<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Halibutt &#187; historia</title>
	<atom:link href="http://halibutt.pl/tag/historia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://halibutt.pl</link>
	<description>hal9001 znaleziony w wannie</description>
	<lastBuildDate>Sun, 15 Apr 2012 12:35:03 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Ekspresy automatyczne mordują dziennikarstwo</title>
		<link>http://halibutt.pl/2012/04/15/ekspresy-automatyczne-morduja-dziennikarstwo/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2012/04/15/ekspresy-automatyczne-morduja-dziennikarstwo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Apr 2012 12:33:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[adam bielan]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[gazeta wyborcza]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[jacek rakowiecki]]></category>
		<category><![CDATA[jarosław kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[teresa torańska]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3278</guid>
		<description><![CDATA[Za każdym razem gdy pijesz kawę z automatu, mały Jezusik płacze a gdzieś na świecie ginie w męczarniach przyszły-niedoszły Kapuściński. 
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/05/19/dowcip-sowiecki/' rel='bookmark' title='Dowcip sowiecki'>Dowcip sowiecki</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Za każdym razem gdy pijesz kawę z automatu, mały Jezusik płacze a gdzieś na świecie ginie w męczarniach przyszły-niedoszły Kapuściński.<span id="more-3278"></span></p>
<p>Dość nieoczekiwanie spędziłem niedawno godzinę na niezobowiązującej rozmowie śniadaniowej z Jackiem Rakowieckim. Sporo opowiadał o własnych początkach w zawodzie. I naszła mnie smutna konstatacja, że moje pokolenie nie będzie miało takiej szansy. Nie zaczniemy kariery jako goniec w <a href="http://tygodnik.onet.pl/">Tygodniku</a>, bo nikt nie potrzebuje już gońców. Nie czekają nas, trzydziestolatków, kolegia redakcyjne w <a href="http://wyborcza.pl/5,75402,3679143,Zobacz_jak_powstawaly_pierwsze_numery_Wyborczej.html?i=3">piaskownicy żłobka przy Iwickiej</a>, bo nikt już nowej wielkiej gazety na wariackich papierach nie założy, a istniejące zatrudnią raczej tańszego studenta.<br />
<div id="attachment_3286" class="wp-caption alignright" style="width: 128px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2012/04/NYTimes-Page1-11-11-1918.jpg" rel="lightbox[3278]" title="NYT, 11 listopada 1918"><img class="size-medium wp-image-3286" title="NYT, 11 listopada 1918" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2012/04/NYTimes-Page1-11-11-1918-118x150.jpg" alt="Czołówka NYT, 11 listopada 1918" width="118" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">NYT, 11 listopada 1918</p></div><br />
Tradycyjnie tak właśnie wyglądała droga awansu w zawodzie dziennikarza. Przez wieki nie różnił się znacząco od zawodu szewca czy zduna. To też jest rzemiosło, którego najlepiej uczyć się w systemie mistrz-terminator. Ale to se ne vrati, i nie tylko przez #upadekprasypapierowej. W czasach portalowych coraz mniej redakcji stać na to, by wysłać kogoś na tydzień w pogoni za tematem. Albo na dwa. Temat ma być jeden na rano, drugi na południe, i jeszcze kolejne dwa na wieczór. Ma być ruch w interesie. W świecie pracowników mediów nie ma miejsca na chłopaka od robienia kawy i noszenia papierów, który za kilka lat zostanie kimś. Od noszenia papierów jest intranet, od robienia kawy automat.</p>
<p>Na marginesie niedawnych <a href="http://wo.blox.pl/2012/04/Emerytowany-zbawca-narodu.html">ansów Bielana, Kaczyńskiego et consortes na Teresę Torańską</a> przypomniało mi się spotkanie z nią dawno temu. Sporo opowiadała o idealnym wywiadzie, o długim riserczu, o nagrywaniu w wielu turach, o długiej autoryzacji, o rozmaitych kruczkach i ułatwieniach. &#8211; No dobrze, wszystko fajnie, ale to jest sytuacja idealna, większość z nas dostaje od naczelnego zlecenie na wywiad do zrobienia dzisiaj, następne na jutro i tak dalej. Jak w takim razie przygotować dobry wywiad w dzisiejszych realiach? &#8211; spytałem ją na koniec. Posmutniała i jakoś tak cicho odparła: &#8211; Nie da się.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/05/19/dowcip-sowiecki/' rel='bookmark' title='Dowcip sowiecki'>Dowcip sowiecki</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2012/04/15/ekspresy-automatyczne-morduja-dziennikarstwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Grecja nie istnieje</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Aug 2011 13:01:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[itineraria]]></category>
		<category><![CDATA[antyk]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka]]></category>
		<category><![CDATA[grecja]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[kafenejon]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys w grecji]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[tawerna]]></category>
		<category><![CDATA[wojciech orliński]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3120</guid>
		<description><![CDATA[W podróż po Grecji wziąłem do czytania najnowszą książkę Orlińskiego ?Ameryka nie istnieje?. Posiłkując się Baudrillardem WO dowodzi, że Ameryka którą znamy i kochamy/nienawidzimy to tak naprawdę wytwór popkultury, że nawet Amerykanie nie mają szans się z nią zetknąć poza kinem i Disneylandem. Dość niespodziewanie dla mnie zauważyłem, że obecna Grecja również nie istnieje. To jedynie nawarstwienie rozmaitych mitów i nieporozumień.

Prawdziwa Grecja znikła jeszcze w antyku. Roztopiła się w morzu barbarzyńskim, w tych wszystkich Rzymach, Persjach i wschodnich kultach, z których jeden ostatecznie wykosił i Grecję, i Rzym i w ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W <a title="Samochodem do Grecji" href="http://halibutt.pl/2011/07/24/samochodem-do-grecji/">podróż po Grecji </a>wziąłem do czytania najnowszą książkę Orlińskiego ?<a href="http://wo.blox.pl/2010/03/Ameryka-nie-istnieje.html">Ameryka nie istnieje</a>?. Posiłkując się Baudrillardem WO dowodzi, że Ameryka którą znamy i kochamy/nienawidzimy to tak naprawdę wytwór popkultury, że nawet Amerykanie nie mają szans się z nią zetknąć poza kinem i Disneylandem. Dość niespodziewanie dla mnie zauważyłem, że obecna Grecja również nie istnieje. To jedynie nawarstwienie rozmaitych mitów i nieporozumień.</p>
<p><span id="more-3120"></span><br />
Prawdziwa Grecja znikła jeszcze w antyku. Roztopiła się w morzu barbarzyńskim, w tych wszystkich Rzymach, Persjach i wschodnich kultach, z których jeden ostatecznie wykosił i Grecję, i Rzym i w ogóle cały antyk.</p>
<div id="attachment_3128" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0480-Small.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Monemvasia"><img class="size-medium wp-image-3128" title="Monemvasia" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0480-Small-150x99.jpg" alt="Monemvasia" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Monemwazja</p></div>
<p>Druga Grecja, ta chrześcijańska, to już tak naprawdę Imperium Romanum, tyle że z greką jako językiem urzędowym i z Christosem Pantokratorem jako uzasadnieniem boskiej władzy kolejnych cesarzy. Trzymała się dość dziarsko w Konstantynopolu, a nawet i w dzisiejszej Grecji (Despotat Morei z malowniczą <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Monemvasia">fortecą w Monemwazji</a>, &#8222;<a href="http://blog.holidaycheck.pl/europa/grecja/monemwazja-na-greckim-gibraltarze/">Gibraltarem wschodu</a>&#8222;, istniał jeszcze przez kilkadziesiąt lat po zdobyciu miasta nad Bosforem przez Turków). Drugi upadek Grecji był szybszy, ale i mniej bolesny. Z dawnego narodu kupców, pasterzy owiec, hodowców oliwek, polityków i filozofów przez czasy osmańskie przetrwał naród pasterzy owiec i hodowców oliwek. Nie zrozumcie mnie źle, Polacy są narodem chłopów i nie ma w tym nic złego. I tak jak nam się wydaje, że naszymi przodkami byli Batory, Mickiewicz i Kościuszko a faktycznie byli nimi Jakub Szela i ewentualnie Boryna, tak Grecy wmawiają wszystkim, że są potomkami Arystotelesa, Demostenesa, Fidiasza i Leonidasa, a tak naprawdę są potomkami ? w najlepszym razie ? Aleksisa Zorby.</p>
<div id="attachment_3126" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0424-Small1.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Budowanie antyku"><img class="size-medium wp-image-3126" title="Budowanie antyku" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0424-Small1-150x99.jpg" alt="I Ty zbudujesz własną świątynię Asklepiosa" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">I Ty zbudujesz własną świątynię Asklepiosa</p></div>
<p>Wmawiają więc wszystkim te korzenie antyczne, choć z antycznymi Grekami mają mniej więcej tyle samo wspólnego co, za przeproszeniem, mieszkańcy tureckiej Anatolii. Widać to choćby po pomnikach. Te dotyczące antyku, upamiętniające sławne bitwy czy miejsca, pisane są dla turystów, po angielsku, niemiecku czy francusku. Te na użytek własny, rozsiane po tych wszystkich Ajos Nikolaos czy innych Zaridis w głębi lądu, dotyczą niemal wyłącznie historii najnowszej: wojen bałkańskich, drugiej wojny światowej i wojny domowej. To jest ta historia żywa Greków, nie Zeus z wesołą gromadką i akademia tlenionego Platona. Ale nic straconego, jeśli ruiny asklepejonu są zbyt mało wyraziste, kolumny można odbudować, świątynia będzie jak nowa. I równie prawdziwa, co warszawska starówka.</p>
