<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>halibutt</title>
	<atom:link href="http://halibutt.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://halibutt.pl</link>
	<description>hal9001 znaleziony w wannie</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 Dec 2009 14:09:37 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9</generator>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Ręce precz od Mikołaja!</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/12/23/rece-precz-od-mikolaja/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/12/23/rece-precz-od-mikolaja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Dec 2009 14:08:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[mikołaj]]></category>
		<category><![CDATA[santa]]></category>
		<category><![CDATA[święta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=886</guid>
		<description><![CDATA[Na całym świecie wzbiera bunt przeciwko Świętemu Mikołajowi, a dokładniej jego amerykańskiej wersji. Rozmaici aktywiści zarzucają mu komercję, związki z wielkimi korporacjami, wypieranie świąt z mistycznej otoczki i bóg wie co jeszcze. A wara wam od mojego Mikołaja!
Mojemu tacie czterdzieści lat temu prezenty przynosiły aniołki. Taka była u niego w domu tradycja, taka była prawda, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na całym świecie wzbiera bunt przeciwko Świętemu Mikołajowi, a dokładniej jego amerykańskiej wersji. Rozmaici aktywiści zarzucają mu komercję, związki z wielkimi korporacjami, wypieranie świąt z mistycznej otoczki i bóg wie co jeszcze. A wara wam od mojego Mikołaja!<span id="more-886"></span></p>
<p>Mojemu tacie czterdzieści lat temu prezenty przynosiły aniołki. Taka była u niego w domu tradycja, taka była prawda, w którą święcie wierzył. Mojej mamie z kolei prezenty przynosił Święty Mikołaj. Do mnie też przychodził, i będzie przychodził do moich dzieci.<strong></strong></p>
<p><strong>Święty od handlu<br />
</strong>Popularna plotka głosi, że amerykański (a dziś ogólnoświatowy) Santa Claus został wymyślony na potrzeby reklam Coca Coli w latach trzydziestych XX wieku. Jest to wierutna bzdura, tak naprawdę Mikołajów jest dwóch. Jeden z nich to Mikołaj, biskup Myry w Azji Mniejszej, który w czwartym wieku miał biednym dzieciom potajemnie rozdawać złoto. Ale i ten drugi ma długą historię. Na Wyspach Brytyjskich Father Christmas uosabiał dobrego ducha świąt przynajmniej od XVII wieku. Czerstwy staruszek nie przynosił wprawdzie prezentów, ale za to spełniał inną, bardzo ważną funkcję: obronił świętowanie Bożego Narodzenia przed purytanami, którzy chcieli go zakazać. A ubierał się, uwaga-uwaga, w czerwone szaty zdobione białym futrem.</p>
<p>Jeszcze starszy jest holenderski Sinterklaas, który co roku od XVI wieku przywozi dzieciom upominki. Gwoli ścisłości Sinterklaas nie jest Holendrem, a upominki przywozi z Hiszpanii. Wie to każde holenderskie dziecko. To od niego wywodzi się anglojęzyczny Santa Claus, choć ten ostatni ma też liczne związki ze starogermańskim bogiem Odynem. Długobrody Odyn przelatywał zimą nad domostwami Germanów czy Wikingów. Jeśli dzieci zostawiły przy kominie jakieś smakołyki dla jego latającego konia Sleipnira, mogły spodziewać się w zamian prezentów od samego Odyna, boga wojny, wiatrów, mądrości i poezji. Tak, moi drodzy, zanim w połowie XIX wieku (na długo przed Coca Colą!) Mikołaj zawitał do reklamy, przynosił dzieciom radość już od wielu, wielu wieków. I od początku najmłodsi musieli na nie zapracować: dobrym zachowaniem albo paszą dla konia.</p>
<p>Dziś rozmaite organizacje chcą wycofać Mikołaja ze sklepów, szkół i przedszkoli. Ten historyczny Mikołaj z Myry jest według nich właściwy, ma symbolizować miłość bliźnich i sprawiedliwość. Tymczasem ten amerykański, argumentują, służy wyłącznie nakręcaniu sprzedaży sieciom handlowym. W akcję Weihnachtsmannfreie Zone (Strefa wolna od św. Mikołaja) zaangażowało się już podobno ponad milion Niemców, podobne inicjatywy powstają też w Szwajcarii, Danii, Francji, Włoszech i krajach Ameryki Łacińskiej. Nie chcą, niech nie czekają na Mikołaja, ale zakazy to już inna sprawa. Poza tym jeśli w sklepie zamiast Santa Clausa pojawi się Agios Nikolaos, czy rodzice wydadzą mniej na prezenty?<strong></strong></p>
<p><strong>Mikołaj &#8211; typ niepokorny<br />
</strong>Mój święty Mikołaj pod wieloma względami jest do mnie bardzo podobny. Ma nadwagę i odżywia się wyjątkowo niezdrowo. W noc wigilijną rozwozi prezenty, przez resztę roku pracuje w marketingu. I nie mam z tym problemu, Marek Kondrat też występuje w reklamach. W wolnych chwilach Mikołaj pali fajkę przy kominku. Nie tłumaczy niegrzecznych dzieci jakimiś politycznie poprawnymi frazesami, tylko po prostu przynosi im rózgę. Prezenty od niego mają swoją cenę, ale co dzisiaj jest za darmo?</p>
<p>Zamiast uprawiać jogging, nordic walking czy co tam aktualnie jest w modzie, wozi dupę saniami, i to zaprzężonymi w renifera o imieniu Rudolf, za nic mając obrońców praw zwierząt. Nie stroni od centrów handlowych, głównych deptaków i mediów. A ja to niby co, sam sobie szyję ubrania? W polszczyźnie nie ma dobrego rozróżnienia na świętego Mikołaja biskupa i tego w czerwonej czapce. Polska Wikipedia nazywa tego drugiego świętym od kultury masowej. I co w tym złego? To także i moja kultura, w niej się wychowałem, w niej na co dzień żyję.<br />
Mój dziadek zwykł mawiać, że wszystko jest dla ludzi, tylko nie wszystko dla wszystkich. Dla niektytórych dobry jest święty Mikołaj model Santa Claus, dla innych lepszy jest ten w postaci dobrego biskupa-cudotwórcy z Myry, patron m.in. lombardów. Jeden nosi czerwoną czapkę z pomponem, drugi purpurową mitrę biskupią i pastorał. Obaj są prawdziwi, na obu ktoś gdzieś czeka. Ja czekam na tego z reklam Coca Coli i z centrów handlowych. I co mi zrobicie?</p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/12/23/rece-precz-od-mikolaja/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/12/23/rece-precz-od-mikolaja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gladiatorzy: powszechne bzdury i trochę prawdy</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/12/09/gladiatorzy-powszechne-bzdury-i-troche-prawdy/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/12/09/gladiatorzy-powszechne-bzdury-i-troche-prawdy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 23:06:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=873</guid>
		<description><![CDATA[Wszyscy znamy wyidealizowany obraz gladiatora. Niewolnik, koniecznie mężczyzna, trzymany przez właściciela w spartańskich warunkach i szkolony wyłącznie po to, by dla rozrywki tłumów oddać życie na arenie. Brednie.
