzieckiego braterstwa broni). Mam wrażenie, że walka z przeciwnikiem martwym od dziesięcioleci staje się naszym narodowym sportem.</p>
<p><span id="more-3207"></span></p>
<div id="attachment_3220" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0137.jpg" rel="lightbox[3207]" title="Czterech śpiących"><img class="size-medium wp-image-3220" title="Czterech śpiących" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0137-150x150.jpg" alt="Zbliżenie na popiersie jednego z czterech śpiących na pomniku." width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Pepesza z brązu waży ok. 20 kilogramów</p></div>
<p>Prawica pełna jest młodych-gniewnych, którzy spóźnili się na walkę z komuną. Wystają więc co roku pod domem pewnego emeryta na warszawskim Mokotowie, choć dziś zupełnie niczym to nie grozi. Smarują farbą pomniki Sowietów albo ich nagrobki na cmentarzu wojennym, choć dziś za to grozi co najwyżej mandat. Wrzeszczą dramatyczne &#8222;nie zabijajcie nas&#8221; do kamer, choć kompletnie, ale to kompletnie nikt ich nie śledzi, nie poluje na nich, ani nawet ich nie zauważa. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=hiKBY95gf8E">Kasjer dupa</a>.</p>
<p>Parę lat temu, gdy Solidarność zmieniała barwy i zbliżała się do PiS, w Stoczni Gdańskiej roiło się od nowych bohaterów. Wprawdzie nie dojechali na czas do Gdańska by wziąć udział w strajku w 1980 roku, ale za to ćwierć wieku później wreszcie stanęli &#8222;tam, gdzie wtedy&#8221;.  Nie inaczej jest z kultem powstania warszawskiego. Nie zrozumcie mnie źle, sam pamiętam o powstaniu, przeczytałem niemal wszystko, co opublikowano na ten temat w ostatnim dwudziestoleciu, pierwszego sierpnia zapalam świeczki chłopakom leżącym na Powązkach. Ale czym innym jest pamięć, czym innym kult. Co roku więc mijam się na Powązkach z chmarami nowych powstańców. Wprawdzie na 1944 nie zdążyli, ale dziś za to stoją w pierwszym szeregu walki o Pamięć, Prawdę i Powstanie.</p>
<p>I tak dalej, i tak dalej. Gdzie nie spojrzeć, tam spóźnieni na wielką historię. Może cały kłopot właśnie w tym, że od najmłodszych lat wszystkich nas uczy się o Wielkich Czynach i Wielkich Zrywach, a tu rzeczywistość skrzeczy. Ojciec miał Solidarność (choć tak naprawdę po prostu wiązał koniec z końcem), dziadek miał Powstanie (choć tak naprawdę nosił jabłka u sadownika pod Grójcem), pradziad miał wojnę bolszewicką (choć z innymi chłopami raczej planował jak tu dwór ograbić), jego ojciec wreszcie miał powstanie styczniowe (chociaż dowiedział się o nim po czasie)&#8230; A co mam ja? Rewolucję moralną? Z czym do gości. Pokolenie dzisiejszych dwudziesto czy czterdziestolatków nie ma własnych wojen. Nie ma nic spektakularnego w głosowaniu co kilka lat i płaceniu podatków co miesiąc czy rok. Nie mamy własnych barykad, więc niektórzy próbują wskakiwać na cudze. Najczęściej już dawno opuszczone. Fukuyama się kłania.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/09/24/kraina-opoznionych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Grecja nie istnieje</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Aug 2011 13:01:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[itineraria]]></category>
		<category><![CDATA[antyk]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka]]></category>
		<category><![CDATA[grecja]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[kafenejon]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys w grecji]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[tawerna]]></category>
		<category><![CDATA[wojciech orliński]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3120</guid>
		<description><![CDATA[W podróż po Grecji wziąłem do czytania najnowszą książkę Orlińskiego ?Ameryka nie istnieje?. Posiłkując się Baudrillardem WO dowodzi, że Ameryka którą znamy i kochamy/nienawidzimy to tak naprawdę wytwór popkultury, że nawet Amerykanie nie mają szans się z nią zetknąć poza kinem i Disneylandem. Dość niespodziewanie dla mnie zauważyłem, że obecna Grecja również nie istnieje. To jedynie nawarstwienie rozmaitych mitów i nieporozumień.