<div id="attachment_3121" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0350-Small.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Aleks Macedoński"><img class="size-medium wp-image-3121" title="Aleks Macedoński" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0350-Small-150x99.jpg" alt="W Macedonii mają większego" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">W Macedonii mają większego</p></div>
<p>To stąd też biorą się nieustające kłótnie Grecji z Macedonią (aka FYROM aka Skopia). Po prostu jeśli świat uzna, że nie tylko Grecy mają prawo do schedy po antyku, współczesna Grecja straci rację bytu. Choć, nawiasem mówiąc, może to być też konflikt czysto maczistowski: w Salonikach stoi pomnik Aleksandra Wielkiego, ale ten w Skopie jest dużo większy. A przecież <a href="https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1376245004392.47857.1179864603&amp;type=1">Gorgeous Balkan Man</a> (TM, z pozdrowieniami dla A.) nie może znieść, by sąsiad miał większego. Aleksandra.</p>
<div id="attachment_3127" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0450-Small.jpg" rel="lightbox[3120]" title="Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee"><img class="size-medium wp-image-3127" title="Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/07/DSC_0450-Small-150x99.jpg" alt="Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Turkish-Greek-Serbian-Macedonian Coffee</p></div>
<p>Grecja nie istnieje też na jeszcze jeden sposób: kulinarny. Gdzieś przez Węgry i Ukrainę biegnie niewidzialna linia, na południe od której pija się kawę na sposób turecki. Nie chodzi tu o picie naszej zalewajki (zbrodnia!) a o zmieloną na pył kawę parzoną w tygielku, możliwie na gorącym piasku, czasem z dodatkiem kardamonu lub innych przypraw. Dziedzictwo osmańskie powoduje, że od Segedynu po Lwów i od Zagrzebia po Spartę można się napić dobrej kawy, z grubsza tej samej co w Egipcie, Maroku czy Iraku. Każdy bałkański naród nazywa ją po swojemu. Jednak jeśli w Macedonii zamiast kawy ?makedonski? zamówimy ?turski?, nic się strasznego nie stanie. W Grecji to nie do pomyślenia. Kawa to rdzennie grecki wynalazek, nie można kalać jej podejrzeniem o niegodne pochodzenie. Jeszcze ktoś by pomyślał, że greckie tzatziki to <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cac%C4%B1k">turecki cacik</a>, że bifteki to turecki befsztyk a kempap to nic innego jak szisz-kebab, popularny od pogranicza mongolskiego po Słowenię.</p>
<p>Skoro o knajpach mowa, te lokalne także przywodzą na myśl Turcję. Nie chodzi jednak o kuchnię a o model biznesowy. W Konstantynopolu widywałem knajpki z trzema stolikami zatrudniające najmarniej z 10 osób. Jednego głównego naganiacza, dwóch pomocników, kilku kelnerów, kucharza, a do tego samego właściciela. Wszyscy oni w teorii powinni wyżywić się z knajpy, w której w najlepszym razie zmieści się ośmioro gości. Podobnie funkcjonuje to w Grecji. Greckie Tawerny nadal istnieją, mimo kryzysu. Jednak próżno w nich szukać czegokolwiek do jedzenia. Cała rodzina oficjalnie żyje z tawerny, w której nie ma gości, więc nie opłaca się nikomu robić zapasów półproduktów. Stęskniony za kawałkiem mięcha zamówiłem w jednej z nich <a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/87/Souvlaki-plate.jpg">souvlaki</a>. ?Nie ma?. To może kebaba? ?Nie ma?. A co jest? ?Nooo? cziken?. Dostałem w końcu upieczoną ćwiartkę kurczaka. Dwa piętra niżej po podwórku biegało kilkunastu kumpli mojego czikena. ? Przecież knajpy prowadzą we własnych domach, więc czynszu płacić nie muszą, a zawsze to jakaś działalność w którą można koszty wpuścić ? tłumaczy przygodnie poznany Greko-Kanadyjczyk.</p>
<p>Ta iluzoryczna gospodarka obejmuje cały kraj, nie tylko tawerny czy kafenejony. W każdej dechami zabitej dziurze, Agios Nikolaos czy Agia Margarita, działają przynajmniej trzy stacje benzynowe. Czasem Shell działa nie dalej jak 20 metrów od Agipa czy BP, czasem dzieli je szerokość ulicy. Co ciekawe rozpiętość cenowa paliw jest całkiem spora, od 1,412 euro po 1,579 euro za litr diesla (ceny litra podają z dokładnością do tysięcznych). Dlaczego więc droższe stacje nadal funkcjonują, czemu jeszcze nie splajtowały? ?Bo jak nie kupię droższej ropy u Papadopoulosa, to jego stryj nie zamówi oliwek u mojej ciotki tylko u stryjka Konstantinosa, a wtedy wujek Giorgios nie będzie miał?? ? i tak dalej. Gospodarka klanowa, jak w Hindukuszu czy na Kaukazie.</p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/08/14/grecja-nie-istnieje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Toast na 4 czerwca</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/05/28/toast-na-4-czerwca/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/05/28/toast-na-4-czerwca/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 May 2011 05:00:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[4 czerwca]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[święto]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3065</guid>
		<description><![CDATA[Mało mamy radosnych świąt. Dlatego od kilku już lat hucznie świętuję 4 czerwca, rocznicę pierwszych wyborów. I nie tylko ja.
O tym, że 11 listopada średnio się nadaje na zabawę w plenerze wie chyba każdy, 3 maja niestety też bywa pluszasty. Zresztą jak tu cieszyć się i radować z konstytucji, którą paru szlachciurów sobie uchwaliło, obowiązywała nieco ponad rok i w zasadzie niewiele zmieniła w historii naszej wspaniałej ojczyzny poza polepszeniem nastroju potomnym. Jeśli już mielibyśmy świętować rocznice, z którymi nieco więcej mamy wspólnego, to może traktat ryski (ostatnia wojna bezsprzecznie ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/03/07/3031/' rel='bookmark' title='Jak dobrze być z Zachodu'>Jak dobrze być z Zachodu</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mało mamy radosnych świąt. Dlatego od kilku już lat hucznie świętuję 4 czerwca, rocznicę pierwszych wyborów. I nie tylko ja.<span id="more-3065"></span></p>
<p>O tym, że 11 listopada średnio się nadaje na zabawę w plenerze wie chyba każdy, 3 maja niestety też bywa pluszasty. Zresztą jak tu cieszyć się i radować z konstytucji, którą paru szlachciurów sobie uchwaliło, obowiązywała nieco ponad rok i w zasadzie niewiele zmieniła w historii naszej wspaniałej ojczyzny poza polepszeniem nastroju potomnym. Jeśli już mielibyśmy świętować rocznice, z którymi nieco więcej mamy wspólnego, to może traktat ryski (ostatnia wojna bezsprzecznie wygrana przez nas), ale znów &#8211; 18 marca to deszcz i ziąb. 8 maja odpada z oczywistych względów, nasza obecna konstytucja jakoś wielkich emocji nie wzbudza, wstąpienie do UE albo NATO posobnie (choć powinno).</p>
<div id="attachment_3073" class="wp-caption alignright" style="width: 117px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/06/Gary-Cooper_95223a.jpg" rel="lightbox[3065]" title="Gary-Cooper"><img class="size-medium wp-image-3073" title="Gary-Cooper" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/06/Gary-Cooper_95223a-107x150.jpg" alt="Plakat Solidarności z 1989" width="107" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Plakat Solidarności z 1989</p></div>
<p>Zresztą  nie ważna data. Holendrzy mają swój Dzień Królowej 30   kwietnia, choć  królowa Beatrix urodziła się w styczniu. Oficjalne   wyjaśnienie? Nooo&#8230;  matka królowej urodziła się w kwietniu, a przecież   jej szacunek też się  należy. Ale po cóż przenosić obchody 11 listopada na sierpień, skoro 4 czerwca świetnie spełnia warunki?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dlaczego by więc nie świętować rocznicy pierwszych wolnych wyborów? Większość z nas je pamięta, ludzie którzy zapewnili nam wtedy zwycięstwo nadal są wśród nas, Polska zwyciężyła wtedy bezkrwawo i jednoznacznie. Więc czemu by nie świętować tej daty tak, jak w dwudziestoleciu świętowano 11 listopada &#8211; który przecież dla większości ludzi nie był wtedy odległą rocznicą a żywym wspomnieniem z własnego życia.</p>
<p>Świętujmy więc. Ludowo, ludycznie, bez zadęcia, bez odsłaniania tablic, święcenia Skwerów Imienia, bez akademii na cześć i <a href="http://boli.blog.pl/lux-198terna,15305777,n">dramatycznej muzyki podkładanej pod wydanie specjalne</a> w TVN24. Bo wiecie, jak się tak usiądzie z kieliszkiem szampana w letnim słońcu,  przymknie oczy, wyłączy radio&#8230; to wniosek po chwili nasuwa się  banalnie oczywisty. <a href="http://www.oecdbetterlifeindex.org/countries/poland/" target="_blank">Udała nam się ta Polska</a>, kochani. I za to <a href="http://www.facebook.com/event.php?eid=147624551978151&amp;ref=notif&amp;notif_t=event_invite">wypijmy</a>.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/03/07/3031/' rel='bookmark' title='Jak dobrze być z Zachodu'>Jak dobrze być z Zachodu</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/05/28/toast-na-4-czerwca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia pewnego hotelu</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/03/10/historia-pewnego-hotelu/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/03/10/historia-pewnego-hotelu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Mar 2011 13:04:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[itineraria]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[hotel]]></category>
		<category><![CDATA[odessa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3039</guid>
		<description><![CDATA[Marmurowe schody i posadzki dawno już popękały, ale ślady dawnej chwały hotelu widać jeszcze wyraźnie. Bywali tu Czechow, Majakowski, Stanisławski i Isadora Duncan, w późniejszych czasach zatrzymywał się tu także Wysocki.