Z filmów pokroju „Gladiatora”, „Ben Hura” czy „Spartakusa” można wysnuć wniosek, że życie wojownika walczącego na arenach antycznego świata było smutne, ubogie i przede wszystkim krótkie. Tymczasem zarówno [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wszyscy znamy wyidealizowany obraz gladiatora. Niewolnik, koniecznie mężczyzna, trzymany przez właściciela w spartańskich warunkach i szkolony wyłącznie po to, by dla rozrywki tłumów oddać życie na arenie. Brednie.</p>
<p><span id="more-873"></span>Z filmów pokroju „Gladiatora”, „Ben Hura” czy „Spartakusa” można wysnuć wniosek, że życie wojownika walczącego na arenach antycznego świata było smutne, ubogie i przede wszystkim krótkie. Tymczasem zarówno znane od wieków teksty starożytne, jak i najnowsze znaleziska archeologiczne przeczą tym stereotypom. By zrozumieć kim byli gladiatorzy trzeba zdać sobie sprawę z tego, że igrzyska w których występowali nie były krwawymi zabawami dla ludu, a wyrafinowanym narzędziem marketingu politycznego.</p>
<p><strong>Biznes i religia</strong><br />
W początkowym okresie istnienia Rzymu igrzyska z udziałem walk wojowników pełniły funkcje religijne<a href="#_ftn1">[1]</a>. Początkowo były wyrafinowaną formą składania ofiar z ludzi i uświetniały pogrzeby znacznych osób lub też tzw. <em>ludi votivi</em>, czyli święta organizowane przez rzymskich wodzów na przykład przed wyruszeniem w pole<a href="#_ftn2">[2]</a>. Dość szybko jednak walki gladiatorów zatraciły swój bezpośredni związek z religią i stały się elementem <em>par excellence </em>biznesu.</p>
<div id="attachment_874" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c5/Jean-Leon_Gerome_Pollice_Verso.jpg"><img class="size-medium wp-image-874" title="Pollice verso" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2009/12/gladiator-300x209.jpg" alt="Obraz Jana Leona Gérôme &quot;Pollice verso&quot; (obrócony kciuk), 1872" width="300" height="209" /></a><p class="wp-caption-text">Obraz Jana Leona Gérôme &quot;Pollice verso&quot; (obrócony kciuk), 1872</p></div>
<p>Już w czasach republikańskich igrzyska sponsorowane były przez znamienite rody i ważne frakcje polityczne. Bez nich nikt nie mógł myśleć o zdobyciu ważnego urzędu<a href="#_ftn3">[3]</a>. Nawet w okresie imperialnym, gdy cesarz Oktawian August praktycznie ograniczył przywilej organizowania igrzysk do członków swej rodziny, w dalszym ciągu cel pozostał ten sam: zdobywanie poparcia ludu metodą <em>panem et circenses</em><a href="#_ftn4">[4]</a><a href="#_ftn5">[5]</a>. Podobną funkcję rytualną spełniały egzekucje skazańców, jednak te nie dostarczały ludowi podobnej rozrywki<a href="#_ftn6">[6]</a>.</p>
<p>Oczywiście aż do nadejścia chrześcijaństwa, które ostatecznie położyło kres walkom gladiatorów, sztafaż religijny pozostawał w poważaniu. W noc przed walką gladiatorzy spożywali uroczysty posiłek zwany <em>cena libera</em>, następnego dnia podążali na arenę w uroczystej procesji zwanej <em>pompa </em>(słowo weszło do polszczyzny), wystrojeni w drogie tkaniny i z reprezentacyjną bronią u pasa<a href="#_ftn7">[7]</a>. Jednak dla plebsu uczestniczącego w tych uroczystościach „misterium obcowania z nieśmiertelnością” musiało być pojęciem zbyt trudnym, w przeciwieństwie do słowa „rozrywka”.</p>
<p>To dla niej możni na wszystkich szczeblach rzymskiej administracji, od senatorów w Wiecznym Mieście, przez prowincjonalnych „królów z nadania” (jak Herod), aż po gubernatorów prowincji i urzędników miast w najdalszych częściach państwa, przeznaczali ogromne kwoty na organizację igrzyska. Widzowie nie płacili za bilety, koszt przedstawienia w całości pokrywał sponsor. Także sam budynek amfiteatru budowano z pieniędzy prywatnych (lub z kasy cesarza).</p>
<p>Obraz gladiatorów w umysłach większości dzisiejszych Europejczyków ukształtowały popularne książki historyczne i – przede wszystkim – hollywoodzkie produkcje filmowe. Zabiedzony Trak Spartakus buntujący się przeciw brutalnemu traktowaniu przez nadzorców w koszarach to dziś postać nierozerwalnie związana z rolą graną przez Kirka Douglasa w kultowym filmie z 1960 roku. Tyle że grany przez niego Spartakus, brutalny choć kulturalny, niewiele miał zapewne wspólnego z postacią historyczną. Plutarch, który urodził się zaledwie nieco ponad sto lat po śmierci Spartakusa, nazywał go mianem człowieka „wysokiej kultury” i „bardziej Greka niż Traka”<a href="#_ftn8">[8]</a>.</p>
<p>Kłóci się to z wizerunkiem gladiatorów, którzy powinni wywodzić się spośród barbarzyńskich plemion i nie wiedzieć nic o kulturze wyższej. Jeszcze dziwniejsze z tej perspektywy są własnoręcznie wykonane przez gladiatorów napisy na ścianach koszar w Pompejach, świadczące nie tylko o znajomości pisma, ale i dość wyszukanego słownictwa<a href="#_ftn9">[9]</a>. Jednak jeszcze mocniejszych dowodów przeciw filmowym wizjom dostarczają najnowsze badania archeologiczne.</p>
<p><strong>Gladiator czyli biedaczysko?</strong></p>
<p>Ceny niewolników w czasach cesarstwa wahały się od 200 denarów<a href="#_ftn10">[10]</a> do nawet kilku tysięcy<a href="#_ftn11">[11]</a>. Oznaczało to, że ich życie było cenne, szczególnie gdy wykonywany przez nich zawód wymagał długotrwałego treningu i – sporych nakładów finansowych. Książki historyczne i filmy ukazują życie gladiatorów jako nieustanną krwawą łaźnię, w której wojowników rzuca się na arenę tysiącami. Tymczasem dla właściciela utrata zawodnika, w szczególności dobrego i lubianego przez publiczność, oznaczała katastrofalne straty finansowe. Nic więc dziwnego, że gladiatorzy dla ich właściciela byli raczej kosztowną inwestycją aniżeli zwykłym narzędziem, łatwym do zastąpienia w dowolnej chwili. Za występ pary gladiatorów w okolicach roku 177 n.e. płacono od 30 do nawet 200 tys. sestercji<a href="#_ftn12">[12]</a>. Podczas każdych igrzysk w grę wchodziły więc kwoty odpowiadające milionom dzisiejszych dolarów. Dlatego też dbano o walczących lepiej, niż o wielu wolnych obywateli.</p>
<p>W maju 2007 roku austriaccy naukowcy opublikowali wyniki kilkuletnich badań nad grupą grobowców znalezionych w Efezie. Znaleziono w nich szczątki 67 osób, które, jak twierdzą naukowcy, w większości były gladiatorami<a href="#_ftn13">[13]</a>. Świadczyć mają o tym nie tylko ozdoby nagrobków, ale także oględziny obrażeń samych kości: na kilku czaszkach znaleziono ślady trójzębów, broni używanej wyłącznie w walkach na arenie, inne ciała noszą ślady dobijania w sposób, jaki prezentują rzymskie płaskorzeźby przedstawiające igrzyska<a href="#_ftn14">[14]</a>. Już samo odkrycie szczątków gladiatorów zostało uznane za wielkie wydarzenie, natomiast dokładniejsza analiza kości przyniosła jeszcze więcej ciekawostek. Przede wszystkim większość kości nosi ślady wielokrotnych urazów, z których wiele profesjonalnie opatrzono. Oznacza to, że walczących otaczano troskliwą i fachową – a więc kosztowną &#8211; opieką medyczną<a href="#_ftn15">[15]</a><a href="#_ftn16">[16]</a>.</p>
<p>Co więcej, analiza chemiczna kości wykazuje, że gladiatorzy byli wegetarianami. Zawartość strontu i cynku w kościach tłumaczy, dlaczego wojowników areny zwano czasem <em>hordearii</em>, jęczmieniarzami. Potwierdza to choćby Pliniusz w Historii Naturalnej<a href="#_ftn17">[17]</a>. Okazuje się, że rzeczywiście ich dieta składała się głównie z kaszy. Choć nie było to niczym dziwnym dla biednych Rzymian, dla których mięso było za drogie, a których codzienny posiłek często składał się z chleba z oliwą lub grochu z kapustą (<em>cicer cum caule</em>); czytaj: same węglowodany. Różnica wszakże polega na tym, że w kościach gladiatorów odnotowano brak śladów awitaminozy i nadspotykanie wysoki poziom wapnia. Oznacza to, że musieli oni stosować specjalne odżywki bogate w ten pierwiastek i witaminy, podobnie jak czynią to dzisiejsi sportowcy czy kulturyści<a href="#_ftn18">[18]</a>.</p>
<p>Oznacza to także, że ich dieta została starannie zaplanowana w taki sposób, by przydać im jak największej masy, a jednocześnie nie osłabić kości. Tkanka tłuszczowa nie tylko nadawała im impet w boju, ale też dodawała ich ciałom specjalną warstwę ochronną. Dzięki niej powierzchowne rany krwawiły jak trzeba (w końcu chodziło o widowisko), natomiast nie groziły nerwom ani organom wewnętrznym<a href="#_ftn19">[19]</a>.</p>
<p><strong>Gladiator czyli niewolnik?</strong></p>
<p>Kolejnym odkryciem które nijak nie potwierdza stereotypu zabiedzonych niewolników jest fakt, że wszystkie groby znaleziono tuż przy drodze prowadzącej z centrum Efezu do Artemizjonu, jednego z siedmiu cudów świata starożytnego i najważniejszej budowli sakralnej tej części świata. Miejsce pochówku jak najbardziej znaczące: taka działka była bardzo prestiżowa, na pewno godna bogatego patrycjusza. Co więc robiły na niej szczątki niewolników?</p>