Prawdziwa Grecja znikła jeszcze w antyku. Roztopiła się w morzu barbarzyńskim, w tych wszystkich Rzymach, Persjach i wschodnich kultach, z których jeden ostatecznie wykosił i Grecję, i Rzym i w ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W <a title="Samochodem do Grecji" href="http://halibutt.pl/2011/07/24/samochodem-do-grecji/">podróż po Grecji </a>wziąłem do czytania najnowszą książkę Orlińskiego ?<a href="http://wo.blox.pl/2010/03/Ameryka-nie-istnieje.html">Ameryka nie istnieje</a>?. Posiłkując się Baudrillardem WO dowodzi, że Ameryka którą znamy i kochamy/nienawidzimy to tak naprawdę wytwór popkultury, że nawet Amerykanie nie mają szans się z nią zetknąć poza kinem i Disneylandem. Dość niespodziewanie dla mnie zauważyłem, że obecna Grecja również nie istnieje. To jedynie nawarstwienie rozmaitych mitów i nieporozumień.</p>
<p><span id="more-3120"></span><br />
Prawdziwa Grecja znikła jeszcze w antyku. Roztopiła się w morzu barbarzyńskim, w tych wszystkich Rzymach, Persjach i wschodnich kultach, z których jeden ostatecznie wykosił i Grecję, i Rzym i w ogóle cały antyk.</p>
<div id="attachment_3128" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0480-Small.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Monemvasia"><img class="size-medium wp-image-3128" title="Monemvasia" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0480-Small-150x99.jpg" alt="Monemvasia" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Monemwazja</p></div>
<p>Druga Grecja, ta chrześcijańska, to już tak naprawdę Imperium Romanum, tyle że z greką jako językiem urzędowym i z Christosem Pantokratorem jako uzasadnieniem boskiej władzy kolejnych cesarzy. Trzymała się dość dziarsko w Konstantynopolu, a nawet i w dzisiejszej Grecji (Despotat Morei z malowniczą <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Monemvasia">fortecą w Monemwazji</a>, &#8222;<a href="http://blog.holidaycheck.pl/europa/grecja/monemwazja-na-greckim-gibraltarze/">Gibraltarem wschodu</a>&#8222;, istniał jeszcze przez kilkadziesiąt lat po zdobyciu miasta nad Bosforem przez Turków). Drugi upadek Grecji był szybszy, ale i mniej bolesny. Z dawnego narodu kupców, pasterzy owiec, hodowców oliwek, polityków i filozofów przez czasy osmańskie przetrwał naród pasterzy owiec i hodowców oliwek. Nie zrozumcie mnie źle, Polacy są narodem chłopów i nie ma w tym nic złego. I tak jak nam się wydaje, że naszymi przodkami byli Batory, Mickiewicz i Kościuszko a faktycznie byli nimi Jakub Szela i ewentualnie Boryna, tak Grecy wmawiają wszystkim, że są potomkami Arystotelesa, Demostenesa, Fidiasza i Leonidasa, a tak naprawdę są potomkami ? w najlepszym razie ? Aleksisa Zorby.</p>
<div id="attachment_3126" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0424-Small1.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Budowanie antyku"><img class="size-medium wp-image-3126" title="Budowanie antyku" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0424-Small1-150x99.jpg" alt="I Ty zbudujesz własną świątynię Asklepiosa" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">I Ty zbudujesz własną świątynię Asklepiosa</p></div>
<p>Wmawiają więc wszystkim te korzenie antyczne, choć z antycznymi Grekami mają mniej więcej tyle samo wspólnego co, za przeproszeniem, mieszkańcy tureckiej Anatolii. Widać to choćby po pomnikach. Te dotyczące antyku, upamiętniające sławne bitwy czy miejsca, pisane są dla turystów, po angielsku, niemiecku czy francusku. Te na użytek własny, rozsiane po tych wszystkich Ajos Nikolaos czy innych Zaridis w głębi lądu, dotyczą niemal wyłącznie historii najnowszej: wojen bałkańskich, drugiej wojny światowej i wojny domowej. To jest ta historia żywa Greków, nie Zeus z wesołą gromadką i akademia tlenionego Platona. Ale nic straconego, jeśli ruiny asklepejonu są zbyt mało wyraziste, kolumny można odbudować, świątynia będzie jak nowa. I równie prawdziwa, co warszawska starówka.</p>
<div id="attachment_3121" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0350-Small.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Aleks Macedoński"><img class="size-medium wp-image-3121" title="Aleks Macedoński" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0350-Small-150x99.jpg" alt="W Macedonii mają większego" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">W Macedonii mają większego</p></div>
<p>To stąd też biorą się nieustające kłótnie Grecji z Macedonią (aka FYROM aka Skopia). Po prostu jeśli świat uzna, że nie tylko Grecy mają prawo do schedy po antyku, współczesna Grecja straci rację bytu. Choć, nawiasem mówiąc, może to być też konflikt czysto maczistowski: w Salonikach stoi pomnik Aleksandra Wielkiego, ale ten w Skopie jest dużo większy. A przecież <a href="https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1376245004392.47857.1179864603&amp;type=1">Gorgeous Balkan Man</a> (TM, z pozdrowieniami dla A.) nie może znieść, by sąsiad miał większego. Aleksandra.</p>
<div id="attachment_3127" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0450-Small.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee"><img class="size-medium wp-image-3127" title="Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0450-Small-150x99.jpg" alt="Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee</p></div>