Natalia Iwanowna siedzi w recepcji hotelu ?Pasaż? od rana o wieczora. Rozwiązuje krzyżówki i pije herbatę. Z wykształcenia jest wuefistką, ale z pensji nauczycielskiej by w Odessie nie wyżyła, bo to jedno z droższych miast na Ukrainie. Każde zdanie zaczyna od przeciągłego ?nu?, tak się w Odessie mówiło jeszcze przed rewolucją, w lepszych czasach. Dziś żydowska czy grecka ruszczyzna nadal ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/04/28/piosenka-na-dzis/' rel='bookmark' title='Piosenka na dziś'>Piosenka na dziś</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Marmurowe schody i posadzki dawno już popękały, ale ślady dawnej chwały hotelu widać jeszcze wyraźnie. Bywali tu Czechow, Majakowski, Stanisławski i Isadora Duncan, w późniejszych czasach zatrzymywał się tu także Wysocki.</p>
<p>Natalia Iwanowna siedzi w recepcji hotelu ?Pasaż? od rana o wieczora. Rozwiązuje krzyżówki i pije herbatę. Z wykształcenia jest wuefistką, ale z pensji nauczycielskiej by w Odessie nie wyżyła, bo to jedno z droższych miast na Ukrainie. Każde zdanie zaczyna od przeciągłego ?nu?, tak się w Odessie mówiło jeszcze przed rewolucją, w lepszych czasach. Dziś żydowska czy grecka ruszczyzna nadal trwa, choć w mieście nie ma już niemal ani Greków, ani Żydów. ? No, praca jak każda inna. No, klientów mało, ale remont trwa, niektóre pokoje już ładne są. No, weźcie klucz i pokój na drugim piętrze, winda działa ? mówi.<span id="more-3039"></span></p>
<p>Winda faktycznie działa: wewnątrz spirali marmurowych schodów drewniane pudło ze stukotem kursuje w górę i w dół. Dawniej chroniła je kuta w żeliwne kwiaty krata, jednak przy ostatnim remoncie zastąpiło ją zwykłe ogrodzenie z siatki. Ostatni remont? Tabliczka znamionowa windy wspomina rok 1963.</p>
<div id="attachment_3043" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0278.jpg" rel="lightbox[3039]" title="Hotel Pasaż"><img class="size-medium wp-image-3043" title="Hotel Pasaż" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0278-150x99.jpg" alt="Hotel Pasaż, widok od strony ulicy o zachodzie słońca" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Hotel Pasaż, róg Preobrażeńskiej i Deribasowskiej</p></div>
<h2>Południowa stolica</h2>
<p>Port nad Morzem Czarnym założyła <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Catherine_the_Great" target="_blank">Katarzyna II</a> w 1795, w rok po odebraniu przez Rosję tych ziem Turcji. W ciągu dwudziestu lat miasto z małej wioski mołdawskich osadników urosło do dwudziestotysięcznego centrum handlu wszystkim, co świat miał do zaoferowania imperium Romanowych. Jego pierwszym burmistrzem był książe de Richelieu, polityczny uchodźca z rewolucyjnej Francji. To on zaprojektował miasto i to dzięki niemu zasiedlili je przedsiębiorcy z całego świata. W XIX wieku największe grupy stanowili Grecy, Żydzi, Włosi i Francuzi. Dopiero za nimi plasowali się Rosjanie, Polacy i pewnie z setka innych narodowości.</p>
<p>Odessa miała stać się dla południa Rosji tym, czym Petersburg dla północy: centrum importu, eksportu i wymiany. A handlowcy i dyplomaci potrzebowali hotelu na poziomie, miejsca, w którym dobrze się będzie pokazać kontrahentom. Taki był ówczesny sposób prowadzenia interesów. Przed pierwszą wojną światową Icchak Tenenbaum handlował łódzkimi tkaninami i wyrobami stalowymi z Zagłębia. Gdy jechał do Odessy z towarem, zatrzymywał się w najdroższym hotelu, wynajmował najlepiej wyglądającą dorożkę, orkiestrę i przywdziewał najlepszy frak. Tak wystrojony udawał się do gmachu giełdy. ? Ojciec mówił mi, że chodziło o to, by już z daleka wszyscy wiedzieli, że ?Oho, to Tenenbaum przyjechał, stać go na to wszystko, więc można mu dać kredyt? ? wspominał w wiele lat później jego syn, Stanisław Tarczyński.</p>
<p>W końcu XIX wieku takiego hotelu w mieście brakowało. Swoją szansę dostrzegł w tym zamożny żydowski handlowiec, jak głosił jego bilet wizytowy, ?<em>kupiec  Pierwszej Gildii, mistrz fachu kupieckiego, członek Komisji Kontroli Chleba przy odeskiej giełdzie, wspomożyciel Szkoły Terminatorów Rzemieślniczych, wielce szanowny Efraim Jakowlewicz Mendelewicz</em>?.</p>
<h2>Remont na bogato</h2>
<p>Prace zaczęły się wiosną 1897 roku, a już w rok później hotel i przylegający doń pasaż handlowy zostały otwarte dla gości. Budynek stanął w samym sercu Odessy, u zbiegu Preobrażeńskiej i Deribasowskiej, która od początku istnienia miasta jest jego głównym deptakiem i centrum handlowym. O rzut kamieniem stąd stoi prawosławna Katedra Przemienienia Pańskiego, blisko stąd do linii kolejowej, portu i budynku giełdy.</p>
<p>Do hotelu przylega sam Pasaż, bogato zdobiona, eklektyczna galeria handlowa, najbardziej luksusowe miejsce Odessy w początkach wieku. Nieprzypadkowo to tutaj właśnie, pod girlandami stiukowych kwiatów i alegorycznych płaskorzeźb, otworzyła swój sklep rodzina Fabergé, znana dzięki bogato zdobionym jajom tworzonym dla carskiego dworu. Równie dobre miejsca dla najdroższej biżuterii w Europie firma znalazła jedynie w Petersburgu, Moskwie, Paryżu i Londynie. Mimo sporej konkurencji hotel i pasaż zyskały ogromną popularność. Na tyle dużą, że już w 1909 roku jego pierwszy właściciel Efraim Mendelewicz przeprowadził się do nowego pałacu przy ulicy Marazli (później Engelsa, Marazliewskiej, znów Engelsa i na powrót Marazliewskiej), odeskim odpowiedniku warszawskich Alej Ujazdowskich. Tuż koło pałacu Kniaziów Woroncowych, kilka minut spacerkiem od gmachu opery.</p>
<p>Dziś jednak poza architekturą niewiele przypomina o dawnym przepychu pasażu. Zabrakło pieniędzy na wymianę stłuczonych szyb w przeszklonym dachu, więc światło wpadające do środka jest przydymione i żółte od plastikowych paneli, którymi zastąpiono ubytki. Butik Fabergé po rewolucji zamieniono na magazyn, później podzielono na mieszkania, a dziś mieszczą się w nim sklep z turecką bielizną i stoisko z pamiątkami. Choć Odessa z Ukrainą nie ma wiele wspólnego a ulica mówi po rosyjsku, w sklepie matrioszki i wojskowe uszanki sąsiadują z ukraińskimi haftowanymi koszulami i ręcznikami made in China. To się sprzedaje, i to nieźle.</p>
<h2>Nie otwierać!</h2>
<p>?Pasaż? nadal się jednak trzyma. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności po rewolucji nie zamieniono go na biura ani mieszkania. W początkach drugiej wojny światowej mieścił sztab jednej z dywizji strzeleckich, jednak do dziś przetrwał jako hotel. Na każdym piętrze długie korytarze z nieco falującą podłogą. Odessę zbudowano w większej części z piaskowca wydobywanego wprost spod miasta. Z czasem jednak sieć podziemnych tuneli i jaskiń zaczęła się zapadać i większość historycznych budynków nieco osiada. Długie rzędy ręcznie zdobionych drzwi do numerów, gdzieniegdzie ogromne lustro w złoconej ramie lub okno do pomieszczenia, które kiedyś służyło etażnoj ? piętrowej.</p>