<p>Wbrew obiegowym opiniom, gladiatorzy nie zawsze byli niewolnikami. Wbrew stereotypowi już w czasach późnej republiki nawet połowa walczących mogła być ludźmi wolnymi (tzw. <em>auctorati</em>). <em>Auctoratus</em> podpisywał kontrakt i składał przysięgę taką, jak inni walczący<a href="#_ftn20">[20]</a>. Z zawodem tym wiązały się bowiem nie tylko niebezpieczeństwa, ale też sława, zaszczyty i wielkie pieniądze. Igrzyska wzbudzały bowiem ogromne emocje. Na przykład w 59 roku n.e., za czasów panowania Nerona, w amfiteatrze w Pompejach doszło między mieszkańcami sąsiednich miast do regularnej bitwy, w wyniku której senat zakazał organizacji igrzysk na całe 10 lat.</p>
<p>Przynosiły też wielką popularność wśród kobiet: w pompejańskich koszarach gladiatorów znaleziono szczątki bogato odzianej damy, zapewne mile spędzającej czas z bohaterem tłumów<a href="#_ftn21">[21]</a>. Gladiatorami bywały też same kobiety<a href="#_ftn22">[22]</a><a href="#_ftn23">[23]</a>, zaś wielu spośród nich miało żony i rodziny, co jedynie w wyjątkowych wypadkach zdarzało się niewolnikom. Dzisiejsza kultura często patrzy na starożytnych gladiatorów jak na mięso armatnie, anonimowych dawców krwawej rozrywki. Niesłusznie. Ci, którzy zdobyli sympatię publiczności, byli równie biedni co David Beckham i równie anonimowi co Adam Małysz.</p>
<p><strong>Bibliografia:</strong></p>
<p>Beacham, Richard. <em>Spectacle Entertainments of Early Imperial Rome</em>. New Haven: Yale University Press, 1999.</p>
<p>Bernstein, Joshua. <em>Wyprawa w nieznane: Tajemnice z życia gladiatorów</em>. Discovery World, 2009.</p>
<p>Buckland, W. W. <em>The Roman Law of Slavery: The Condition of the Slave in Private Law from Augustus to Justinian</em>. Cambridge: Cambridge University Press, 1908.</p>
<p>Curry, Andrew. “The Gladiator Diet.” <em>Archaeology</em>, XI/XII 2008. www.archaeology.org/0811/abstracts/gladiator.html.</p>
<p>Jacobelli, Luciana. “Female Gladiators.” W <em>Gladiators at Pompeii</em>. Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2003.</p>
<p>&#8212;. <em>Gladiators at Pompeii</em>. Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2003.</p>
<p>Kyle, Donald G. <em>Spectacles of Death in Ancient Rome</em>. 1. wyd. Routledge, 2001.</p>
<p>Mann, Elizabeth, i Michael Racz. <em>The Roman Colosseum: The Story of the World&#8217;s Most Famous Stadium and Its Deadly Games</em>. Nowy Jork: Mikaya Press, 1998.</p>
<p>Meijer, Fik, i Liz Waters. <em>The Gladiators: History&#8217;s Most Deadly Sport</em>. Londyn: MacMillan, 2007.</p>
<p>Monika Kupper, i Huw Jones. “Gladiators&#8217; graveyard discovered.” <em>BBC</em>, Maj 2, 2007, sekcja. Science/Nature. http://news.bbc.co.uk/1/hi/sci/tech/6614479.stm.</p>
<p>Murray, Steven. “Female Gladiators of Ancient Roman World.” <em>Journal of Combat Sport</em> 2003, no. July 2003. http://ejmas.com/jcs/jcsart_murray_0703.htm#EN1.</p>
<p>Plutarch. “VIII.” W <em>Nicias. Marcus Crassus. </em><em>Niciae cum Crasso comparatio</em>, III:456. Loeb Classical Library 65. Harvard: Harvard University Press, 1916. http://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Roman/Texts/Plutarch/Lives/Crassus*.html#8.</p>
<p>Rocca, Samuel. <em>Herod&#8217;s Judaea: A Mediterranean State in the Classical World</em>. Texts and Studies in Ancient Judaism 122. Tybinga: Mohr Siebeck, 2008.</p>
<p>Salisbury, Joyce. <em>Perpetua&#8217;s Passion: The Death and Memory of a Young Roman Woman</em>. 1. wyd. Londyn: Routledge, 1997.</p>
<p>Secundus, Caius Plinius. “XVIII.” W <em>Historiae Naturalis</em>, XVIII:</p>
<p>Sperber, Daniel. “Money and Prices.” W <em>Roman Palestine, 200-400, the Land: Crisis and Change in Agrarian Society as Reflected in Rabbinic Sources</em>, 249. Ramat Gan: Bar-Ilan University, 1978.</p>
<p>Varone, Antonio. <em>Erotica Pompeiana: Love Inscriptions on the Walls of Pompeii</em>. Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2002.</p>
<hr size="1" /><a href="#_ftnref1">[1]</a> Richard Beacham, <em>Spectacle Entertainments of Early Imperial Rome</em> (New Haven: Yale University Press, 1999), 2-3.</p>
<p><a href="#_ftnref2">[2]</a> Beacham, <em>Spectacle Entertainments of Early Imperial Rome</em></p>
<p><a href="#_ftnref3">[3]</a> Samuel Rocca, <em>Herod&#8217;s Judaea: A Mediterranean State in the Classical World</em>, Texts and Studies in Ancient Judaism 122 (Tybinga: Mohr Siebeck, 2008), 340.</p>
<p><a href="#_ftnref4">[4]</a> Ibid.</p>
<p><a href="#_ftnref5">[5]</a> Elizabeth Mann i Michael Racz, <em>The Roman Colosseum: The Story of the World&#8217;s Most Famous Stadium and Its Deadly Games</em> (Nowy Jork: Mikaya Press, 1998), 15.</p>
<p><a href="#_ftnref6">[6]</a> Joyce Salisbury, <em>Perpetua&#8217;s Passion: The Death and Memory of a Young Roman Woman</em>, 1. wyd. (Londyn: Routledge, 1997), 122</p>
<p><a href="#_ftnref7">[7]</a> Ibid., 123-124</p>
<p><a href="#_ftnref8">[8]</a> Plutarch, “VIII,” w <em>Nicias. Marcus Crassus. Niciae cum Crasso comparatio</em>, Loeb Classical Library 65 (Harvard: Harvard University Press, 1916), 456, http://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Roman/Texts/Plutarch/Lives/Crassus*.html#8.</p>
<p><a href="#_ftnref9">[9]</a> Antonio Varone, <em>Erotica Pompeiana: Love Inscriptions on the Walls of Pompeii</em> (Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2002), 67-70</p>
<p><a href="#_ftnref10">[10]</a> Daniel Sperber, “Money and Prices,” w <em>Roman Palestine, 200-400, the Land: Crisis and Change in Agrarian Society as Reflected in Rabbinic Sources</em> (Ramat Gan: Bar-Ilan University, 1978), 249.</p>
<p><a href="#_ftnref11">[11]</a> W. W. Buckland, <em>The Roman Law of Slavery: The Condition of the Slave in Private Law from Augustus to Justinian</em> (Cambridge: Cambridge University Press, 1908).</p>
<p><a href="#_ftnref12">[12]</a> Donald G. Kyle, <em>Spectacles of Death in Ancient Rome</em>, 1. wyd. (Routledge, 2001), 84</p>
<p><a href="#_ftnref13">[13]</a> Monika Kupper i Huw Jones, “Gladiators&#8217; graveyard discovered,” <em>BBC</em>, Maj 2, 2007, sekcja. Science/Nature, http://news.bbc.co.uk/1/hi/sci/tech/6614479.stm</p>
<p><a href="#_ftnref14">[14]</a> Joshua Bernstein, <em>Wyprawa w nieznane: Tajemnice z życia gladiatorów</em> (Discovery World, 2009)</p>
<p><a href="#_ftnref15">[15]</a> Ibid.</p>
<p><a href="#_ftnref16">[16]</a> Monika Kupper i Huw Jones, “Gladiators&#8217; graveyard discovered.”</p>
<p><a href="#_ftnref17">[17]</a> Caius Plinius Secundus, “XVIII,” w <em>Historiae Naturalis</em>, XIV</p>
<p><a href="#_ftnref18">[18]</a> Andrew Curry, “The Gladiator Diet,” <em>Archaeology</em>, XI/XII 2008, www.archaeology.org/0811/abstracts/gladiator.html</p>
<p><a href="#_ftnref19">[19]</a> Ibid.</p>
<p><a href="#_ftnref20">[20]</a> Fik Meijer i Liz Waters, <em>The Gladiators: History&#8217;s Most Deadly Sport</em> (Londyn: MacMillan, 2007)</p>
<p><a href="#_ftnref21">[21]</a> Luciana Jacobelli, <em>Gladiators at Pompeii</em> (Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2003), 49</p>
<p><a href="#_ftnref22">[22]</a> Luciana Jacobelli, “Female Gladiators,” w <em>Gladiators at Pompeii</em> (Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2003).</p>
<p><a href="#_ftnref23">[23]</a> Steven Murray, “Female Gladiators of Ancient Roman World,” <em>Journal of Combat Sport</em> 2003, no. July 2003, http://ejmas.com/jcs/jcsart_murray_0703.htm#EN1</p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/12/09/gladiatorzy-powszechne-bzdury-i-troche-prawdy/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/12/09/gladiatorzy-powszechne-bzdury-i-troche-prawdy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To tylko gra</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/12/08/to-tylko-gra/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/12/08/to-tylko-gra/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 22:44:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[gry komputerowe]]></category>
		<category><![CDATA[prawa człowieka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=871</guid>
		<description><![CDATA[Działacze na rzecz praw człowieka ze zdumieniem skonstatowali, że gry komputerowe pozwalają na łamanie prawa międzynarodowego. To wielkie osiągnięcie, bo trudno dziś znaleźć pozycję, z której jeszcze gier nie krytykowano.Gry komputerowe od lat siedemdziesiątych są na świecie wygodnym chłopcem do bicia. Strzela się do nich zza każdej z ideologicznych barykad. Zgodnie z głosami krytyków mają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Działacze na rzecz praw człowieka <a href="http://news.bbc.co.uk/2/hi/technology/8373794.stm">ze zdumieniem skonstatowali</a>, że gry komputerowe pozwalają na łamanie prawa międzynarodowego. To wielkie osiągnięcie, bo trudno dziś znaleźć pozycję, z której jeszcze gier nie krytykowano.<span id="more-871"></span>Gry komputerowe od lat siedemdziesiątych są na świecie wygodnym chłopcem do bicia. Strzela się do nich zza każdej z ideologicznych barykad. Zgodnie z głosami krytyków mają produkować, zależnie od wersji, gwałcicieli (pół Japonii), morderców (FPSy), socjopatów (simy), złodziei (GTA) czy fatalnych kierowców. Tym razem „Trial” i „Pro Juventute” &#8211; dwie szwajcarskie organizacje praw człowieka &#8211; <a href="http://news.bbc.co.uk/2/hi/technology/8373794.stm" target="_blank">zleciły przebadanie ponad dwudziestu popularnych gier</a> pod kątem łamania prawa międzynarodowego.</p>