<p>Grecja nie istnieje też na jeszcze jeden sposób: kulinarny. Gdzieś przez Węgry i Ukrainę biegnie niewidzialna linia, na południe od której pija się kawę na sposób turecki. Nie chodzi tu o picie naszej zalewajki (zbrodnia!) a o zmieloną na pył kawę parzoną w tygielku, możliwie na gorącym piasku, czasem z dodatkiem kardamonu lub innych przypraw. Dziedzictwo osmańskie powoduje, że od Segedynu po Lwów i od Zagrzebia po Spartę można się napić dobrej kawy, z grubsza tej samej co w Egipcie, Maroku czy Iraku. Każdy bałkański naród nazywa ją po swojemu. Jednak jeśli w Macedonii zamiast kawy ?makedonski? zamówimy ?turski?, nic się strasznego nie stanie. W Grecji to nie do pomyślenia. Kawa to rdzennie grecki wynalazek, nie można kalać jej podejrzeniem o niegodne pochodzenie. Jeszcze ktoś by pomyślał, że greckie tzatziki to <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cac%C4%B1k">turecki cacik</a>, że bifteki to turecki befsztyk a kempap to nic innego jak szisz-kebab, popularny od pogranicza mongolskiego po Słowenię.</p>
<p>Skoro o knajpach mowa, te lokalne także przywodzą na myśl Turcję. Nie chodzi jednak o kuchnię a o model biznesowy. W Konstantynopolu widywałem knajpki z trzema stolikami zatrudniające najmarniej z 10 osób. Jednego głównego naganiacza, dwóch pomocników, kilku kelnerów, kucharza, a do tego samego właściciela. Wszyscy oni w teorii powinni wyżywić się z knajpy, w której w najlepszym razie zmieści się ośmioro gości. Podobnie funkcjonuje to w Grecji. Greckie Tawerny nadal istnieją, mimo kryzysu. Jednak próżno w nich szukać czegokolwiek do jedzenia. Cała rodzina oficjalnie żyje z tawerny, w której nie ma gości, więc nie opłaca się nikomu robić zapasów półproduktów. Stęskniony za kawałkiem mięcha zamówiłem w jednej z nich <a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/87/Souvlaki-plate.jpg">souvlaki</a>. ?Nie ma?. To może kebaba? ?Nie ma?. A co jest? ?Nooo? cziken?. Dostałem w końcu upieczoną ćwiartkę kurczaka. Dwa piętra niżej po podwórku biegało kilkunastu kumpli mojego czikena. ? Przecież knajpy prowadzą we własnych domach, więc czynszu płacić nie muszą, a zawsze to jakaś działalność w którą można koszty wpuścić ? tłumaczy przygodnie poznany Greko-Kanadyjczyk.</p>
<p>Ta iluzoryczna gospodarka obejmuje cały kraj, nie tylko tawerny czy kafenejony. W każdej dechami zabitej dziurze, Agios Nikolaos czy Agia Margarita, działają przynajmniej trzy stacje benzynowe. Czasem Shell działa nie dalej jak 20 metrów od Agipa czy BP, czasem dzieli je szerokość ulicy. Co ciekawe rozpiętość cenowa paliw jest całkiem spora, od 1,412 euro po 1,579 euro za litr diesla (ceny litra podają z dokładnością do tysięcznych). Dlaczego więc droższe stacje nadal funkcjonują, czemu jeszcze nie splajtowały? ?Bo jak nie kupię droższej ropy u Papadopoulosa, to jego stryj nie zamówi oliwek u mojej ciotki tylko u stryjka Konstantinosa, a wtedy wujek Giorgios nie będzie miał?? ? i tak dalej. Gospodarka klanowa, jak w Hindukuszu czy na Kaukazie.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Samochodem do Grecji</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/07/24/samochodem-do-grecji/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/07/24/samochodem-do-grecji/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Jul 2011 21:24:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[itineraria]]></category>
		<category><![CDATA[auto]]></category>
		<category><![CDATA[bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[grecja]]></category>
		<category><![CDATA[peloponez]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[przewodnik]]></category>
		<category><![CDATA[samochód]]></category>
		<category><![CDATA[samochodem do grecji]]></category>
		<category><![CDATA[wóz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3132</guid>
		<description><![CDATA[Informacja o greckich drogach, opłatach, oznaczeniach i w ogóle wszystko co kierowca wiedzieć powinien jeśli chce koniecznie dojechać z Polski do Grecji.
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przymierzam się do <a title="Grecja nie istnieje" href="http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/">większego wpisu na temat Grecji</a>, ale póki co garść przydatnych informacji podróżniczych. Na początek porady dotyczące poruszania się samochodem po kontynentalnej części kraju. Gdy przygotowałem się do tego wyjazdu nigdzie nie znalazłem podobnego opisania, więc może się komuś przyda.<span id="more-3132"></span></p>
<p>Drogi greckie generalnie są bardzo dobre. Zazwyczaj gładkie jak stół (wyjątek: droga z południa Peloponezu do Patras jest dziurawa jak nasza gierkówka) i doskonale oznakowane. Jeśli przy drodze znak ograniczenia do 50, zwolnij. Ktoś kto go tam postawił wiedział co robi. Inaczej niż w Polsce ograniczenie do 50 nie oznacza komunikatu ?kiedyś była tu mulda Zientarskiego, więc trzeba było zwalniać i chyba zapomnieliśmy zdjąć znak po remoncie? ani ?tu na długiej prostej zarabia policja, więc postawiliśmy ograniczenie żeby mandat był większy?. W Grecji, zwłaszcza dalej od wybrzeży, znaki ograniczeń oznaczają mniej więcej ?naprawdę nie chcesz pokonywać tej agrafki osiemdziesiątką bo wlecisz do rowu?. A rów miewa osiemset metrów głębokości. Serio.<!--more--></p>
<p>Sygnalizacja pozioma bywa nieco myląca, bo 90% dróg ma na stałe wyrysowaną podwójną ciągłą, którą Grecy masowo ignorują. Za to znaki pionowe ? miodzio. Wszędzie podwójne oznakowanie (greką i łacinką), nawet w najmniejszych dziurach trudno się zgubić. Do tego jeśli na starych krajówkach (Old National Road, klasy naszej starej siódemki) pojawia się sygnalizacja świetlna, na sto metrów przed nią stoi mrugające na pomarańczowo światło.</p>