<div id="attachment_3044" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0203.jpg" rel="lightbox[3039]" title="Parter hotelu"><img class="size-medium wp-image-3044" title="Parter hotelu" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0203-150x99.jpg" alt="Parter hotelu, widok holu ze schodów prowadzących na piętro, po lewej klatka windy, na wprost u dołu schodów kilka stolików kawiarnianych" width="150" height="99" /></a><p class="wp-caption-text">Parter hotelu. Stoliki w stylu paryskim, ale kawy ani gazet się nie zamówi</p></div>
<p>W całym dawnym ZSRR jeszcze do niedawna funkcjonowała instytucja pań odpowiadających za stan każdego piętra w budynku. W czasach carskich piętrowi nadzorowali całą armię pokojowych, służących, kąpielowych i pikolaków. Później, po rewolucji, etażne (niemal wyłącznie kobiety) zajmowały się już tylko wymianą pościeli, sprzedażą herbaty i donoszeniem na gości do służb specjalnych. W ostatnich latach większość hoteli pozbyła się etażnych. ? Kryzys, to co się dziwić, że ludzi zwalniają. A u etażnej wszystko można było kupić albo załatwić, od tego była ? mówi stały bywalec ?Pasażu? Siergiej S., działacz studencki z Kijowa.</p>
<p>W pokojach ledwie widać ślady dawnej świetności. Łóżka i szafki z lat 60., w miejscu wanny na lwich nóżkach ? tańsza wersja bez ozdób z czasów wczesnego Chruszczowa. Kran taki sam, jak w każdym sowieckim bloku, taka sama obtłuczona umywalka, w przedpokoju niedająca się zamknąć szafa na ubrania, tkane tapety zaklejono tanimi, papierowymi. Najtańsza szara wykładzina biurowa, za to pod nią ? prawdziwy dębowy parkiet, z czterech klepek można by zbudować stolik do kawy, z ośmiu ? stół dla sporej rodziny.</p>
<p>Oryginalne są też okna, z mnóstwem małych szybek ręcznie wpasowywanych w odpowiednie miejsca, a każda z kilkoma zatrzaskami i zawiasami, by można było otwierać je niezależnie. Lata w Odessie bywają upalne. Teraz jednak jest środek zimy, za oknem mróz i śnieg a okna mają już grubo ponad sto lat, więc uszczelniono je podartym kocem. Między szybami kartka ?nie otwierać!?.</p>
<h2>Mieszkania zamiast biżuterii</h2>
<p>Na pierwszym piętrze w końcu korytarza przejście do restauracji. Kiedyś na pięterku mieściła się jedna z droższych w mieście cukierni, a na parterze, z oknami wychodzącymi na pasaż ? restauracja hotelowa. Dziś jest to prywatna knajpa z kuchnią gruzińsko-meksykańsko-ogólnosowiecką. Rolę hotelowej knajpki gdzie podaje się śniadania spełnia dziś kafejka internetowa. Między komputerami wciśnięte kilka stołów, pani Swietłana wrzuca na plastikowy talerz dwie kromki rozmiękniętego chleba z mikrofalówki i jajko na twardo. Do wyboru lipton z torebki lub kawa z automatu.</p>
<p>W połowie lat 90. hotel na powrót sprywatyzowano. Nie do końca jednak wiadomo kto jest jego właścicielem, tak to już na Ukrainie bywa, że czasem lepiej się nie afiszować. Jeden ze stolików między komputerami na stałe zajmuje Łysy. Na oko pięćdziesięcioletni, ciemna karnacja, czarna skórzana kurtka, czarna koszula, złoty łańcuch na szyi, buty z długimi noskami. Z daleka widać, że biznesmen. Całe dnie załatwia jakieś interesy z kolegami lub po prostu siedzi i wgapia się w Swietłanę. Jest na co popatrzeć, gdyby urodziła się na zachodzie pewnie byłaby modelką. Na Łysego zwykle nie zwraca uwagi, czasem tylko wspomni, że ?reszty nie ma, ale może ajent będzie miał rozmienić? i wskaże go czubkiem głowy.</p>
<div id="attachment_3045" class="wp-caption alignright" style="width: 109px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0144.jpg" rel="lightbox[3039]" title="Podłoga faluje"><img class="size-medium wp-image-3045" title="Podłoga faluje" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/DSC_0144-99x150.jpg" alt="Korytaż na pierwszym piętrze, długie rzędy drzwi po obu stronach, dębowy parkiet, wydeptany chodnik" width="99" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Korytarz drugiego piętra</p></div>
<p>Architektem całego kompleksu był rosyjski Polak, Leon (Lew) Włodek, jeden z założyciel Imperialnego Towarzystwa Inżynierów i Architektów. Jako jeden z pierwszych w całym imperium zaczął eksperymentować z secesją. W Odessie zamieszkał już w połowie lat 60. XIX wieku i został jednym z najważniejszych architektów miasta. Niewiele jego dzieł przetrwało jednak do naszych czasów. Choć Odessa uniknęła w większości zniszczeń wojennych, Włodek specjalizował się w budynkach użyteczności publicznej, które z jednakowym zapamiętaniem niszczyli zarówno bolszewicy, jak i faszyści. Fasadę zajezdni tramwajów parowych skuto jeszcze w latach 30., dworzec parowców zbombardowali Niemcy w 1941, a dawną siedzibę Instytutu Głuchych i Głuchoniemych przebudowała niedawno w wersji ?na bogato? jej nowa właścicielka, firma o romantycznej nazwie ?Czornomorpromsantechmontaż?.</p>
<p>Remont czeka też kompleks Pasażu. ? Pomyśl tylko, jakbyście taką perełkę mieli na zachodzie, to byście o nią dbali, remontowali, a u nas? Sam zobacz, ta podłoga ma ze sto lat ? mówi Siergiej S. wskazując z obrzydzeniem przepiękny dębowy parkiet. ? No przecież się remontujemy, mamy już kilkanaście pokoi ?wyższego sortu?, nawet okna wymienione na plastikowe są, i podłogi nowe ? wchodzi mu w słowo Natalia Iwanowna zza wykładanego sprowadzanym z Włoch marmurem kontuaru. Rzuca komuś wychodzącemu rytualne ?zachaditie jeszczio?, po czym wraca do dziubania widelcem suszonej ryby, bo co tu robić w hotelu, w którym na sto pokoi nocuje sześcioro gości.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2002/04/28/piosenka-na-dzis/' rel='bookmark' title='Piosenka na dziś'>Piosenka na dziś</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/03/10/historia-pewnego-hotelu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak dobrze być z Zachodu</title>
		<link>http://halibutt.pl/2011/03/07/3031/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2011/03/07/3031/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Mar 2011 11:44:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[Białoruś]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[solidarność]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=3031</guid>
		<description><![CDATA[Na Białorusi 19 grudnia odbyły się kolejne pseudowybory prezydenckie. W Warszawie pod białoruską ambasadą zebrało się kilkadziesiąt osób, do tego drugie tyle dziennikarzy. Pokrzyczeli, popstrykali zdjęcia, rozeszli się do domów. Polska zapomniała o nich jeszcze tego samego wieczora. I tak powinno być.