<p>Specjaliści w towarzystwie prawników zasiedli przed komputerami i spędzili długie godziny grając m.in. w &#8220;<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Call_of_Duty" target="_blank">Call of Duty 5</a>&#8221; (zabawa w żołnierza na froncie II wojny), &#8220;<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Far_Cry_2" target="_blank">Far Cry 2</a>&#8221; (najemnik mordujący biednych murzynów) i &#8220;<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Army_of_Two" target="_blank">Army of Two</a>&#8221; (tytuł zupełnie u nas nieznany, historia pary najemników w Iraku i Somalii). – <em>Chcieliśmy sprawdzić, czy działania podejmowane przez graczy stanowiłyby naruszenie praw człowieka gdyby zdarzyły się w prawdziwym świecie. Zadziwia brak jakichkolwiek zasad i sankcji</em> – czytamy w raporcie. Jego autorom nie przeszkadza jednak sama przemoc w grach.</p>
<p>Ich zdaniem twórcy gier powinni jednak przypominać graczom o istnieniu praw człowieka w realnym życiu. Sugerują tym samym, że działania podejmowane na ekranie komputera przekładają się na zachowania w prawdziwym świecie. Faktycznie, współczesne gry akcji, w szczególności te przedstawiające wojnę, pozwalają graczom na niemal nieograniczoną masakrę wszystkiego, co się rusza. Można strzelać do cywilów (choć niektóre gry karzą takie zachowania) i wysadzać w powietrze cywilną infrastrukturę, jak domy i szpitale. Może więc argumenty Szwajcarów są słuszne? Tak, jeśli tylko uznamy, że odbiorca gry komputerowej, kinowy widz czy czytelnik nie rozróżniają prawdy od fikcji.</p>
<p>A tak nie jest. Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii już wiele lat temu przeprowadziły szeroko zakrojone badania zachowań graczy wśród żołnierzy. Ich wynik jednoznacznie potwierdził, że to, czy ktoś na ekranie komputera morduje całe wioski, czy też w grach jest do wirtualnego świata nastawiony przyjaźnie i pokojowo, nie przekłada się w żaden sposób na jego zachowania w prawdziwej strefie wojny.</p>
<p>Ale nie musimy szukać za oceanem, podobny eksperyment historia przeprowadziła w Polsce w latach drugiej wojny światowej. Przez wszystkie polskie formacje wojskowe przewinęło się, lekko licząc, trzy miliony mężczyzn. Większość z nich wychowała się na przygodach Wołodyjowskiego, Skrzetuskiego i Kmicica. W sienkiewiczowskiej trylogii opisów palenia wsi, torturowania niewinnych, wbijania na pal, dobijania rannych i poddających się do niewoli nie brakuje, a co dopiero mówić o niszczeniu własności prywatnej. Pamiętacie jak ślicznie opisano wachmistrza Luśnię i jego zabawy z palem? A jednak mało kto z tej rzeszy polskich żołnierzy spod wszelkich sztandarów dopuszczał się podobnych zbrodni w rzeczywistości. Trywializując, to nie kółko i krzyżyk czy komputerowy pasjans tworzą zbrodniarzy wojennych.</p>
<p>To jasne, że w każdym pokoleniu znajdzie się jakiś kilkulatek, który od mamy próbującej wmusić w niego syrop na kaszel usłyszy, że to „magiczny sok z gumijagód” – i wyskoczy przez okno, pewien że nic mu się nie stanie (historia prawdziwa!). Tak samo w archiwach prasowych na całym świecie znajdzie się też pewnie mnóstwo przypadków ofiar gier komputerowych. Ale nie przesadzajmy, na tej samej zasadzie można przecież szukać ofiar piłki nożnej, zdrowego żywienia czy szachów. W ten sam sposób miały młodzież deprawować brutalne filmy, groszowe romanse czy telewizja. Tyle że pierwsze pokolenia tych, których do złego miała prowadzić telewizja, dobiegają już siedemdziesiątki. Ci, którzy na filmach z Brucem Lee mieli uczyć się jak we śnie mordować własne rodziny, coraz częściej mają już własne wnuki. I świat się mimo wszystko nie zawalił. To prawda, gracze notorycznie łamią prawa człowieka. Codziennie łamią też prawa fizyki. Ale nawet najmłodsi z nich wiedzą, że to tylko gra.<br />
– Krzysztof Machocki</p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/12/08/to-tylko-gra/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/12/08/to-tylko-gra/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kosmici i ludzie</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/12/04/kosmici-i-ludzie/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/12/04/kosmici-i-ludzie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Dec 2009 08:27:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>
		<category><![CDATA[Haldeman]]></category>
		<category><![CDATA[książki]]></category>
		<category><![CDATA[Wieczna wojna]]></category>
		<category><![CDATA[wietnam]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=868</guid>
		<description><![CDATA[Raz na kilka pokoleń wybucha gdzieś na świecie wojna, która ma położyć kres wszystkim innym konfliktom. Ma wyrównać krzywdy, udowodnić racje czy przesunąć słupy graniczne w tę czy inną stronę. Po każdej z takich wojen literatura otrzymuje zastrzyk pomysłów na kolejnych bohaterów.To oni posłużą za przykład do naśladowania chłopcom, którzy wezmą udział w kolejnej wojnie. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Raz na kilka pokoleń wybucha gdzieś na świecie wojna, która ma położyć kres wszystkim innym konfliktom. Ma wyrównać krzywdy, udowodnić racje czy przesunąć słupy graniczne w tę czy inną stronę. Po każdej z takich wojen literatura otrzymuje zastrzyk pomysłów na kolejnych bohaterów.<span id="more-868"></span>To oni posłużą za przykład do naśladowania chłopcom, którzy wezmą udział w kolejnej wojnie. A gdy wrócą (lub, lepiej, gdy bohatersko zginą), sami zajmą miejsce bohaterów wojen poprzednich. I tak w koło Macieju, od niepamiętnych czasów.</p>
<p><strong>Rozkwaszony nos Kozietulskiego</strong></p>
<p>Katon Starszy miał wierzyć, że ostateczne zniszczenie Kartaginy przyniesie Rzymowi pokój i dostatek. Prezydent USA Woodrow Wilson to samo mówił o pokonaniu Niemiec i Austro-Węgier w wojnie światowej. Miał wiele szczęścia w tym, że nie dożył kolejnej, która – rzecz znamienna – też miała być ostatnią. A na każdej z wojen „dzieci zamienia się w mężczyzn” – i potencjalnych bohaterów.</p>
<p>Do niedawna jeszcze każde dziecko w naszym pięknym kraju znało postać Jana Kozietulskie-go, bohaterskiego (a jakże!) dowódcy szarży szwoleżerów pod Somosierrą. Zgodnie z legendą miał poprowadzić nieco ponad setkę straceńców przeciwko doskonale ufortyfikowanym po-zycjom hiszpańskiej artylerii, w wąskim wąwozie wysoko w górach. Dopóki nikt nie zagłębia się w szczegóły szturmu z 1808 roku, wszystko gra: bohaterski bohater, wspaniałe dzieje, szable błyszczące w słońcu i „amaranty zapięte pod szyją”. Wizja żywcem wyjęta z obrazów kossaków czy michałowskich.</p>
<p>Jednak wspomnienia weteranów wojen napoleońskich ukazują brudne zaplecze wspaniałej historii jak raz nadającej się do opowiadania dzieciom w czas zaborów. Okazuje się że Kozie-tulski prowadził szarżę przez pierwszych kilkaset metrów. Jednak tuż przed pierwszymi pozy-cjami zajmowanymi przez wroga padł pod nim koń, a sam dzielny pułkownik wrócił na pozy-cje wyjściowe piechotą, posiniaczony i z krwawiącym nosem. Gdy się głębiej wczytać, z mar-sowych oblicz literackich czy historycznych bohaterów wyziera gombrowiczowska gęba Fran-ka Dolasa.</p>
<p>Na tej właśnie dychotomii bohaterstwa i prozaiczności opiera się „Wieczna wojna” Joe Hal-demana. Trwa ona przez tysiąclecia, choć zaczyna się – jak wszystkie – z błahego powodu. Podczas eksploracji kosmosu ludzki statek napotyka statek Obcych, po czym przestaje odpo-wiadać na wezwania z Ziemi. Wojskowi uznają to za wypowiedzenie wojny i nakazują odpo-wiedzieć atakiem na rasę, z którą kontakt nawiązali tylko raz, i to wzrokowy. Kosmici (zwani Tauranami, Aldebaranami lub Bykarianami, zależnie od tłumaczenia) nie są dłużni i obie rasy rozpoczynają absurdalną wojnę na wyniszczenie.</p>
<p><strong>Saperką w nerki</strong></p>
<p>Wojna z kosmitami zaczęła się z byle powodu. Nie mija kilka dni, a ludzie i kosmici wyrzynają się nawzajem, choć nawet nie próbowali się porozumieć. Jedni strzelają, drudzy odpowiadają ogniem, spirala śmierci się nakręca, choć przecież nie zależy to od niczyjej decyzji. Nikt nie wypowiada wojny, ona sama powstaje &#8211; i domaga się coraz więcej mięsa armatniego na od-ległych planetach i asteroidach.</p>
<p>Wikła się w nią William Mandella, porte-parole autora. Wraz z setką innych rekrutów bierze udział w absurdalnym szkoleniu wojskowym, na którym żołnierze uczą się m.in. jak zabić Tauranina ciosem wojskowej łopatki w nerki, choć nie wiadomo, czy nie mają oni dwudziestu metrów wzrostu, ani czy w ogóle nerki posiadają. Giną też jak muchy przez głupotę i doktry-nerstwo kaprali.  Gdy w końcu ruszają do boju, z głowami wypełnionymi wiedzą i propagan-dowymi frazesami, wojna okazuje się równie brudna, co wszystkie poprzednie w historii ludzkości.</p>