<p>Greccy kierowcy są doskonałym dowodem na prawdziwość tez Karola Darwina. Być może kiedyś jeździli po ich górskich dróżkach wariaci wyprzedzający na trzeciego, gazujący 120 km/h i zachowujący się jak nasi młodzieńcy w trzydziestoletnich BMW. Tyle że szybko wymarli i najwyraźniej nie doczekali się potomstwa. Przedwczoraj przejechałem trasę z Monemwazji do Sparty. Na mapie droga jest prosta, ale faktycznie jest to odcinek wysokogórski (miejscami powyżej 1300 m n.p.m.), z mnóstwem zakrętów, pętli i agrafek. Nawet lokalsi jeżdżą po nich zaskakująco spokojnie i ostrożnie, bez cienia tego naszego ?przecież jestem u siebie to wiem lepiej, nie??.</p>
<p>Co ciekawe, na odcinkach nizinnych greccy kierowcy masowo jeżdżą okrakiem po poboczu, by łatwiej ich było wyprzedzić. Gdy sami wyprzedzają, zamiast kierunkowskazów często mrygają długimi, by się upewnić czy na pewno ich widzisz. Z początku bywa to irytujące, ale idzie się przyzwyczaić. Tym łatwiej, że niemal nie spotyka się samochodów ze źle ustawionymi światłami, co niestety jest częste w Polsce i niemal powszechne w Serbii, Bułgarii i Rumunii.</p>
<p>Trzeba jednak pamiętać, że w miastach Grecy włączają inny tryb jazdy i przestaje już być tak różowo. W miasteczkach, choćby niewielkich, przepisy ruchu drogowego przestają obowiązywać. Widuje się samochody zaparkowane na środku pasa (z włączonymi awaryjnymi lub nie), bo akurat kierowca skoczył do kafenejo po kawkę na drogę. Albo samochód zatrzymany na poboczu i pieszego stojącego na środku pasa. Nie przy samych drzwiach wozu, tylko dobre dwa metry od nich, bo przecież tak wygodniej się rozmawia z kierowcą. Normą jest ustawianie się w trzy pasy przed skrzyżowaniem, gdzie oficjalnie są tylko dwa. Po ruszeniu bywa to mocno męczące, zwłaszcza przy niechęci Greków do używania kierunkowskazów. Generalnie jednak Grecja jest najbardziej cywilizowanym drogowo krajem Bałkanów.</p>
<p>Na koniec informacje typowo ramkowe. Nie trzeba winiety, ale autostrady są płatne. Bramki na autostradach (trzeba przyznać, że świetnych) rozmieszczone są b. często, za każdym razem pobierają między 50 centów a 3,60 euro (odcinek z mostem nad Kanałem Korynckim). W sumie za podróż od granicy macedońskiej do Aten wyszło nam jakieś 12 euro. Fotoradary zdarzają się rzadko i zazwyczaj są oznaczone znakiem, dwa razy widziałem też misiaczków z suszarkami. Chyba w każdej wsi jest po kilka stacji benzynowych, więc z paliwem nie ma problemów. W chwili gdy piszę te słowa (lipiec 2011) ceny litra diesla mieszczą się między 1,42 a 1,59 euro za litr.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/07/24/samochodem-do-grecji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Malkovich w Warszawie</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/06/06/malkovich-w-warszawie/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/06/06/malkovich-w-warszawie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Jun 2011 22:36:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[borys szyc]]></category>
		<category><![CDATA[Infernal Comedy]]></category>
		<category><![CDATA[john malkovitch]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[teatr narodowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3102</guid>
		<description><![CDATA[Dziwnym zrządzeniem losu trafiły mi się bilety na &#8222;The Infernal Comedy&#8221; (&#8222;Wyznania seryjnego mordercy&#8221;) w Teatrze Wielkim. Gdyby nie John Malkovich byłaby to zupełna strata czasu. 
Nie zrozumcie mnie źle, to było wielkie wydarzenie w naszym małym mieście. Miałem okazję potaplać się w bajorku pełnym sław. W sąsiednim fotelu drzemał prezes dużej spółki giełdowej, kilka miejsc dalej znany aktor wysyłał esemesy, z drugiej strony gwiazda naszej tiwi wierciła się i ziewała przez większość sztuki. Gdzieś tam przewinął się też Borys Szyc. Musiał mieć spory ubaw, bo jego Wala w &#8222;Udając ofiarę&#8221; ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/10/01/leonard-cohen-warszawa/' rel='bookmark' title='Leonard Cohen w Warszawie'>Leonard Cohen w Warszawie</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziwnym zrządzeniem losu trafiły mi się bilety na &#8222;The Infernal Comedy&#8221; (&#8222;Wyznania seryjnego mordercy&#8221;) w Teatrze Wielkim. Gdyby nie John Malkovich byłaby to zupełna strata czasu. <span id="more-3102"></span></p>
<p style="text-align: left;">Nie zrozumcie mnie źle, to było wielkie wydarzenie w naszym małym mieście. Miałem okazję potaplać się w bajorku pełnym sław. W sąsiednim fotelu drzemał prezes dużej spółki giełdowej, kilka miejsc dalej znany aktor wysyłał esemesy, z drugiej strony gwiazda naszej tiwi wierciła się i ziewała przez większość sztuki. Gdzieś tam przewinął się też Borys Szyc. Musiał mieć spory ubaw, bo jego Wala w &#8222;<a href="http://www.teatry.art.pl/!recenzje/udajaco_eng/itto.htm">Udając ofiarę</a>&#8221; (do niedawna we Współczesnym, kto przegapił ten fujara) przedstawiał podobne wątki &#8211; tyle że o niebo lepiej.</p>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_3103" class="wp-caption alignright" style="width: 160px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/06/John_Malkovich_800.jpg" rel="lightbox[3102]" title="John Malkovich / Fot. Petr Novák, Wikipedia/cc-by-sa"><img class="size-medium wp-image-3103" title="John Malkovich / Fot. Petr Novák, Wikipedia/cc-by-sa" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/06/John_Malkovich_800-150x99.jpg" alt="John Malkovich / Fot. Petr Novák, Wikipedia/cc-by-sa" width="150" height="99" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">John Malkovich / Fot. Petr Novák, Wikipedia/cc-by-sa</dd>
</dl>