Kilka lat temu Muzeum Powstania Warszawskiego wydało drukiem wspomnienia alianckich lotników biorących udział w lotach z zaopatrzeniem dla walczącej stolicy w 1944 roku. Podczas promocji książki jeden z nich, obecnie emerytowany generał lotnictwa Południowej Afryki, wspominał, że zdaje sobie sprawę, że większość z zasobników z bezcenną bronią, lekami i ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/08/03/jalta-jest-dobrze/' rel='bookmark' title='Jalta: Jest dobrze'>Jalta: Jest dobrze</a></li>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/10/16/oburzeni-demonstracja/' rel='bookmark' title='Stu gniewnych ludzi'>Stu gniewnych ludzi</a></li>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/05/28/toast-na-4-czerwca/' rel='bookmark' title='Toast na 4 czerwca'>Toast na 4 czerwca</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na Białorusi 19 grudnia odbyły się kolejne pseudowybory prezydenckie. W Warszawie pod białoruską ambasadą zebrało się kilkadziesiąt osób, do tego drugie tyle dziennikarzy. Pokrzyczeli, popstrykali zdjęcia, rozeszli się do domów. Polska zapomniała o nich jeszcze tego samego wieczora. I tak powinno być.<span id="more-3031"></span></p>
<p>Kilka lat temu Muzeum Powstania Warszawskiego wydało drukiem wspomnienia alianckich lotników biorących udział w lotach z zaopatrzeniem dla walczącej stolicy w 1944 roku. Podczas promocji książki jeden z nich, obecnie emerytowany generał lotnictwa Południowej Afryki, wspominał, że zdaje sobie sprawę, że większość z zasobników z bezcenną bronią, lekami i amunicją spadła na tereny zajęte przez Niemców. Ze łzami w oczach odpowiedział mu jeden z weteranów z AK, że tak naprawdę to nie broń była najważniejsza. Dużo ważniejszy był widok alianckich samolotów nad Warszawą, dowód, że nie jesteśmy sami.</p>
<div id="attachment_3032" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/112069212_74e5848ecf_b.jpg" rel="lightbox[3031]" title="Solidarni z Białorusią, fot. Kasia Jot"><img class="size-medium wp-image-3032" title="Solidarni z Białorusią, fot. Kasia Jot" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2011/03/112069212_74e5848ecf_b-150x100.jpg" alt="Solidarni z Białorusią, fot. Kasia Jot" width="150" height="100" /></a><p class="wp-caption-text">Solidarni z Białorusią, fot. Kasia Jot</p></div>
<p>Widać taki już los społeczeństw cierpiących, że chwytają się każdej nadziei, każdego pocieszenia. W balladzie o Janku Wiśniewskim z goryczą śpiewaliśmy, że ?świat się dowiedział, nic nie powiedział?, ale też w latach 80. opozycyjna prasa donosiła o każdym śladzie poparcia ze strony społeczeństw Zachodu. W głowach obywateli PRL demonstracje solidarnościowe na Placu Gwiazdy w Paryżu czy pod polską ambasadą w Londynie wyglądały tak, jak nasze demonstracje w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego: tłumne, masowe, z petardami, flagami i transparentami. Tymczasem zazwyczaj uczestniczyło w nich po kilkadziesiąt, kilkaset osób, z czego większość i tak stanowiła Polonia, a resztę &#8211; dziennikarze. Byle zadyma kibiców piłkarskich jest w stanie zebrać więcej uczestników.</p>
<p>Nawet nasze, środkowoeuropejskie demonstracje lat 80. były w świecie pewnym wyjątkiem, pewnym wynaturzeniem. W ?Zrób sobie raj? Mariusz Szczygieł opisuje wydarzenia Aksamitnej Rewolucji oczyma jednego z jej uczestników. ? Jechałem wtedy tramwajem i widziałem na własne oczy te nieprzebrane tłumy na Placu Wacława ? opowiada jeden z rozmówców polskiego dziennikarza. I co, przyłączył się do radosnego tłumu chcącego obalić neostalinowską dyktaturę? A skąd, przecież to środek tygodnia, spieszył się do pracy.</p>
<p>O niedawnej demonstracji poparcia dla naszych wschodnich sąsiadów napisały też opozycyjne portale białoruskie. Może to i dobrze, że nie pisały o liczbie jej uczestników, w końcu nie ona się liczy. Kiedyś i Białoruś doczeka się demokratycznych wyborów i tego, co my już dziś uważamy za normalność. Wtedy Białorusini będą mogli legalnie zebrać się pod ambasadą na przykład Chin i wyrazić poparcie dla walki o prawa Tybetańczyków. Zapewne przyjdzie ich kilkudziesięciu. A następnego poranka Białoruś obudzi się do codziennej pracy i zapomni o Tybecie, Birmie czy Wenezueli. I tak powinno być.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/08/03/jalta-jest-dobrze/' rel='bookmark' title='Jalta: Jest dobrze'>Jalta: Jest dobrze</a></li>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/10/16/oburzeni-demonstracja/' rel='bookmark' title='Stu gniewnych ludzi'>Stu gniewnych ludzi</a></li>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/05/28/toast-na-4-czerwca/' rel='bookmark' title='Toast na 4 czerwca'>Toast na 4 czerwca</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2011/03/07/3031/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Powstanie, czyli business as usual</title>
		<link>http://halibutt.pl/2010/10/14/powstanie-czyli-business-as-usual/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2010/10/14/powstanie-czyli-business-as-usual/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 13 Oct 2010 23:30:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[powstanie warszawskie]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=2818</guid>
		<description><![CDATA[O krwawo przegranych powstaniach uczy się u nas dzieci, o wygranych albo mówi się mało (wielkopolskie), albo wcale (sejneńskie). Polski kult moralnych zwycięstw (czyli krwawych porażek) śmieszy mnie i przeraża zarazem. Nie różnię się pod tym względem od większości moich znajomych. Jednak w toczącej się nieprzerwanie od 66 lat dyskusji na temat sensu wybuchu powstania warszawskiego chciałbym zgłosić moje zdanie odrębne. Odnoszę bowiem wrażenie, że większość krytyków powstania w najlepszym razie miesza porządki.
I.
Jestem warszawiakiem z krwi i kości, kocham moje miasto, znam je od podszewki, Warszawa pasjonuje mnie i zadziwia. ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/06/25/ukraina-jadro-ciemnosci/' rel='bookmark' title='Hic sunt leones, czyli o Ukrainie w &#8222;Jądrze ciemności&#8221;'>Hic sunt leones, czyli o Ukrainie w &#8222;Jądrze ciemności&#8221;</a></li>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/06/29/zlo-niezrozumiale-czyli-o-dzienniku-roku-zarazy/' rel='bookmark' title='Zło niezrozumiałe, czyli o &#8222;Dzienniku roku zarazy&#8221;'>Zło niezrozumiałe, czyli o &#8222;Dzienniku roku zarazy&#8221;</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O krwawo przegranych powstaniach uczy się u nas dzieci, o wygranych albo mówi się mało (wielkopolskie), albo wcale (sejneńskie). Polski kult moralnych zwycięstw (czyli krwawych porażek) śmieszy mnie i przeraża zarazem. Nie różnię się pod tym względem od większości moich znajomych. Jednak w toczącej się nieprzerwanie od 66 lat dyskusji na temat sensu wybuchu powstania warszawskiego chciałbym zgłosić moje zdanie odrębne. Odnoszę bowiem wrażenie, że większość krytyków powstania w najlepszym razie miesza porządki.</p>
<h3><span id="more-2818"></span>I.</h3>
<p>Jestem warszawiakiem z krwi i kości, kocham moje miasto, znam je od podszewki, Warszawa pasjonuje mnie i zadziwia. Jako miłośnik kiczowatej (przynajmniej dla tzw. specjalistów) architektury od lat zaczytuję się w książkach pokazujących <a href="http://www.warszawa1939.pl/" target="_blank">Warszawę, której już nie ma</a>: secesyjną, eklektyczną, gotycyzującą, monumentalistyczną wreszcie. Podczas spacerów po mieście często łapię się na tym, że więcej mogę powiedzieć o domu, który kiedyś stał na mijanej parceli, niż o tym, który stoi tam obecnie. Dlatego niszczenie mojego miasta &#8211; zarówno przez Niemców, jak i później przez Czerwonego &#8211; uważam za zbrodnię niewybaczalną, bo nienaprawialną.</p>
<p>Od lat fascynuje mnie folklor tego miasta, które istnieje dziś jedynie na zdjęciach. O wiele bliżej mi do czwartkowych wycieczek <a href="http://teksty.org/Stanis%C5%82aw_Grzesiuk,Bal_na_Gnojnej" target="_blank">do Grubego Joska </a>na flaki z pulpetami zapiekane pod serem (w przyziemiu Rynkowej 7, <a href="http://wawa2010.pl/piosenki/bal-na-gnojnej/" target="_blank">bywali tam m.in.</a> Wieniawa i Skamandryci), niż do dzisiejszych piątkowych wypadów do Organzy czy 55. Jedyną książką, jaka w ostatnich 15 latach doprowadziła mnie niemal do łez były &#8222;Wspomnienia o warszawskich knajpach&#8221; Wiesława Wiernickiego &#8211; niesamowity opis knajpianego życia przed wojną, w jej trakcie &#8211; i jego mordowania przez komunistów w pierwszych latach po 1945 roku.</p>
<div id="attachment_2839" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2010/08/Bundesarchiv_Bild_146-1996-057-10A_Warschauer_Aufstand_Soldat_mit_Flammenwerfer.jpg" rel="lightbox[2818]" title="11 września 1944 / Fot. Bundesarchiv, Bild 146-1996-057-10A / Schremmer / CC-BY-SA"><img class="size-medium wp-image-2839" title="11 września 1944 / Fot. Bundesarchiv, Bild 146-1996-057-10A / Schremmer / CC-BY-SA" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2010/08/Bundesarchiv_Bild_146-1996-057-10A_Warschauer_Aufstand_Soldat_mit_Flammenwerfer-150x107.jpg" alt="11 września 1944 / Fot. Bundesarchiv, Bild 146-1996-057-10A / Schremmer / CC-BY-SA" width="150" height="107" /></a><p class="wp-caption-text">11 września 1944 / Fot. Bundesarchiv, Bild 146-1996-057-10A / Schremmer / CC-BY-SA</p></div>
<h3>II.</h3>
<p>Na temat Burzy, powstania warszawskiego i w ogóle drugiej wojny światowej przeczytałem dużo więcej, niż przeciętny zjadacz chleba. Zdaję sobie sprawę z nieustającego konfliktu o sens powstania, o celowość rozpoczynania regularnej bitwy w samym sercu niegdyś milionowego miasta. I chyba po latach rozmyślań na ten temat w końcu zdecydowałem się na miejsce po jednej ze stron barykady.</p>