<p>Podróże do gwiazd trwają wiele lat, nawet z prędkością bliską prędkości światła. Gdy Man-della wraca po pierwszej misji na Ziemię, okazuje się, że jego świata już nie ma. Choć w jego życiu minęło zaledwie kilka miesięcy, przez tzw. paradoks bliźniaków na Ziemi upłynęły całe dziesięciolecia. Wojsko, ze swym niezmiennym zbiorem zasad, zostają jedyną dla niego osto-ją. Jak Paul Bäumer z „Na zachodzie bez zmian” Remarque’a czy Nick z „Łowcy jeleni” (postać także wzorowana na bohaterach tego pisarza) wraca więc na wojnę, której nie popiera ani nie rozumie, ale też poza którą nie widzi innej drogi. Gdy wojna wreszcie się kończy, ludzie pytają Tauran dlaczego ją zaczęli. – My? – odpowiadają zdumieni Obcy. Każda wojna jest absurdalna, to wynika z jej definicji. Dlaczego więc dziwi taka właśnie odpowiedź?</p>
<p>Choć książka Haldemana na stałe weszła do kanonu amerykańskiej literatury science-fiction, ma zatrważająco wiele odniesień do wojny jak najprawdziwszej – tej w Wietnamie. Nic dziw-nego, autor w azjatyckiej dżungli odsłużył kilka lat. Nazwisko głównego bohatera jest ana-gramem nazwiska autora, a jego doświadczenia pokrywają się ze wspomnieniami amerykań-skich weteranów konfliktu w Azji Południowo-Wschodniej.</p>
<p><strong>Nie ma Itaki</strong></p>
<p>Choć dla Mandelli wojna trwała ledwie kilkanaście lat, większość czasu spędził w stanie hi-bernacji lub w okrętach podróżujących z prędkością nadświetlną. W tym czasie dla Ziemian upłynęły tysiąclecia. Dlatego nie ma dlań powrotu do domu, bo ten przestał istnieć. To typo-we dla całego rodzaju ludzkiego, bowiem każda podróż w przestrzeni jest też podróżą w cza-sie. Gdy się kończy &#8211; z uporem godnym lepszej sprawy próbujemy wkroczyć ponownie do rzeki, z której wyszliśmy.</p>
<p>To stały motyw, tak w prozie, jak i w poezji. Tadeusz Borowski wrócił z drugiej wojny świato-wej z klinicznymi objawami tzw. syndromu Holocaust survivors. Stąd brały się jego pytania o to, dlaczego ocalał, choć tylu innych nie wróciło z rzezi. Wracało-nie wracało także wielu bohaterów literackich. Od Odysa, pod nieobecność którego Itaka zmieniła się nie do pozna-nia, przez tolkienowskiego Bilbo Bagginsa, po niemal współczesnych nam bohaterów wojen XX wieku.</p>
<p>Powroty nie muszą przecież oznaczać podróży międzygwiezdnych. Mur niezrozumienia wy-rósł między powstańcami warszawskimi a cywilami, choć jednych od drugich dzieliła zaled-wie odległość podwórek, a obie grupy od wspólnej normalności – dni, a nie lata. Dotyczy to wszystkich ludzi, choć w przypadku weteranów wojen jest to proces najlepiej opisany.</p>
<p>Haldeman dowodzi, że weterani nigdy nie wracają do domu. W książce dla jego bohatera i jemu podobnych matuzalemów prawnuki przygotowały rezerwat, w którym wszystko było niemal „jak za dawnych czasów”. W życiu Haldeman uciekł w literaturę, która miała ostrze-gać przed moralnymi i psychologicznymi następstwami przemocy i patriotycznego prania mózgów. Literatura ma ambicję zapobiegania wojnom. W tym, że co najwyżej staje się tera-pią dla weteranów, słychać chichot losu.</p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/12/04/kosmici-i-ludzie/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/12/04/kosmici-i-ludzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cztery tygodnie, dwie historie</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/11/25/wrzesien-1939/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/11/25/wrzesien-1939/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Nov 2009 06:17:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>
		<category><![CDATA[1939]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[wrzesień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=852</guid>
		<description><![CDATA[Wojna jest zjawiskiem zbyt złożonym, by pisać o nim wyłącznie w czerni lub bieli. Tymczasem Polacy zwykli o wojnie 1939 roku pisać albo w samych superlatywach, albo wyłącznie negatywnie. Wydaje się, że istnieją dwie historie kampanii wrześniowej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wojna jest zjawiskiem zbyt złożonym, by pisać o nim wyłącznie w czerni lub bieli. Tymczasem Polacy zwykli o wojnie 1939 roku pisać albo w samych superlatywach, albo wyłącznie negatywnie. Wydaje się, że istnieją dwie historie kampanii wrześniowej.<span id="more-852"></span></p>
<p>Kilka miesięcy temu głośno było o scenariuszu powstającego filmu „Tajemnica Westerplatte”. Prasa donosiła, że ukazani tam polscy żołnierze mają m.in. pić alkohol i sikać na portret marszałka Rydza-Smigłego. Wokół filmu rozpętała się burza, szef gabinetu premiera Sławomir Nowak mówił nawet, że to „fikcja literacka”, i że „godzi ona w honor żołnierza polskiego”. Kłopot w tym, że dla wielu naszych rodaków polską historię zamieszkują jedynie rycerze bez skazy.</p>
<div id="attachment_854" class="wp-caption alignright" style="width: 201px"><img class="size-medium wp-image-854" title="Bild 183-H27915" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2009/11/Bundesarchiv_Bild_183-H27915_Danzig_Enfernen_eines_polnischen_Hoheitszeichens-191x300.jpg" alt="Gdynia =&gt; Gotenhafen" width="191" height="300" /><p class="wp-caption-text">Gdynia =&gt; Gotenhafen</p></div>
<p>Skoro fakt wypicia w filmie bruderszaftu przez dowodzących bohaterską obroną półwyspu majorem Sucharskim i kapitanem Dąbrowskim ma godzić w ich cześć i honor, to co dopiero powiedzieliby zwolennicy takiego obrazu polskiej historii na prawdziwe wypadki, do jakich dochodziło we wrześniu 1939 roku?</p>
<p><strong>Nie oddamy ani guzika<br />
</strong>Na długo przed rozpoczęciem działań wojennych polskie dowództwo podjęło brzemienną w skutkach decyzję o rozmieszczeniu Wojska Polskiego wzdłuż całej granicy państwa i obronie wszystkich jego rejonów. Była to decyzja polityczna, a nie wojskowa, i wynikała z naszego układu sojuszniczego z Francją. Był on niemal kopią podobnego układu, jaki Paryż podpisał z Petersburgiem u progu I Wojny Światowej. Jego podstawowym założeniem było to, że wschodni partner miał dać czas zachodniemu na mobilizację i przygotowania do uderzenia na Niemcy z drugiej strony. Należało więc bić się jak najdłużej i od pierwszych dni wojny opóźniać marsz nieprzyjaciela gdzie tylko się dało.</p>
<p>Jednocześnie w Warszawie nie do końca ufano Francuzom. W wypadku obrony dogodniejszych pozycji w głębi kraju, na przykład na linii Wisły, dość realną wydawała się możliwość fatalnego dla Polski końca wojny nim jeszcze na dobre się zaczęła. Bano się, że Hitler bez walki zajmie Pomorze, Śląsk i Wielkopolskę, po czym dogada się z Zachodem tak, jak porozumiał się w sprawie rozbioru Czechosłowacji. Polacy walczyli więc już od wczesnych godzin porannych 1 września 1939. Przez pierwszych kilka dni trwała zacięta tzw. bitwa graniczna. Polskie wojsko, w sumie liczące grubo ponad milion żołnierzy, starało się zatrzymać niemiecki Wehrmacht, a jednocześnie pokazać światu, że Polacy nie oddają ziemi bez walki. Oficjalne hasło propagandowe brzmiało „bez walki nie oddamy ani guzika od munduru”.</p>
<p><strong>Bohaterstwo i niekompetencja</strong><br />
Już wtedy zarysowały się wszystkie problemy, z jakimi przyszło walczyć polskim żołnierzom wszystkich narodowości. Największym oczywiście była przewaga militarna Niemiec niemal na każdym polu. Wehrmacht miał więcej ludzi, ciężkiego sprzętu, artylerii, nowoczesnych czołgów i samolotów. Do tego niemieckim jednostkom udawało się wyminąć polskie dywizje i odcinać je od sąsiadów. Pierwsze dni walk obfitowały w przykłady bezgranicznego bohaterstwa, jak walki Wołyńskiej Brygady Kawalerii przeciwko niemieckim czołgom pod wsią Mokra, szarża kawalerii pod Krojantami (przedstawiana później w propagandzie jako idiotyczna szarża z szablami na czołgi, w rzeczywistości całkiem udana) czy wreszcie obrona Wizny nad Biebrzą, gdzie 720 polskich żołnierzy przez trzy dni stawiało zaciekły opór niemieckiemu korpusowi pancernemu gen. Guderiana, liczącemu ponad 42 tysięcy żołnierzy. Na koniec bohaterski dowódca polskiej załogi kapitan Władysław Raginis wziął przykład z sienkiewiczowskiego  pana Wołodyjowskiego i wysadził się w swym schronie w powietrze by uniknąć niemieckiej niewoli.</p>
<div id="attachment_856" class="wp-caption alignright" style="width: 237px"><img class="size-medium wp-image-856" title="Polish_infantry_marching_-2_1939" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2009/11/Polish_infantry_marching_-2_1939-227x300.jpg" alt="Kraj to więcej, niż guziki" width="227" height="300" /><p class="wp-caption-text">Kraj to więcej, niż guziki</p></div>