<p>Owszem, kilka żartów było całkiem-całkiem. Sugestia, że premier nie dotarł, bo wraz z rządem siedzi na nadzwyczajnym posiedzeniu i ogląda &#8222;X Factor&#8221; była urocza. Wesoło było, gdy seryjny morderca grany przez Malkovicha narzekał, że tyle trwa podróż z Łodzi do Warszawy (&#8222;Jak nie umiecie zbudować autostrady, najmijcie Chińczyków&#8221;). Scena, w której seryjny morderca całkiem dosłownie ukrywa swoją ofiarę pod kolejnymi egzemplarzami swojej autobiografii była warta zapamiętania. Urocze było czytanie przez mordercę <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Jack_Unterweger">notki na Wikipedii o nim samym</a> (&#8222;Mnie też zależy na prawdzie. Sięgnijmy więc do źródła wszelkich prawd. Wiecie co mam na myśli? Wikipedię!&#8221;). Tyle że zabrakło w tym wszystkim myśli przewodniej.</p>
</div>
<div><a href="http://www.theinfernalcomedy.org/jart/prj3/wak/projekt.jart?rel=en&amp;content-id=1266692789091&amp;reserve-mode=active">Sztuka</a> to tak naprawdę post-cośtam przekładaniec monologów seryjnego mordercy uwielbianego przez austriackich intelektualistów (a zwłaszcza intelektualistki) z ariami rozpisanymi na głosy dwóch sopranistek (Bernarda Bobro ze Słowenii i dość niezła Aleksandra Zamojska) i barokowej orkiestry (35 osób, w tym sekcja dęta i duuuużo smyczków). Austriacki akcent Malkovicha był taki sobie, jego błędy w angielszczyźnie były urocze, ale o co w tym wszystkim chodziło? Było na co popatrzeć, było czego posłuchać, ale&#8230; co ja tam właściwie robiłem?</div>
<div><a href="http://edition.cnn.com/video/#/video/international/2010/01/20/revealed.john.malkovich.bk.b.cnn?iref=allsearch">Malkovich on stage</a></div>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/10/01/leonard-cohen-warszawa/' rel='bookmark' title='Leonard Cohen w Warszawie'>Leonard Cohen w Warszawie</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/06/06/malkovich-w-warszawie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pokolenie Facebooka</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/06/01/pokolenie-facebooka/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/06/01/pokolenie-facebooka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Jun 2011 05:01:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[foto]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[nasza klasa]]></category>
		<category><![CDATA[picasa]]></category>
		<category><![CDATA[zdjęcia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3080</guid>
		<description><![CDATA[Dzieci epoki Internetu, posłańcy nowej ery, wydaje się wam, że jesteście tacy nowocześni i do przodu? Bzdura. Gdy przeglądam Facebooka mam czasem wrażenie, że jesteśmy starsi od naszych ciotek. Imieniny u cioci to doświadczenie ponadpokoleniowe. Chyba wszyscy przeżyli kiedyś przydługie przeglądanie zdjęć wujostwa z wakacji w Chałupach. Już przy trzecim dzieci usypiały, piętnaste (wujaszek w stroju kąpielowym) było wymyślną torturą, setne&#8230; I gdy impreza miała się już ku końcowi, stryjek sięgał po kolejny album ze zdjęciami. A gdy dzieci coraz bardziej domagały się litości, ciocia rzucała rezolutne &#8222;Musicie koniecznie zobaczyć ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzieci epoki Internetu, posłańcy nowej ery, wydaje się wam, że jesteście tacy nowocześni i do przodu? Bzdura. Gdy przeglądam Facebooka mam czasem wrażenie, że jesteśmy starsi od naszych ciotek. <span id="more-3080"></span>Imieniny u cioci to doświadczenie ponadpokoleniowe. Chyba wszyscy przeżyli kiedyś przydługie przeglądanie zdjęć wujostwa z wakacji w Chałupach. Już przy trzecim dzieci usypiały, piętnaste (wujaszek w stroju kąpielowym) było wymyślną torturą, setne&#8230; I gdy impreza miała się już ku końcowi, stryjek sięgał po kolejny album ze zdjęciami. A gdy dzieci coraz bardziej domagały się litości, ciocia rzucała rezolutne &#8222;Musicie koniecznie zobaczyć film z komunii naszej małej Oli, ślicznie na nim wyszła&#8221;.</p>
<p><div id="attachment_3081" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/05/Jan_machac-e1306583365217.jpg" rel="lightbox[3080]" title="Pierwsza komunia; fot. Vit Malinovsky/GFDL"><img src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/05/Jan_machac-150x104.jpg" alt="Pierwsza komunia; fot. Vit Malinovsky/GFDL" title="Pierwsza komunia; fot. Vit Malinovsky/GFDL" width="150" height="104" class="size-medium wp-image-3081" /></a><p class="wp-caption-text">Pierwsza komunia; fot. Vit Malinovsky/GFDL</p></div><br />
Dawniej takie zadręczanie dokumentacją własnego życia było domeną &#8222;starych&#8221;. A dzisiaj? Wejdźcie na FB lub na NK (jeśli kto pamięta jeszcze swoje hasło tamże). Miliony zdjęć z wakacji. Irenka na plaży, Wojtek zza grilla, ja i moja sioszczyczka w Tunezji, a to braciszek w komży&#8230; Nie zrozumcie mnie źle, <a href="https://picasaweb.google.com/halibutt/">nie mnie rzucać </a>pierwszym kamieniem, ale czy nie macie wrażenia, że przejęliśmy zwyczaje od własnych ciotek i babć?</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/06/01/pokolenie-facebooka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Toast na 4 czerwca</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/05/28/toast-na-4-czerwca/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/05/28/toast-na-4-czerwca/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 May 2011 05:00:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[4 czerwca]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[święto]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3065</guid>
		<description><![CDATA[Mało mamy radosnych świąt. Dlatego od kilku już lat hucznie świętuję 4 czerwca, rocznicę pierwszych wyborów. I nie tylko ja.