<p>Polskie państwo podziemne zastosowało genialny w swojej prostocie manewr. Już w swym dziecięctwie, jeszcze w 1939 roku uznało, że niemiecka okupacja Polski jest nielegalna. Tak zwyczajnie nielegalna, jak nielegalny jest zabór mienia, gwałt czy zabójstwo. To dlatego równolegle ze strukturami wojskowymi powstawały struktury cywilne. Potajemne szkoły, sekretne uniwersytety, tajne sądy wreszcie orzekające w zasadzie wedle przedwojennego prawa. Niemieckiego konfidenta nie mordowało się po prostu na ulicy (jak to miało miejsce we Francji, Jugosławii czy gdzie indziej), w sporej większości wypadków musiał być najpierw skazany prawomocnym wyrokiem sądu, w którym o jego interesy dbał nawet adwokat. Oczywiście z konieczności takie procesy odbywały się in absentia, ale i tak rządy prawa wyróżniały okupowaną Polskę od innych krajów pod niemiecką czy sowiecką okupacją. Z perspektywy władz podziemia wszyscy przebywający na polskim terytorium ludzie podlegali polskiemu prawu, i za wykroczenia wobec niego mogli być pociągnięci do odpowiedzialności. Przy zachowaniu wszelkich proporcji, polskie sądy podziemne prowadziły w czasie okupacji business as usual.</p>
<h3><strong>III.</strong></h3>
<p>Krytycy decyzji o rozpoczęciu powstania często zagalopowują się w swoich wnioskach. Oskarżają osobiście Bora-Komorowskiego o zniszczenie stolicy Polski, zarzucając mu niemal sprawstwo kierownicze i zbrodnie wojenne. Cezary Michalski w <a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/MichalskiZebyPowstanienieposzlonamarne/menuid-1.html" target="_blank">ciekawym skądinąd eseju</a> o nauczce z powstania nazywa je <em>zbrodnią Niemców i Rosjan, a zbrodnią i głupotą Tadeusza Bora-Komorowskiego i dowództwa AK. </em></p>
<p>Warto spojrzeć na ten problem z perspektywy prawnej. Każdy ma prawo do obrony. Zarówno moralne, jak i dyktowane powszechnie uznawanymi zasadami współżycia międzynarodowego. Jeśli dziś władze Polski postanowią wyprowadzić wojsko na ulice (wszystko jedno w jakim celu), mają do tego prawo &#8211; i jemu podlegają. Bezprawne będzie strzelanie do tego wojska, bezprawne będzie mordowanie cywilów przez nie ochranianych, burzenie całych kwartałów ulic itd. Tyle że w 1944 to nie Bór-Komorowski et consortes mordowali Warszawę. To Niemcy i ich niechętni wspólnicy zza Wisły.</p>
<p>Problem Warszawy anno 1944 tak naprawdę nie jest bardziej skomplikowany, niż zwykła sprawa karna. Wyobraźmy sobie śliczną dziewczynę wracającą nocą z imprezy. Atakuje ją grupa bandziorów, grupka stojąca na przystanku nieopodal nie chce się mieszać. Dziewczyna broni się, ale napastnicy są zbyt silni. Oskarżanie dowódców powstania przypomina tę sytuację. To tak jakbyśmy przed sądem chcieli postawić jednocześnie napastników, obojętny tłumek z przystanku, samą dziewczynę (bo się zbrodniczo broniła), a na dokładkę barmana w knajpie (bo to on jej powiedział, że pora do domu).</p>
<p>Powstanie było klęską, tragiczną w skutkach. Na temat szans jego powodzenia możemy dyskutować do upadłego, ale na miły bóg, nie stawiajmy katów i ofiar w jednym szeregu.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/06/25/ukraina-jadro-ciemnosci/' rel='bookmark' title='Hic sunt leones, czyli o Ukrainie w &#8222;Jądrze ciemności&#8221;'>Hic sunt leones, czyli o Ukrainie w &#8222;Jądrze ciemności&#8221;</a></li>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/06/29/zlo-niezrozumiale-czyli-o-dzienniku-roku-zarazy/' rel='bookmark' title='Zło niezrozumiałe, czyli o &#8222;Dzienniku roku zarazy&#8221;'>Zło niezrozumiałe, czyli o &#8222;Dzienniku roku zarazy&#8221;</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2010/10/14/powstanie-czyli-business-as-usual/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Król Jezus Pierwszy?</title>
		<link>http://halibutt.pl/2010/10/12/krol-jezus-pierwszy/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2010/10/12/krol-jezus-pierwszy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Oct 2010 23:30:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[chrystus]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[jezus]]></category>
		<category><![CDATA[król Polski]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=2876</guid>
		<description><![CDATA[Pomysł koronowania Chrystusa na króla Najjaśniejszej przewija się w prawicowej blogosferze od kilku już lat. Wprawdzie sam zainteresowany twierdził, że królestwo jego jest nie z tego świata, ale przecież Polska to kraj na swój sposób nieziemski. Trudno byłoby jednak taką koronację przeprowadzić ze względu na problem natury prawnej: Chrystus został skazany prawomocnym wyrokiem. Można się zżymać, że koronowany na króla Jezus z Nazaretu w sali tronowej Zamku Królewskiego zastanie już Maryję Królową Polski (królującą nam od 1656 do rozbiorów, i potem znów od 1956 roku). Ale przecież to żaden problem, w ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/05/01/moj-pierwszy-maja/' rel='bookmark' title='Mój pierwszy maja'>Mój pierwszy maja</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pomysł koronowania Chrystusa na króla Najjaśniejszej przewija się w prawicowej blogosferze od kilku już lat. Wprawdzie sam zainteresowany twierdził, że królestwo jego jest nie z tego świata, ale przecież Polska to kraj na swój sposób nieziemski. Trudno byłoby jednak taką koronację przeprowadzić ze względu na problem natury prawnej: Chrystus został skazany prawomocnym wyrokiem. <span id="more-2876"></span>Można się zżymać, że koronowany na króla Jezus z Nazaretu w sali tronowej Zamku Królewskiego zastanie już Maryję Królową Polski (królującą nam od 1656 do rozbiorów, i potem znów od 1956 roku). Ale przecież to żaden problem, w polskiej tradycji prawnej królowe i tak rzadko kiedy faktycznie rządziły samodzielnie, więc Maryja mogłaby zostać na przykład królową matką.</p>
<p>Koronowanie Chrystusa w specyficzny sposób rozwiązuje też problem sukcesji i kończy ciągłe problemy z elekcją. Bo z jednej strony wprawdzie nie można się spodziewać sprowadzenia do Polski na przykład księżniczki z jakiegoś panującego w Europie rodu, ale też przedłużenie dynastii nie wydaje się konieczne, skoro nie grozi jej wygaśnięcie z powodów&#8230; powiedzmy obiektywnych.</p>
<p>Natomiast jest jeden szkopuł prawny, który należałoby najpierw rozwiązać. Zgodnie z przyjętą w zeszłym roku ustawą, ważnych funkcji publicznych nie może w Polsce sprawować osoba skazana prawomocnym wyrokiem. Niestety, wyrok wydany przez Poncjusza Piłata nie tylko się uprawomocnił, ale i został nawet wykonany. Co więcej, mimo wykonania na nim wyroku śmierci, Jezus wkrótce dopuścił się recydywy, więc raczej na ułaskawienie przez władze świeckie nie ma co liczyć.</p>
<div id="attachment_2878" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2010/10/Cefalu_Christus_Pantokrator_cropped.jpg" rel="lightbox[2876]" title="Chrystus Pantokrator z katedry w Cefalu, fot. Andreas Wahra/GFDL"><img class="size-medium wp-image-2878" title="Chrystus Pantokrator z katedry w Cefalu, fot. Andreas Wahra/GFDL" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2010/10/Cefalu_Christus_Pantokrator_cropped-150x129.jpg" alt="Chrystus Pantokrator z katedry w Cefalu, fot. Andreas Wahra/GFDL" width="150" height="129" /></a><p class="wp-caption-text">Chrystus Pantokrator z katedry w Cefalu, fot. Andreas Wahra/GFDL</p></div>
<p>Jak podpowiadają znajomi z FB, ostatnią szansą byłoby przeprowadzenie procesu kasacyjnego. Któż miałby się tym zająć? De iure spadkobiercą Imperium Romanum było Bizancjum, którego następców było dwóch: Moskwa Romanowych (&#8222;trzeci Rzym&#8221;) oraz bezpośrednio sułtan Imperium Osmańskiego, który aż do jego rozwiązania w 1923 mógł używać tytułu Kayser-i Rum, czyli cesarza Rzymu. Jako że oba imperia upadły, spadkobierców prawnych Rzymu można by szukać&#8230; w obecnym Rzymie, gdzie urzędują do dziś władcy tytułujący się mianem pontificis maximis. Obecny Pontifex Maximus, znany szerzej jako Benedykt XVI, mógłby więc przeprowadzić kasację od wyroku wydanego przed dwudziestoma wiekami i oczyścić Jezusa, którego wtedy moglibyśmy z czystym sumieniem koronować.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/05/01/moj-pierwszy-maja/' rel='bookmark' title='Mój pierwszy maja'>Mój pierwszy maja</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2010/10/12/krol-jezus-pierwszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>VHS: Vaclav Havel Syndrome</title>
		<link>http://halibutt.pl/2010/04/19/vhs-vaclav-havel-syndrome/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2010/04/19/vhs-vaclav-havel-syndrome/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Apr 2010 10:44:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[lech wałęsa]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[premier]]></category>
		<category><![CDATA[prezydent]]></category>
		<category><![CDATA[vaclav havel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=921</guid>
		<description><![CDATA[Kandydaci na prezydenta Najjaśniejszej prześcigają się w deklaracjach, każdy chce być &#8222;normalnym prezydentem&#8221;. Jeździć pociągiem, chadzać do sklepów i knajp. Syndrom Vaclava Havla czy Olofa Palmego? Kłopot w tym, że lista &#8222;normalnych&#8221; polityków w nader wielu miejscach pokrywa się z listą polityków zamordowanych. Czy Polacy naprawdę chcą władcy-obywatela, czy marzy nam się Občan  Havel?