<p>Nie brakło jednak po naszej stronie niekompetencji, zamieszania, defetyzmu czy zwykłej głupoty. Naprzeciw głównego natarcia Niemiec Polska wystawiła Armię Łódź dowodzoną przez gen. Juliusza Rómmla, weterana wojny 1920 roku. Jego skandaliczne dowodzenie spowodowało, że armia już od pierwszych dni niemal się rozsypała. 8 września generał… pozostawił ją swemu losowi i ewakuował się wraz ze sztabem do Warszawy. Podobne przypadki zdarzały się i na innych odcinkach frontu. Generał Mikołaj Bołtuć wyraził we wspomnieniach żal, że już w pierwszych dniach „nie dał kuli w łeb” generałowi Bortnowskiemu, dowódcy Armii Pomorze.</p>
<p>Trzeciego września Wielka Brytania i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę i rozpoczął się mozolny odwrót polskich wojsk w kierunku Wisły. Dla wielu dywizji było już jednak za późno. Odwodowa Armia Prusy została rozbita przez nieprzyjaciela zanim jeszcze zdążyła się zmobilizować. To z kolei spowodowało, że broniąca Małopolski Armia Kraków generała Antoniego Szyllinga stale była zagrożona oskrzydleniem od północy i musiała porzucać nawet dobrze przygotowane do obrony pozycje.</p>
<p><strong>Pomoc nie nadeszła<br />
</strong>Także w postawach zwykłych cywilnych mieszkańców kraju między Zbruczem a Wilejką widać całe spektrum zachowań, od wiary, nadziei na przyszłość i ofiarności po przerażenie wojną, czarną rozpacz i przypadki zdrady. Trzeba też jednak pamiętać, że i cywile, i wojskowi przygotowywali się do innej wojny. W jednym z opublikowanych niedawno pamiętników z czasów obrony Lwowa w 1919 roku gosposia wspominała o „barbarzyńskich Rusinach”, których bestialstwo polegało na tym, że weszli do mieszkania bez pukania, „przewrócili kredens i śmiertelnie wystraszyli starszą panią”. Z takimi doświadczeniami nie da się porównać masowych egzekucji, bombardowania celów cywilnych, ostrzeliwania z powietrza kolumn uchodźców czy mordowania jeńców, czyli codziennych praktyk Wehrmachtu w 1939 roku.</p>
<p>W wielu wypadkach gdy brakowało ciężkiego sprzętu czy wsparcia lotniczego, niedostatki nadrabiano pomysłowością. Gdy 8 września pierwsze czołówki niemieckiej 4. Dywizji Pancernej dotarły pod Warszawę, stolicy broniła głównie luźna zbieranina lepiej lub gorzej przygotowanych oddziałów. Nikt nie spodziewał się tak szybkiego postępu nieprzyjaciela i obrońcom brakowało sprzętu do zwalczania czołgów i samochodów opancerzonych. Gdy jednak następnego dnia niemieckie czołgi spróbowały wedrzeć się do miasta ulicą Wolską, spotkała je niemiła niespodzianka. Polscy żołnierze z 8 kompanii 40. pułku strzelców lwowskich rozlali na bruku około setki beczek z terpentyną z pobliskiej fabryki pasty do butów. Gdy wrogie pojazdy znalazły się dostatecznie blisko, ulicę podpalono, a wraz z nią kilkadziesiąt czołgów i samochodów opancerzonych. Linię udało się utrzymać aż do kapitulacji stolicy trzy tygodnie później.</p>
<p>Pierwsze dni wojny okazały się dla Polaków szokiem. Szok jednak szybko mijał, a tempo niemieckiego natarcia coraz bardziej zwalniało. Po dwóch tygodniach walk osławiony Blitzkrieg, czyli wojna błyskawiczna, w zasadzie się zakończył. Polska armia przeszła do kontrnatarcia na północ od Łodzi (bitwa nad Bzurą), Niemcom nie udało się też wejść do Warszawy, musieli też toczyć ciężkie walki o każdy kilometr w Małopolsce. Mimo przewagi niemieckiej w powietrzu, nasi lotnicy strącili mniej więcej tyle samo samolotów wroga, co sami stracili. Wszystkim wydawało się, że wojna zbliża się do przesilenia. Na tyłach frontu zaczęto nawet otwierać szkoły podstawowe. 16 września w sztabie Naczelnego Wodza otwarto butelkę szampana.</p>
<p>Nastroje były świetne: zgodnie z układem sojuszniczym już następnego dnia Francja miała uderzyć na Niemcy od zachodu „większością swych sił”. W tym czasie Niemcy mieli tam ledwie ok. 25 słabych dywizji, Francuzi – kilkukrotnie więcej. Samej tylko artylerii mieli tam więcej, niż całe wojsko niemieckie w Polsce. Liczono się z tym, że konieczne będzie przegrupowanie sił polskich na wschód od Wisły, może nawet na wschód od Lwowa. Jednak Francuzi mieli odciążyć polskie wojsko na tyle, by jeszcze przed zimą dało się zakończyć tę wojnę. Zamiast planowanej ofensywy Francuzów, do Polski wkroczyli jednak Sowieci. 17 września przekreślił wszystkie te scenariusze, zarówno czarne, jak i pozytywne. Z ówczesnej perspektywy nic gorszego nie mogło już Polski spotkać.</p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/11/25/wrzesien-1939/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/11/25/wrzesien-1939/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ten inny patriotyzm</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/11/20/ten-inny-patriotyzm/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/11/20/ten-inny-patriotyzm/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Nov 2009 08:04:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=861</guid>
		<description><![CDATA[Co roku w okolicach 11 listopada media i politycy zastanawiają się dlaczego młodym Polakom brakuje patriotyzmu. Każdy ma swoje odpowiedzi i recepty: jedni domagają się więcej lekcji historii, inni wychowania patriotycznego w szkołach podstawowych. Tymczasem patriotyzm wśród mojego pokolenia ma się świetnie – tylko nie ten.
Konflikt między pozytywistami a romantykami wreszcie się w Polsce wypala. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Co roku w okolicach 11 listopada media i politycy zastanawiają się dlaczego młodym Polakom brakuje patriotyzmu. Każdy ma swoje odpowiedzi i recepty: jedni domagają się więcej lekcji historii, inni wychowania patriotycznego w szkołach podstawowych. Tymczasem patriotyzm wśród mojego pokolenia ma się świetnie – tylko nie ten.<span id="more-861"></span></p>
<p>Konflikt między pozytywistami a romantykami wreszcie się w Polsce wypala. Po dwustu niemal latach dotarliśmy do etapu, w którym pozytywiści robią swoje, a romantycy nawet ich nie zauważają. Toczą swoje śmieszne spory o obchody, medale, krwawą historię i barykady – i z uporem godnym lepszej sprawy ignorują milionowe rzesze tych, którzy faktycznie dziś Polskę budują, a nie tylko rozmawiają o przeszłości i upamiętnianiu jej w szkołach i na pomnikach.</p>
<p>Tak się już dziwnie polskie losy potoczyły, że o pozytywistach zapomniano. Gdzieś zagubił się etos tych, którzy o niepodległość walczyli w granicach prawa, bezkrwawo. – <em>Jesteś szewcem  &#8211; rób lepszy but</em> – nawoływali pozytywiści, wzywając do organicznej pracy na rzecz społeczeństwa. – <em>Prawdziwy patriotyzm nie tylko polega na tym, ażeby kochać jakąś idealną ojczyznę, ale – ażeby kochać, badać i pracować dla realnych składników tej ojczyzny, którymi są ziemia, społeczeństwo, ludzie i wszelkie ich bogactwa</em> – pisał Bolesław Prus.</p>
<p>Tyle że po 1918 władzę zdobywali niemal zawsze romantycy, wielbiciele stosów ofiarnych, chwalebnej przeszłości i barykad. Dziś samo słowo patriotyzm kojarzy się przede wszystkim ze zbrojną walką, a nie budowaniem. W powszechnej świadomości patriotą może być powstaniec na barykadzie lub robotnik z cegłówką naprzeciw szpaleru ZOMO. Tymczasem prawdziwych budowniczych Polska ma dziś miliony, i w niczym nie przypominają tych bohaterów, o których prawica chciałaby uczyć w szkołach.</p>
<p>Żyjemy w świecie, w którym ziścił się sen Lechonia: większość młodych wiosną – wiosnę, nie Polskę widzi. Dnie spędzamy częściej przed własnym komputerem niż w korporacyjnych <em>ołpenspejsach </em>czy <em>komonrumach</em>. Cierpliwie płacimy najwyższe bodaj w Europie podatki, choć emigracja nigdy jeszcze nie była tak prosta. Co miesiąc wpłacamy setki złotych na ZUS, mimo że ubezpieczenie nie daje nam wstępu do lekarza, za którego musimy płacić w prywatnych gabinetach.</p>
<p>Nie widać nas, bo nie procesujemy się o byle co, nie mamy czasu demonstrować, brzydzi nas palenie opon i nie uważamy, by coś miało nam się „należeć”. Nie przygotowujemy rewolucji, nie bawimy się w politykę. Nie jesteśmy wojownikami, nie musimy walczyć o zachowanie polskiej kultury czy języka. Ale gdy trzeba, stajemy przy urnach wyborczych. To my budujemy ten kraj, nie kombatanci. I uważajcie, kochani nasi politycy, bo kiedyś naprawdę się wkurzymy.</p>
<p><em>fot. Mariusz War/CC-SA-3.0</em></p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/11/20/ten-inny-patriotyzm/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/11/20/ten-inny-patriotyzm/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ziemkiewicz z Beckiem pod pachą</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/06/01/ziemkiewicz-and-beckziemkiewicz-z-beckiem-pod-pacha/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/06/01/ziemkiewicz-and-beckziemkiewicz-z-beckiem-pod-pacha/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Jun 2009 13:21:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Józef Beck]]></category>
		<category><![CDATA[RAZ]]></category>
		<category><![CDATA[Ziemkiewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=824</guid>
		<description><![CDATA[Byle neptek potrafi sobie strzelić w stopę. Ale zrobić to pięknie, z półobrotu i w ukłonie &#8211; to już trudniejsza sztuka. Niedoścignionym mistrzem w tej konkurencji jest Rafał Aleksander Ziemkiewicz. 