O tym, że 11 listopada średnio się nadaje na zabawę w plenerze wie chyba każdy, 3 maja niestety też bywa pluszasty. Zresztą jak tu cieszyć się i radować z konstytucji, którą paru szlachciurów sobie uchwaliło, obowiązywała nieco ponad rok i w zasadzie niewiele zmieniła w historii naszej wspaniałej ojczyzny poza polepszeniem nastroju potomnym. Jeśli już mielibyśmy świętować rocznice, z którymi nieco więcej mamy wspólnego, to może traktat ryski (ostatnia wojna bezsprzecznie ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/03/07/3031/' rel='bookmark' title='Jak dobrze być z Zachodu'>Jak dobrze być z Zachodu</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mało mamy radosnych świąt. Dlatego od kilku już lat hucznie świętuję 4 czerwca, rocznicę pierwszych wyborów. I nie tylko ja.<span id="more-3065"></span></p>
<p>O tym, że 11 listopada średnio się nadaje na zabawę w plenerze wie chyba każdy, 3 maja niestety też bywa pluszasty. Zresztą jak tu cieszyć się i radować z konstytucji, którą paru szlachciurów sobie uchwaliło, obowiązywała nieco ponad rok i w zasadzie niewiele zmieniła w historii naszej wspaniałej ojczyzny poza polepszeniem nastroju potomnym. Jeśli już mielibyśmy świętować rocznice, z którymi nieco więcej mamy wspólnego, to może traktat ryski (ostatnia wojna bezsprzecznie wygrana przez nas), ale znów &#8211; 18 marca to deszcz i ziąb. 8 maja odpada z oczywistych względów, nasza obecna konstytucja jakoś wielkich emocji nie wzbudza, wstąpienie do UE albo NATO posobnie (choć powinno).</p>
<div id="attachment_3073" class="wp-caption alignright" style="width: 117px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/06/Gary-Cooper_95223a.jpg" rel="lightbox[3065]" title="Gary-Cooper"><img class="size-medium wp-image-3073" title="Gary-Cooper" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/06/Gary-Cooper_95223a-107x150.jpg" alt="Plakat Solidarności z 1989" width="107" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Plakat Solidarności z 1989</p></div>
<p>Zresztą  nie ważna data. Holendrzy mają swój Dzień Królowej 30   kwietnia, choć  królowa Beatrix urodziła się w styczniu. Oficjalne   wyjaśnienie? Nooo&#8230;  matka królowej urodziła się w kwietniu, a przecież   jej szacunek też się  należy. Ale po cóż przenosić obchody 11 listopada na sierpień, skoro 4 czerwca świetnie spełnia warunki?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dlaczego by więc nie świętować rocznicy pierwszych wolnych wyborów? Większość z nas je pamięta, ludzie którzy zapewnili nam wtedy zwycięstwo nadal są wśród nas, Polska zwyciężyła wtedy bezkrwawo i jednoznacznie. Więc czemu by nie świętować tej daty tak, jak w dwudziestoleciu świętowano 11 listopada &#8211; który przecież dla większości ludzi nie był wtedy odległą rocznicą a żywym wspomnieniem z własnego życia.</p>
<p>Świętujmy więc. Ludowo, ludycznie, bez zadęcia, bez odsłaniania tablic, święcenia Skwerów Imienia, bez akademii na cześć i <a href="http://boli.blog.pl/lux-198terna,15305777,n">dramatycznej muzyki podkładanej pod wydanie specjalne</a> w TVN24. Bo wiecie, jak się tak usiądzie z kieliszkiem szampana w letnim słońcu,  przymknie oczy, wyłączy radio&#8230; to wniosek po chwili nasuwa się  banalnie oczywisty. <a href="http://www.oecdbetterlifeindex.org/countries/poland/" target="_blank">Udała nam się ta Polska</a>, kochani. I za to <a href="http://www.facebook.com/event.php?eid=147624551978151&amp;ref=notif&amp;notif_t=event_invite">wypijmy</a>.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/03/07/3031/' rel='bookmark' title='Jak dobrze być z Zachodu'>Jak dobrze być z Zachodu</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/05/28/toast-na-4-czerwca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia pewnego hotelu</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/03/10/historia-pewnego-hotelu/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/03/10/historia-pewnego-hotelu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Mar 2011 13:04:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[itineraria]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[hotel]]></category>
		<category><![CDATA[odessa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3039</guid>
		<description><![CDATA[Marmurowe schody i posadzki dawno już popękały, ale ślady dawnej chwały hotelu widać jeszcze wyraźnie. Bywali tu Czechow, Majakowski, Stanisławski i Isadora Duncan, w późniejszych czasach zatrzymywał się tu także Wysocki.
Natalia Iwanowna siedzi w recepcji hotelu ?Pasaż? od rana o wieczora. Rozwiązuje krzyżówki i pije herbatę. Z wykształcenia jest wuefistką, ale z pensji nauczycielskiej by w Odessie nie wyżyła, bo to jedno z droższych miast na Ukrainie. Każde zdanie zaczyna od przeciągłego ?nu?, tak się w Odessie mówiło jeszcze przed rewolucją, w lepszych czasach. Dziś żydowska czy grecka ruszczyzna nadal ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/04/28/piosenka-na-dzis/' rel='bookmark' title='Piosenka na dziś'>Piosenka na dziś</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Marmurowe schody i posadzki dawno już popękały, ale ślady dawnej chwały hotelu widać jeszcze wyraźnie. Bywali tu Czechow, Majakowski, Stanisławski i Isadora Duncan, w późniejszych czasach zatrzymywał się tu także Wysocki.</p>
<p>Natalia Iwanowna siedzi w recepcji hotelu ?Pasaż? od rana o wieczora. Rozwiązuje krzyżówki i pije herbatę. Z wykształcenia jest wuefistką, ale z pensji nauczycielskiej by w Odessie nie wyżyła, bo to jedno z droższych miast na Ukrainie. Każde zdanie zaczyna od przeciągłego ?nu?, tak się w Odessie mówiło jeszcze przed rewolucją, w lepszych czasach. Dziś żydowska czy grecka ruszczyzna nadal trwa, choć w mieście nie ma już niemal ani Greków, ani Żydów. ? No, praca jak każda inna. No, klientów mało, ale remont trwa, niektóre pokoje już ładne są. No, weźcie klucz i pokój na drugim piętrze, winda działa ? mówi.<span id="more-3039"></span></p>