Olof Palme do pracy lubił jeździć tramwajem, kula zamachowca (do dziś niezidentyfikowanego) dosięgła go w bocznej uliczce obok kina, do którego premier Szwecji wybrał się z żoną. Po seansie wracali do samochodu jak zwykli nomen omen ...
Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/09/30/trybunal-stanu-czechowicz/' rel='bookmark' title='Trybunał Stanu: analiza funkcjonowania w Polsce międzywojennej'>Trybunał Stanu: analiza funkcjonowania w Polsce międzywojennej</a></li>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/03/10/widmo-jaroslawa/' rel='bookmark' title='Widmo Jarosława'>Widmo Jarosława</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kandydaci na prezydenta Najjaśniejszej prześcigają się w deklaracjach, każdy chce być &#8222;normalnym prezydentem&#8221;. Jeździć pociągiem, chadzać do sklepów i knajp. Syndrom Vaclava Havla czy Olofa Palmego? Kłopot w tym, że lista &#8222;normalnych&#8221; polityków w nader wielu miejscach pokrywa się z listą polityków zamordowanych. Czy Polacy naprawdę chcą władcy-obywatela, czy marzy nam się <a onclick="window.open('http://www.obcanhavel.cz/','Obywatel Havel','location=yes,scrollbars=yes,width=800,height=600,left='+(screen.availWidth/2-400)+',top='+(screen.availHeight/2-300)+'');return false;" href="http://www.obcanhavel.cz/" target="_blank">Občan  Havel</a>?<br />
<span id="more-921"></span></p>
<div id="attachment_924" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2010/03/havel_11.jpg" rel="lightbox[921]" title="havel_1"><img class="size-medium wp-image-924" title="havel_1" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2010/03/havel_1-300x199.jpg" alt="Vaclav Havel, ludzki pan" width="300" height="199" /></a><p class="wp-caption-text">Vaclav Havel, ludzki pan</p></div>
<p>Olof Palme do pracy lubił jeździć tramwajem, kula zamachowca (do dziś niezidentyfikowanego) dosięgła go w bocznej uliczce obok kina, do którego premier Szwecji wybrał się z żoną. Po seansie wracali do samochodu jak zwykli nomen omen śmiertelnicy: bez obstawy, bez szofera. Takim premierem bez zadęcia był też Hara Takahashi, szef japońskiego rządu w okolicach I wojny światowej. Zamiast w pałacu mieszkał w niewielkim mieszkanku w centrum Tokio. Prawicowy ekstremista dopadł go z nożem na peronie dworca kolejowego. Takahashi czekał na pociąg do domu, jak zwykły człowiek z plebsu. Oni, podobnie jak wielu innych, cierpieli na coś, co nazywam syndromem Vaclava Havla, w skrócie VHS (jest na to osobna jednostka nozologiczna, kod ICD-10 B99).</p>
<p>***</p>
<p>Tradycja polityczna w Polsce i Czechosłowacji po 1989 roku wyrosła z zupełnie różnych doniczek. W naszej państwo podlewano bez udziału społeczeństwa, a często przeciw niemu. Mimo protestów, masowych demonstracji 1988 roku itp, zmiana dokonała się głównie dzięki elicie, wąskiej grupie intelektualistów, którzy mieli pomysł na Polskę po komunizmie. Rządy intelektualistów skończyły się dość szybko, ale tradycja pozostała: do dziś dla sporej części klasy politycznej im mniej społeczeństwa w polityce, tym lepiej. W naszej tradycji słowo obywatel należy rozumieć tak, jak rozumiano je w latach PRL, wąsko. Polski obywatel z perspektywy władzy to nie francuski <em>citoyen </em>z czasów rewolucji, równy królom współsuweren, niejako zobowiązany do uczestnictwa w życiu publicznym. U nas to po prostu posiadacz polskiego paszportu. Może wziąć udział w wyborach, ale do następnych powinien siedzieć cicho i nie przeszkadzać. Po to wybrał sobie zarząd kraju, by ten robił wszystko za niego. Nie zrozumcie mnie źle, nie mnie mówić czy to dobrze, czy źle. Najwyraźniej większości Polaków taki model państwa dużego, silnego i inkluzywnego odpowiada. Większość nawet nie czuje potrzeby głosowania na posłów czy prezydentów, widać tak powinno być &#8211; skoro tak jest.</p>
<div id="attachment_929" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2010/03/havel_21.jpg" rel="lightbox[921]" title="havel_2"><img class="size-medium wp-image-929" title="havel_2" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2010/03/havel_2-300x201.jpg" alt="Olof Palme" width="300" height="201" /></a><p class="wp-caption-text">Olof Palme, normalny premier </p></div>
<p>Czechosłowacja pozornie przeszła podobną drogę, jednak jej system polityczny ukształtował się zupełnie inaczej. Nie chodzi tu o kompetencje tego czy innego organu władzy, a o rolę obywatela w działaniu państwa. Tam opozycja demokratyczna w latach 80. była dużo mniej liczna, o wiele bardziej elitarna. Tam także zmiany 1989 roku dokonały się w dość wąskim gronie, niejako ponad głowami obywateli. Tylko że nowa, wolna Czechosłowacja miała szczęście mieć Vaclava Havla, dramaturga, który na polityka zupełnie się nie nadawał. Dlatego od samego początku ograniczał rolę państwa, a starał się pobudzać coś, co dziś zwie się modnym heglowskim terminem społeczeństwa obywatelskiego.</p>
<p>Polecam książkę, która jest czymś w rodzaju politycznej i osobistej autobiografii Havla. <em>Prosím stručně</em>, wydana niedawno w Polsce pod tytułem <em>Tylko krótko, proszę</em>, to coś na kształt wywiadu-rzeki przeprowadzonego przez Karla Hvížďalę. Najciekawsze w nim nie są jednak same wypowiedzi Havla, a dokumenty, jakie dołączono do wydania. Mnóstwo notatek z czasów prezydentury i korespondencja Havla z podległymi mu urzędnikami. Gdyby był to pamiętnik polskiego polityka, korespondencja dotyczyłaby zapewne spraw ważnych, poważnych i &#8211; co najbardziej prawdopodobne &#8211; dawno przebrzmiałych (Katyń, mord na Wołyniu, przenosiny stolicy do Warszawy, <em>you name it</em>). Tymczasem Havel porozumiewa się ze swoim sztabem bez zadęcia, normalnie, jak szef małej firmy załatwiający coś ze swoimi współpracownikami, a nie z podwładnymi.</p>
<p>***</p>
<p>Pamiętam taką scenkę z pierwszej połowy lat 90., z końcówki prezydentury Lecha Wałęsy. Jechałem na kolonie czy obóz harcerski gdzieś w północnej Polsce. Traf chciał, że akurat tę drogę postanowili zablokować krzykacze Andrzeja Leppera. Protestowali przeciwko Lechowi Wałęsie, Hannie Suchockiej i w ogóle wszystkiemu. Staliśmy więc kilka godzin w jakiejś wsi spokojnej, wsi mało wesołej i czekali, aż się rolnicy nad nami ulitują. Zanim jednak dojechaliśmy na miejsce zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. TVP nadawała akurat reportaż z tej samej blokady, na której i ja spędziłem kilka godzin. Jeden z rolników (z gniewnem i chmurnem a czerwonem obliczem) wykrzykiwał w stronę kamery: Wałęsa obiecywał, że będzie z robotnikami na piwo chodził! I gdzie to piwo, ja się pytam?!</p>
<p>***</p>