Nie tak znowu dawno temu RAZ opublikował na swoim blogu tekst na temat ministra Józefa Becka. Idea w zasadzie jest słuszna: odbrązowienie Rzeczypospolitej międzywojennej, otwarcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Byle neptek potrafi sobie strzelić w stopę. Ale zrobić to pięknie, z półobrotu i w ukłonie &#8211; to już trudniejsza sztuka. Niedoścignionym mistrzem w tej konkurencji jest Rafał Aleksander Ziemkiewicz. <span id="more-824"></span></p>
<p>Nie tak znowu dawno temu RAZ opublikował na swoim blogu <a href="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2009/05/09/nad-trumna-becka-ciszej-prosze/" target="_blank">tekst na temat ministra Józefa Becka</a>. Idea w zasadzie jest słuszna: odbrązowienie Rzeczypospolitej międzywojennej, otwarcie oczu na mity otaczające &#8220;dostatnią, demokratyczną Polskę&#8221; czasów Sanacji, i tak dalej. Faktycznie, czerwonemu udało się tak skutecznie obrzydzić społeczeństwu lata powojenne, że w przekonaniu przeciętnego zjadacza chleba okres IIRP jawi się jako niemal wiek złoty. Jest to oczywista bujda, bo dla wielu spośród nas życie w Polsce późnych lat 30. byłoby nie do zniesienia, a przy totalitarnych zapędach osieroconej po śmierci Piłsudskiego Sanacji rządy PiS to mały pikuś. Problem jest więc rzeczywisty: wybielamy własną przeszłość ponad miarę, jednocześnie za nic nie chcemy przyznać, że tamta Polska nie była bez grzechu. Wizja niewinnej Najjaśniejszej, którą stłamsiły dwa wraże totalitaryzmy, jest atrakcyjniejsza.</p>
<div id="attachment_843" class="wp-caption alignright" style="width: 225px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2009/06/beck_full.jpg"><img class="size-medium wp-image-843" title="beck_full" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2009/06/beck_full-215x300.jpg" alt="Józef Beck" width="215" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Józef Beck</p></div>
<p>Co do zasad można więc zgodzić się z duchem tekstu Ziemkiewicza. Jednak z wykonania, jak zwykle, wychodzą trociny. Co zdanie, to bujda, niedopowiedzenie, anachronizm, nadużycie lub zwyczajne kłamstwo. Cały tekst zwyczajnie nie trzyma się kupy jeśli chodzi o faktografię.</p>
<p>RAZ pisze, że Beck &#8220;dożył <span class="comment-text">spokojnie żywota&#8221; &#8211; może to chwytliwe, nie wiem. Prawda jest jednak taka, że Beck &#8211; było nie było minister polskiego rządu &#8211; zdychał przez kilka lat na gruźlicę w zapchlonej ruderze, bez dostępu do leków i lekarzy, za to w areszcie domowym. Jeśli tak wygląda spokojne dożywanie, to wolę nie zastanawiać się nad jego przeciwieństwem.<br />
</span></p>
<p>W chwilę później RAZ wypomina Beckowi, że ów &#8220;<span class="comment-text">od samego początku prowadził politykę mocarstwową, nie będąc szefem dyplomacji mocarstwa&#8221;. Klasyczne niedopowiedzenie, bo jakąż miał niby politykę prowadzić Beck, skoro imperatywem było zachowanie równowagi między dwoma silniejszymi sąsiadami? Miał grać biednego klienta z małego państewka? Czynienie Beckowi zarzutu z tego, jakich Polska miała sąsiadów, jest cokolwiek kuriozalne.<br />
</span></p>
<p>Ale idźmy dalej. RAZ pisze, że Beck <span class="comment-text">&#8220;nic dla Polski w ten sposób nie ugrał, wszystkich zdołał zrazić&#8221;. I znów kolejna bzdura. Owo &#8220;nic&#8221; oznacza </span></p>
<ul>
<li><span class="comment-text">reaktywowanie sojuszu z Francją (uważaną naonczas za najpotężniejsze państwo na kontynencie, że przypomnę)</span></li>
<li><span class="comment-text">podpisanie sojuszu z Wielką Brytanią (pierwszą potęgą morską świata)</span></li>
<li><span class="comment-text">załatwienie dla Polski kupy kredytów na dozbrojenie (racja, za późno, ale to nie on zwlekał z ratyfikacją tylko Anglia i Francja)</span></li>
<li><span class="comment-text">utrzymanie pozycji regionalnego rozgrywającego mimo szczupłych środków i sił</span></li>
</ul>
<p><span class="comment-text">Jeśli to jest &#8220;nic&#8221;, to w takim razie co mógłby więcej osiągnąć? Ale brnijmy dalej w wyobraźnię pana Ziemkiewicza. Zgodnie z jego wizją Beck &#8220;wraz z przyjaciółmi z obozu Sanacji zaplątał się we własną propagandę i aby nie stracić twarzy, pchnął kraj do wojny&#8221;. Jak wie każde dziecko, to Beck z kolegami najechał Polskę w 1939. Gdyby nie ich nieodpowiedzialna polityka, Hitler z wujkiem Józiem na pewno kraj między Bałtykiem a Prutem by ominęli. Jaaasne.<br />
</span></p>
<p>Ale dalej robi się jeszcze ciekawiej. RAZ twierdzi, że Józef Beck najpierw &#8220;<span class="comment-text">nadskakiwał Hitlerowi, upewniając go, że w zasadzie co do sojuszu jest zgoda, tylko targujemy się o pewne szczegóły&#8221;, co jest kompletną bzdurą dla kogokolwiek znającego choć pobieżnie fakty. A w chwilę później dodaj, że &#8220;potem zdecydował się na zmianę frontu i przyjęcie ?gwarancji? brytyjskich, które niczego nie gwarantowały&#8221;. I kolejny kwiatek, bo jak wiadomo odrzucenie gwarancji brytyjskich w kwietniu 1939 bardzo wiele by zmieniło w sytuacji Polski. Bardzo wiele czyli&#8230; hmm&#8230; no właśnie.<br />
</span></p>
<p>Chwilę później Ziemkiewicz wsiada na niezwykle w Polsce nośnego konika &#8220;zdrady Zachodu&#8221;. Twierdzi mianowicie, że mocarstwa zachodnie &#8220;<span class="comment-text">po fiasku polityki ?ugłaskiwania? Hitlera postanowiły po prostu pchnąć go na wschód, żeby zyskać na czasie dla przygotowania obrony&#8221;. Tyle że to stwierdzenie kompletnie nie ima się faktów. Niech sobie RAZ przeczyta treść konwencji polsko-francuskiej czy polsko-brytyjskiej. Francuzi byli tak chętni do paktowania z nami właśnie dlatego, że dla nikogo nie było jasne czy Hitler najpierw nie ruszy na zachód. Co zresztą byłoby o wiele bezpieczniejszym posunięciem z jego strony, ale to już inna rozmowa. </span></p>
<p>I tak dalej, i tak dalej. W zasadzie w każdym zdaniu RAZ się wykłada, nawet w drobnostkach (Brytole dysponowali siłą zdolną interweniować na kontynencie, choć znikomą, ale jednak; Francja była fizycznie zdolna do interwencji poza Linią Maginota, gorzej z psychiką, ale możliwości były, i tak dalej). <span class="comment-text">Jak z większością tekstów historycznych RAZa, także i tu jest zbyt wiele błędów, by komukolwiek obeznanemu z tematem chciało się wszystkie prostować. </span></p>
<p>I tu docieramy do sedna problemu. Rafał Aleksander Ziemkiewicz na swój sposób przypomina mi hunwejbinów IV RP: potrafi rozpoznać prawdziwy problem, po czym go pali kretyńskim wykonaniem.<span class="comment-text"> Ktoś kiedyś powiedział, że największym błędem obozu Kaczyńskich była kompromitacja wielu nawet cennych inicjatyw. Ktokolwiek będzie chciał się w końcu zabrać za ich załatwianie, dostanie gębę Macierewicza, Ziobry i Braci Mniejszych. Tak samo RAZ: ma słuszność, że II RP jest zbytnio idealizowana. Ale jego teksty kupy się nie trzymają, a to kiepski sposób na przekonanie do jakiejkolwiek racji. QED. </span></p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/06/01/ziemkiewicz-and-beckziemkiewicz-z-beckiem-pod-pacha/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/06/01/ziemkiewicz-and-beckziemkiewicz-z-beckiem-pod-pacha/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Telewizor, cycki, zen</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/05/18/samsung-cycki-zen/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/05/18/samsung-cycki-zen/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 May 2009 13:20:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[9600GT]]></category>
		<category><![CDATA[cinch]]></category>
		<category><![CDATA[DVI]]></category>
		<category><![CDATA[DVI-HDMI]]></category>
		<category><![CDATA[dźwięk]]></category>
		<category><![CDATA[HDMI]]></category>
		<category><![CDATA[HDMI-DVI]]></category>
		<category><![CDATA[jack]]></category>
		<category><![CDATA[Nvidia]]></category>
		<category><![CDATA[Samsung]]></category>
		<category><![CDATA[sound]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=779</guid>
		<description><![CDATA[Zamarzyło mi się oglądanie na nowym telewizorze filmów, prezentacji i zdjęć z komputera. Serio, fotografia w takim rozmiarze (40 cali) wygląda zupełnie inaczej, określenie &#8220;ostrość&#8221; nabiera zupełnie nowych znaczeń. Walka z telewizorem, choć bezskuteczna*, przybliża na swój sposób do oświecenia. Połączenie nowego telewizora (Samsung LE40A656) z komputerem (składak z kartą Nvidia 9600 GT) wydawało się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zamarzyło mi się oglądanie na nowym telewizorze filmów, prezentacji i zdjęć z komputera. Serio, fotografia w takim rozmiarze (40 cali) wygląda zupełnie inaczej, określenie &#8220;ostrość&#8221; nabiera zupełnie nowych znaczeń. Walka z telewizorem, choć bezskuteczna*, przybliża na swój sposób do oświecenia. <span id="more-779"></span>Połączenie nowego telewizora (<a href="http://whathifi.com/blogs/television/archive/2008/03/06/exclusive-review-our-verdict-on-samsung-s-le40a656-40in-full-hd-lcd-tv.aspx" target="_blank">Samsung LE40A656</a>) z komputerem (składak z kartą <a href="http://www.nvidia.pl/page/geforce_9600gt.html" target="_blank">Nvidia 9600 GT</a>) wydawało się banalnie proste. Wydawało się. Aha, wpis jest dość długi, ale obiecuję, o cyckach też będzie.</p>
<p>Zgodnie z instrukcją (na oko coś ponad 1000 stron) kartę graficzną (w moim przypadku z <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Digital_Visual_Interface" target="_blank">wyjściem typu DVI</a>) należało podłączyć do portu HDMI w telewizorze za pomocą specjalnego <a href="http://www.nokaut.pl/akcesoria/kabel-do-monitora-activejet-dvi-hdmi-m-m-10m.html" target="_blank">kabla DVI-HDMI</a>. Pełen dobrych przeczuć złaziłem pięty po stolycy w poszukiwaniu kabla o odpowiedniej długości. W końcu za ciężkie pieniądze kupiłem taki kabel, całość podłączyłem i&#8230; efekt okazał się być połowiczny. Obraz jak brzytew, natomiast dźwięku za grosz. Z komputerowych głośników i owszem, słychać było wszystko, ale w drugim pokoju telewizor co najwyżej cichutko posapywał.</p>
<p><strong>Spacery z kablem</strong></p>