<p>Winda faktycznie działa: wewnątrz spirali marmurowych schodów drewniane pudło ze stukotem kursuje w górę i w dół. Dawniej chroniła je kuta w żeliwne kwiaty krata, jednak przy ostatnim remoncie zastąpiło ją zwykłe ogrodzenie z siatki. Ostatni remont? Tabliczka znamionowa windy wspomina rok 1963.</p>
<div id="attachment_3043" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0278.jpg" rel="lightbox[3039]" title="Hotel Pasaż"><img class="size-medium wp-image-3043" title="Hotel Pasaż" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0278-150x99.jpg" alt="Hotel Pasaż, widok od strony ulicy o zachodzie słońca" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Hotel Pasaż, róg Preobrażeńskiej i Deribasowskiej</p></div>
<h2>Południowa stolica</h2>
<p>Port nad Morzem Czarnym założyła <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Catherine_the_Great" target="_blank">Katarzyna II</a> w 1795, w rok po odebraniu przez Rosję tych ziem Turcji. W ciągu dwudziestu lat miasto z małej wioski mołdawskich osadników urosło do dwudziestotysięcznego centrum handlu wszystkim, co świat miał do zaoferowania imperium Romanowych. Jego pierwszym burmistrzem był książe de Richelieu, polityczny uchodźca z rewolucyjnej Francji. To on zaprojektował miasto i to dzięki niemu zasiedlili je przedsiębiorcy z całego świata. W XIX wieku największe grupy stanowili Grecy, Żydzi, Włosi i Francuzi. Dopiero za nimi plasowali się Rosjanie, Polacy i pewnie z setka innych narodowości.</p>
<p>Odessa miała stać się dla południa Rosji tym, czym Petersburg dla północy: centrum importu, eksportu i wymiany. A handlowcy i dyplomaci potrzebowali hotelu na poziomie, miejsca, w którym dobrze się będzie pokazać kontrahentom. Taki był ówczesny sposób prowadzenia interesów. Przed pierwszą wojną światową Icchak Tenenbaum handlował łódzkimi tkaninami i wyrobami stalowymi z Zagłębia. Gdy jechał do Odessy z towarem, zatrzymywał się w najdroższym hotelu, wynajmował najlepiej wyglądającą dorożkę, orkiestrę i przywdziewał najlepszy frak. Tak wystrojony udawał się do gmachu giełdy. ? Ojciec mówił mi, że chodziło o to, by już z daleka wszyscy wiedzieli, że ?Oho, to Tenenbaum przyjechał, stać go na to wszystko, więc można mu dać kredyt? ? wspominał w wiele lat później jego syn, Stanisław Tarczyński.</p>
<p>W końcu XIX wieku takiego hotelu w mieście brakowało. Swoją szansę dostrzegł w tym zamożny żydowski handlowiec, jak głosił jego bilet wizytowy, ?<em>kupiec  Pierwszej Gildii, mistrz fachu kupieckiego, członek Komisji Kontroli Chleba przy odeskiej giełdzie, wspomożyciel Szkoły Terminatorów Rzemieślniczych, wielce szanowny Efraim Jakowlewicz Mendelewicz</em>?.</p>
<h2>Remont na bogato</h2>
<p>Prace zaczęły się wiosną 1897 roku, a już w rok później hotel i przylegający doń pasaż handlowy zostały otwarte dla gości. Budynek stanął w samym sercu Odessy, u zbiegu Preobrażeńskiej i Deribasowskiej, która od początku istnienia miasta jest jego głównym deptakiem i centrum handlowym. O rzut kamieniem stąd stoi prawosławna Katedra Przemienienia Pańskiego, blisko stąd do linii kolejowej, portu i budynku giełdy.</p>
<p>Do hotelu przylega sam Pasaż, bogato zdobiona, eklektyczna galeria handlowa, najbardziej luksusowe miejsce Odessy w początkach wieku. Nieprzypadkowo to tutaj właśnie, pod girlandami stiukowych kwiatów i alegorycznych płaskorzeźb, otworzyła swój sklep rodzina Fabergé, znana dzięki bogato zdobionym jajom tworzonym dla carskiego dworu. Równie dobre miejsca dla najdroższej biżuterii w Europie firma znalazła jedynie w Petersburgu, Moskwie, Paryżu i Londynie. Mimo sporej konkurencji hotel i pasaż zyskały ogromną popularność. Na tyle dużą, że już w 1909 roku jego pierwszy właściciel Efraim Mendelewicz przeprowadził się do nowego pałacu przy ulicy Marazli (później Engelsa, Marazliewskiej, znów Engelsa i na powrót Marazliewskiej), odeskim odpowiedniku warszawskich Alej Ujazdowskich. Tuż koło pałacu Kniaziów Woroncowych, kilka minut spacerkiem od gmachu opery.</p>
<p>Dziś jednak poza architekturą niewiele przypomina o dawnym przepychu pasażu. Zabrakło pieniędzy na wymianę stłuczonych szyb w przeszklonym dachu, więc światło wpadające do środka jest przydymione i żółte od plastikowych paneli, którymi zastąpiono ubytki. Butik Fabergé po rewolucji zamieniono na magazyn, później podzielono na mieszkania, a dziś mieszczą się w nim sklep z turecką bielizną i stoisko z pamiątkami. Choć Odessa z Ukrainą nie ma wiele wspólnego a ulica mówi po rosyjsku, w sklepie matrioszki i wojskowe uszanki sąsiadują z ukraińskimi haftowanymi koszulami i ręcznikami made in China. To się sprzedaje, i to nieźle.</p>
<h2>Nie otwierać!</h2>
<p>?Pasaż? nadal się jednak trzyma. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności po rewolucji nie zamieniono go na biura ani mieszkania. W początkach drugiej wojny światowej mieścił sztab jednej z dywizji strzeleckich, jednak do dziś przetrwał jako hotel. Na każdym piętrze długie korytarze z nieco falującą podłogą. Odessę zbudowano w większej części z piaskowca wydobywanego wprost spod miasta. Z czasem jednak sieć podziemnych tuneli i jaskiń zaczęła się zapadać i większość historycznych budynków nieco osiada. Długie rzędy ręcznie zdobionych drzwi do numerów, gdzieniegdzie ogromne lustro w złoconej ramie lub okno do pomieszczenia, które kiedyś służyło etażnoj ? piętrowej.</p>
<div id="attachment_3044" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0203.jpg" rel="lightbox[3039]" title="Parter hotelu"><img class="size-medium wp-image-3044" title="Parter hotelu" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0203-150x99.jpg" alt="Parter hotelu, widok holu ze schodów prowadzących na piętro, po lewej klatka windy, na wprost u dołu schodów kilka stolików kawiarnianych" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Parter hotelu. Stoliki w stylu paryskim, ale kawy ani gazet się nie zamówi</p></div>
<p>W całym dawnym ZSRR jeszcze do niedawna funkcjonowała instytucja pań odpowiadających za stan każdego piętra w budynku. W czasach carskich piętrowi nadzorowali całą armię pokojowych, służących, kąpielowych i pikolaków. Później, po rewolucji, etażne (niemal wyłącznie kobiety) zajmowały się już tylko wymianą pościeli, sprzedażą herbaty i donoszeniem na gości do służb specjalnych. W ostatnich latach większość hoteli pozbyła się etażnych. ? Kryzys, to co się dziwić, że ludzi zwalniają. A u etażnej wszystko można było kupić albo załatwić, od tego była ? mówi stały bywalec ?Pasażu? Siergiej S., działacz studencki z Kijowa.</p>
<p>W pokojach ledwie widać ślady dawnej świetności. Łóżka i szafki z lat 60., w miejscu wanny na lwich nóżkach ? tańsza wersja bez ozdób z czasów wczesnego Chruszczowa. Kran taki sam, jak w każdym sowieckim bloku, taka sama obtłuczona umywalka, w przedpokoju niedająca się zamknąć szafa na ubrania, tkane tapety zaklejono tanimi, papierowymi. Najtańsza szara wykładzina biurowa, za to pod nią ? prawdziwy dębowy parkiet, z czterech klepek można by zbudować stolik do kawy, z ośmiu ? stół dla sporej rodziny.</p>
<p>Oryginalne są też okna, z mnóstwem małych szybek ręcznie wpasowywanych w odpowiednie miejsca, a każda z kilkoma zatrzaskami i zawiasami, by można było otwierać je niezależnie. Lata w Odessie bywają upalne. Teraz jednak jest środek zimy, za oknem mróz i śnieg a okna mają już grubo ponad sto lat, więc uszczelniono je podartym kocem. Między szybami kartka ?nie otwierać!?.</p>
<h2>Mieszkania zamiast biżuterii</h2>
<p>Na pierwszym piętrze w końcu korytarza przejście do restauracji. Kiedyś na pięterku mieściła się jedna z droższych w mieście cukierni, a na parterze, z oknami wychodzącymi na pasaż ? restauracja hotelowa. Dziś jest to prywatna knajpa z kuchnią gruzińsko-meksykańsko-ogólnosowiecką. Rolę hotelowej knajpki gdzie podaje się śniadania spełnia dziś kafejka internetowa. Między komputerami wciśnięte kilka stołów, pani Swietłana wrzuca na plastikowy talerz dwie kromki rozmiękniętego chleba z mikrofalówki i jajko na twardo. Do wyboru lipton z torebki lub kawa z automatu.</p>
<p>W połowie lat 90. hotel na powrót sprywatyzowano. Nie do końca jednak wiadomo kto jest jego właścicielem, tak to już na Ukrainie bywa, że czasem lepiej się nie afiszować. Jeden ze stolików między komputerami na stałe zajmuje Łysy. Na oko pięćdziesięcioletni, ciemna karnacja, czarna skórzana kurtka, czarna koszula, złoty łańcuch na szyi, buty z długimi noskami. Z daleka widać, że biznesmen. Całe dnie załatwia jakieś interesy z kolegami lub po prostu siedzi i wgapia się w Swietłanę. Jest na co popatrzeć, gdyby urodziła się na zachodzie pewnie byłaby modelką. Na Łysego zwykle nie zwraca uwagi, czasem tylko wspomni, że ?reszty nie ma, ale może ajent będzie miał rozmienić? i wskaże go czubkiem głowy.</p>
<div id="attachment_3045" class="wp-caption alignright" style="width: 109px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0144.jpg" rel="lightbox[3039]" title="Podłoga faluje"><img class="size-medium wp-image-3045" title="Podłoga faluje" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0144-99x150.jpg" alt="Korytaż na pierwszym piętrze, długie rzędy drzwi po obu stronach, dębowy parkiet, wydeptany chodnik" width="99" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Korytarz drugiego piętra</p></div>
<p>Architektem całego kompleksu był rosyjski Polak, Leon (Lew) Włodek, jeden z założyciel Imperialnego Towarzystwa Inżynierów i Architektów. Jako jeden z pierwszych w całym imperium zaczął eksperymentować z secesją. W Odessie zamieszkał już w połowie lat 60. XIX wieku i został jednym z najważniejszych architektów miasta. Niewiele jego dzieł przetrwało jednak do naszych czasów. Choć Odessa uniknęła w większości zniszczeń wojennych, Włodek specjalizował się w budynkach użyteczności publicznej, które z jednakowym zapamiętaniem niszczyli zarówno bolszewicy, jak i faszyści. Fasadę zajezdni tramwajów parowych skuto jeszcze w latach 30., dworzec parowców zbombardowali Niemcy w 1941, a dawną siedzibę Instytutu Głuchych i Głuchoniemych przebudowała niedawno w wersji ?na bogato? jej nowa właścicielka, firma o romantycznej nazwie ?Czornomorpromsantechmontaż?.</p>
<p>Remont czeka też kompleks Pasażu. ? Pomyśl tylko, jakbyście taką perełkę mieli na zachodzie, to byście o nią dbali, remontowali, a u nas? Sam zobacz, ta podłoga ma ze sto lat ? mówi Siergiej S. wskazując z obrzydzeniem przepiękny dębowy parkiet. ? No przecież się remontujemy, mamy już kilkanaście pokoi ?wyższego sortu?, nawet okna wymienione na plastikowe są, i podłogi nowe ? wchodzi mu w słowo Natalia Iwanowna zza wykładanego sprowadzanym z Włoch marmurem kontuaru. Rzuca komuś wychodzącemu rytualne ?zachaditie jeszczio?, po czym wraca do dziubania widelcem suszonej ryby, bo co tu robić w hotelu, w którym na sto pokoi nocuje sześcioro gości.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/04/28/piosenka-na-dzis/' rel='bookmark' title='Piosenka na dziś'>Piosenka na dziś</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/03/10/historia-pewnego-hotelu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->