<p>Zacząłem więc nękać znajomych informatyków, którzy złożyli mój sprzęt. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że kabel HDMI może przenosić dźwięk, a DVI nie (<a href="http://www.redflagdeals.com/forums/showpost.php?p=8003623&amp;postcount=22" target="_blank">to znaczy może, ale to długa historia</a>). Tak czy owak najprostszym rozwiązaniem problemu po licznych konsultacjach wydawało się kupno kolejnego kabla, tym razem dla dźwięku. Z instrukcji telewizora wynikało, że dobrym rozwiązaniem będzie kabel <a href="http://www.nokaut.pl/akcesoria/hama-kabel-jack-3-5-2xcinch-5m.html" target="_blank">jack-2xcinch</a>. Niby proste, bo oba formaty są starodawne i znane od &#8220;przynajmniej 100 lat&#8221; &#8211; w tym wypadku na serio. Wtyczka <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/TRS_connector" target="_blank">jack 3,5 mm</a> to kolejna odsłona wtyczki zaprojektowanej w XIX wieku do central telefonicznych, z kolei cinch, czyli wtyczka RCA, została opatentowana w latach 40. do użycia przy patefonach i fonografach wszelkiej maści.</p>
<p>Problem jednak w tym, że oba te rodzaje kabli wychodzą już powoli z użycia, a sklepów elektrycznych już w moim pięknym mieście niemal nie ma. Zostają supermarkety, gdzie 10 metrów zwykłego kabla z dwiema końcówkami kosztuje krocie. No ale trudno, jak kogo stać na krowę, to i na sznurek dla niej. Kupiłem. I nic.</p>
<p>Za entym telefonem do infolinii Samsunga któryś z kolejnych panów o przemiłym głosie z rozbrajającą szczerością oznajmił &#8220;a wiem, przecież w instrukcji jest błąd, potrzebny jest zwykły kabel jackowy&#8221;. Zasyczałem. Ale zmilczałem. I kupiłem kabel z <a href="http://www.nokaut.pl/oferta/kabel-jack-3-5mm-stereo-jack-3-5mm-stereo-cordial-cfs-3-www-3m.html" target="_blank">dwiema takimi samymi końcówkami jackowymi</a>.I nie dało to kompletnie niczego, jak dźwięku nie było, tak nie było.</p>
<p><strong>New hope</strong></p>
<p>Szlag mnie trafił. Zadzwoniłem do serwisu i powiedziałem, by sobie telewizor zabrali i go naprawili, albo oddali pieniądze. Następnego dnia u mych drzwi zjawiło się dwóch smutnych panów. Z twarzy podobni zupełnie do nikogo, ale źle im z oczu patrzyło i wyglądali wypisz-wymaluj jak tanie dranie z piosenki. Ci od obrzydzania cynaderką itd, klasyczne typy spod ciemnej gwiazdy, jednemu nawet dziary spod kołnierzyka koszulki wystawały. Ale papiery mieli w porządku i telewizor zabrali do serwisu.</p>
<p>Przy okazji nieomieszkali mnie nastraszyć, że potrzebuję nie tylko faktury za telewizor, ale i karty gwarancyjnej, i kartonu po telewizorze, i całej masy papierów. Na szczęście później okazało się, że serwisowi wystarczy skan faktury, nawet nie oryginał. Zadzwoniłem, by upewnić się, że telewizor dotarł. Dotarł, a przemiła pani wyjaśniła, że już pierwszego dnia został zdiagnozowany i serwis czekał na części. Kilka dni później inna pani wyjaśniła, że ta naprawa to doprawdy drobnostka. Gdy spytałem na jaką część czekają cały tydzień przyznała, że ta drobnostka to wymiana&#8230; płyty głównej. No faktycznie, mogliby wymienić matrycę, byłoby nieco drożej.</p>
<p>Ale co mi tam, gwarancja działa, nie moja sprawa. Po dwóch tygodniach ci sami smutni panowie przywieźli telewizor. Wyraźnie źli, wyjaśnili mi, że wymiana płyty głównej była tylko &#8220;tak na wszelki wypadek, bo wszystko w porządku&#8221;. Dodali, że telewizor podłączyli u siebie do komputera i wszystko grało. Więc uśmiechnąłem się jakoś tak smutno (słowiański fatalizm wyssałem z krwią matki), wskazałem im stos kabli i powiedziałem, by pokazali co potrafią. Po godzinie walki dali za wygraną.</p>
<p><strong>Biała flaga<br />
</strong></p>
<p>Zostałem sam na sam z telewizorem. Po trzech miesiącach walki znów byłem w punkcie wyjścia. Początkowo, przyznaję, poddałem się. Do telewizora podłączyłem stareńkiego laptopa obsługującego jedynie wyjście Video, bez własnej karty graficznej i z ledwie działającym wiatrakiem. Filmy nawet dawało się oglądać, ale <em>framerate </em>raczej nie wskakiwał powyżej 30, a co pół godziny należało robić przerwę na chłodzenie komputera.</p>
<p>Ale wkurzyłem się. Jak to jest, nie po to mam dobry sprzęt, by nie móc z niego skorzystać. Wróciłem więc do poszukiwania możliwych rozwiązań problemu w Internecie. I oto po trzech miesiącach poszukiwań znalazłem rozwiązanie. Jak się okazało, wina leży po stronie zarówno telewizora, jak i karty graficznej. Obie supernowoczesne maszyny porozumiewają się za pomocą durnego protokołu <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/EDID" target="_blank">EDID</a>. Dzięki niemu informują się wzajemnie co która może, a czego nie. W moim przypadku <a href="http://www.redflagdeals.com/forums/showpost.php?p=6881752&amp;postcount=17" target="_blank">rozmowa wygląda tak</a>:</p>
<p>- Cześć, jestem Samsung, jestem super-hiper i full HD.</p>
<p>- Cześć, jestem Nvidia. Skoro jesteś taki fajny, to pewnie obsługujesz standard HDMI</p>
<p>- No jasne, właśnie po takim kablu rozmawiamy</p>
<p>- Skoro rozmawiamy przez HDMI, to oczekujesz w nim też dźwięku. Ja wprawdzie nie mam dźwięku, ale wyślę ci po moim DVI biały szum, zawsze coś.</p>
<p>- O, wysyłasz mi dźwięk, czyli spokojnie mogę wyłączyć wszystkie inne gniazda dźwiękowe.</p>
<p>Minęło sporo czasu, drogi czytelniku, nim i ja zrozumiałem tę rozmowę. Ale zrozumiałem. A dzięki <a href="http://www.xpmediacentre.com.au/community/screens-projectors/23711-dvi-hdmi-analog-sound-not-working-nvidia-drivers-4.html#post224646">dobrym ludziom z Australii</a> poleconym mi przez ciocię Google dziś telewizor i komputer współpracują, choć wymagało to ode mnie włamania się do własnej karty graficznej i mieszania w jej sterownikach.No ale miało być o cyckach, więc będzie. Bo cała sytuacja przypomina mi nieco przydługi dowcip, który jednak ma w sobie mnóstwo mądrości zen.</p>
<p><em>Kiedy miałem 14 lat miałem nadzieje, że kiedyś będę miał dziewczynę.<br />
Kiedy miałem 16, miałem dziewczynę, ale była beznamiętna. Więc zdecydowałem, że potrzebuję dziewczyny z uczuciami.<br />
Gdy miałem 18 lat spotykałem się z dziewczyną, którą była bardzo namiętna. Jednak była zbyt uczuciowa, o wszystko płakała, łatwo się denerwowała. Ciągle groziła samobójstwem. Postanowiłem, że muszę znaleźć jakąś &#8220;stabilną&#8221; dziewczynę.<br />
Jak doszło do 25 znalazłem dziewczynę stateczną, ale było to strasznie nudne, wszystko można było przewidzieć, nie cieszyła się z życia. Życie stało się przygnębiające. Trzeba było znaleźć dziewczynę z którą można byłoby przeżyć coś podniecającego.<br />
W wieku 28 lat znalazłem ekscytującą dziewczynę, ale nie mogłem za nią nadążyć. Wciąż się spieszyła, nigdzie nie zagrzała miejsca. Ciągle z kimś flirtowała. Z początku było zabawnie i ciekawie. Ale był to związek bez przyszłości. Więc postanowiłem znaleźć dziewczynę z ambicjami.<br />
Kiedy juz miałem 31 lat spotkałem mądrą, ambitną dziewczynę stojącą twardo na ziemi. Ożeniłem się z nią. Ale niestety była tak ambitna, że się ze mną rozwiodła i zabrała wszystko co miałem.<br />
Teraz mam 40 lat i szukam dziewczyny z dużymi cyckami.</em></p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/05/18/samsung-cycki-zen/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/05/18/samsung-cycki-zen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kłopot z humanistyką</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/05/16/humanistyka/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/05/16/humanistyka/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 16 May 2009 12:37:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[humanistyka]]></category>
		<category><![CDATA[nauka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=781</guid>
		<description><![CDATA[Problem z humanistyką polega na tym, że nie jest wstecznie kompatybilna. W naukach ścisłych nawet zmiana paradygmatu nie wymiata do czysta podstaw wiedzy, a więc i podstaw doświadczenia. Wprowadzenie do obrotu myślowego teorii względności czy kwarków nie zdezaktualizowało przecież wzorów otrzymywania soli czy praw grawitacji.Po roku w śpiączce lekarz nie będzie znał najnowszych środków medycznych, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_828" class="wp-caption alignright" style="width: 211px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2009/05/rheinhold_700.jpg"><img class="size-medium wp-image-828" title="rheinhold_700" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2009/05/rheinhold_700-201x300.jpg" alt="Rzeźba Rheinholda" width="201" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">To nie Rodin, to Rheinhold</p></div>
<p>Problem z humanistyką polega na tym, że nie jest wstecznie kompatybilna. W naukach ścisłych nawet zmiana paradygmatu nie wymiata do czysta podstaw wiedzy, a więc i podstaw doświadczenia. Wprowadzenie do obrotu myślowego teorii względności czy kwarków nie zdezaktualizowało przecież wzorów otrzymywania soli czy praw grawitacji.Po roku w śpiączce lekarz nie będzie znał najnowszych środków medycznych, ale na ból głowy zaleci aspirynę &#8211; i też zadziała.</p>
<p>Natomiast w naukach humanistycznych wiedza się dezaktualizuje co chwilę. Konieczne jest ciągłe jej pogłębianie. Jeśli zamiast opisać sytuację polityczną w Hiszpanii opisze się tę sprzed 5 czy 10 lat, tekst będzie co najwyżej kuriozalny.</p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/05/16/humanistyka/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/05/16/humanistyka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Seks w wielkim mieście</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/05/04/seks-w-wielkim-miescie/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/05/04/seks-w-wielkim-miescie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 May 2009 14:34:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[ogłoszenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=785</guid>
		<description><![CDATA[Sypiam z pilotem. Niejedna by mi zazdrościła.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sypiam z pilotem. Niejedna by mi zazdrościła.</p>
<fb:share-button href="http://halibutt.pl/2009/05/04/seks-w-wielkim-miescie/" type="box_count"></fb:share-button>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/05/04/seks-w-wielkim-miescie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