<p>Kilka lat temu, u kresu rządów Zjawiska Biologicznego (TM), Agnieszka Holland stworzyła pierwszy bodaj polski serial o tematyce politycznej. W &#8222;Ekipie&#8221; Konstanty Turski jest wszystkim tym, czym nie był Jarosław Kaczyński jako premier. Marzenie o Turskim częściowo ziściło się w postaci Donalda Tuska. On też w początkach swojego urzędowania miał zapędy hawlowskie: kilka razy wybrał się w podróż rejsowym samolotem, pojawiał się w dziwnych miejscach ze szkieletową obstawą (zwłaszcza w porównaniu z poprzednikiem, który wszędzie pojawiał się w otoczeniu takiej ilości ochroniarzy, jakiej pozazdrościłby mu George W. Bush). Ale i jemu VHS dość szybko przeszedł.</p>
<p>Myślę, że kłopot w tym, że Polacy w sprawie władzy w typie hawlowskim są jako ta rozdarta sosna. Z jednej strony marzy im się prezydent-obywatel, primus inter pares, facet, którego mogliby spotkać w tramwaju czy na ulicy. Ale z drugiej chcieliby, by nasze władze były rządem skarlałego imperium. Bez możliwości, jakie mają naprawdę znaczący gracze, ale chociaż z ich zadęciem.</p>
<p>Powiązane notki:<ol>
<li><a href='http://halibutt.pl/2008/09/30/trybunal-stanu-czechowicz/' rel='bookmark' title='Trybunał Stanu: analiza funkcjonowania w Polsce międzywojennej'>Trybunał Stanu: analiza funkcjonowania w Polsce międzywojennej</a></li>
<li><a href='http://halibutt.pl/2011/03/10/widmo-jaroslawa/' rel='bookmark' title='Widmo Jarosława'>Widmo Jarosława</a></li>
</ol></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2010/04/19/vhs-vaclav-havel-syndrome/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Piłsudski, Bandera i ja</title>
		<link>http://halibutt.pl/2010/03/20/pilsudski-bandera-i-ja/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2010/03/20/pilsudski-bandera-i-ja/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Mar 2010 09:05:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[generalia]]></category>
		<category><![CDATA[bandera]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[piłsudski]]></category>
		<category><![CDATA[ukraina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=894</guid>
		<description><![CDATA[
Za naszą wschodnią granicą nadano Stepanowi Banderze pośmiertnie tytuł Bohatera Ukrainy. Tylko czekać, aż u nas w podzięce za ?czczenie mordercy? ktoś podpali cerkiew. Tymczasem Ukraińcy aż tak się od nas nie różnią.

Takie już moje przekleństwo, że rozmowy z przyjaciółmi często schodzą na tematy historyczne. Na zjeździe autorów niemieckiej Wikipedii byłem jedynym Polakiem. Nim ugryzłem się w język, zdążyliśmy z młodymi Niemcami przerobić cały koniec II wojny światowej i kwestię ?dlaczego Polacy nie lubią Niemców?. Na podobnie niebezpieczne wody zniosło mnie z moimi ukraińskimi przyjaciółmi.
Bohatyr i zdradnyk
Zadałem im niewinne z ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--:en--></p>
<p><!--:--><!--:pl-->Za naszą wschodnią granicą nadano Stepanowi Banderze pośmiertnie tytuł Bohatera Ukrainy. Tylko czekać, aż u nas w podzięce za ?czczenie mordercy? ktoś podpali cerkiew. Tymczasem Ukraińcy aż tak się od nas nie różnią.<!--:--><span id="more-894"></span><!--:en--></p>
<p><!--:--><!--:pl--></p>
<p>Takie już moje przekleństwo, że rozmowy z przyjaciółmi często schodzą na tematy historyczne. Na zjeździe autorów niemieckiej Wikipedii byłem jedynym Polakiem. Nim ugryzłem się w język, zdążyliśmy z młodymi Niemcami przerobić cały koniec II wojny światowej i kwestię ?dlaczego Polacy nie lubią Niemców?. Na podobnie niebezpieczne wody zniosło mnie z moimi ukraińskimi przyjaciółmi.</p>
<p><strong>Bohatyr i zdradnyk</strong><br />
Zadałem im niewinne z pozoru pytanie kto dla przeciętnego Ukraińca jest bohaterem narodowym. On -trzydziestokilkuletni przedsiębiorca, całkowicie zrusyfikowany. Ona ? dwudziestokilkuletnia studentka medycyny, zakochana w ukraińskości po same uszy. Oboje jednym tchem odpowiedzieli: Bandera. Dlaczego? Bo Bandera nie szedł na zgniłe kompromisy, walczył przeciwko wszystkim: Polakom, Sowietom i Niemcom. Dla moich przyjaciół znad Dniepru nie miało znaczenia, że jego walka była straceńcza, że nie miała szans powodzenia, że wielekroć ocierał się w niej o zachowania haniebne. Ważne, że walczył do końca. Z kolei Semen Petlura, który w podobnej sytuacji, acz dwie dekady wcześniej, sprzymierzył się z Polską przeciwko Czerwonym to nikt inny jak ?zdradnyk?, zdrajca. Biało-czarna wizja historii zawsze wygra z odcieniami szarości. Ale czy wszędzie?</p>
<p>Minęła dekada odkąd Andrzej Chwalba wydał drukiem bodaj najciekawszą ze swoich książek. ?Polacy w służbie Moskali? to wstrząsający portret społeczeństwa stłamszonego, zgwałconego i doprowadzonego na próg zagłady kulturowej. Nie, nie chodzi tu wcale o stosy ofiarne drugiej wojny światowej, a o Królestwo Kongresowe w końcu XIX wieku. Nic dziwnego, że książki nie wznowiono: każdy przecież wie, że ?nasz naród jak lawa?, ?krew jego dawne bohatery? i tak dalej. Tymczasem z badań Chwalby wynika, że wystarczyło ledwie jedno stulecie, by przeciętnemu zjadaczowi chleba nad Wisłą stało się wszystko jedno, czy żyje pod berłem cara czy we własnym państwie. Dwudziestolecie międzywojenne zrobiło wiele, by zatrzeć ślady niemal powszechnej rusyfikacji. Udało się to do tego stopnia, że dziś mało kto zdaje sobie sprawę z jej rozmiarów w okresie poprzedzającym wybuch Wielkiej Wojny.</p>
<p>Społeczeństwo wpędzone w marazm, na progu wynarodowienia, wybudzić można jedynie czarno-białą wizją świata. Nic dziwnego, że polski dziewiętnastowieczny wojujący nacjonalizm opierał się na kulcie bohaterów bez skazy. To stąd w naszej kulturze tyle Wand, co wolały śmierć od życia u boku Niemca, tyle niewinnych dzieci przywiązywanych przez złego Teutona do machin oblężniczych. Nie inaczej wyglądał ukraiński nacjonalizm owych czasów: zły był polski pan i ruski bojar, dobry był hetman kozacki i wolny zabijaka ze stepów.</p>
<p><strong>Historia w zamrażarce</strong><br />
Tu jednak polsko-ukraińska wspólna historia się kończy. Nadeszła Wielka Wojna, podczas której ? traf chciał ? walkę o rząd polskich dusz wygrał były terrorysta. Dzięki Piłsudskiemu Polacy nauczyli się ?zgniłych kompromisów?. Razem z Niemcami walczyli przeciw Rosji, by potem odwrócić sojusze i wespół z Ententą bić niedawnych sojuszników. Po wojnie kult Piłsudskiego spowodował, że jego drogę życiową Polacy uznali za swoją, z całym dobrodziejstwem inwentarza, wliczając to napady na urzędy pocztowe i banki, skrytobójstwa, sprzeniewierzanie się sojuszom. To ?my? napadaliśmy na pociągi ze złotem i carskich urzędników.</p>
<p>Kolejną przysługę polskiemu spojrzeniu na historię wyrządził Piłsudski swoim dojściem do władzy po przewrocie majowym. Dzięki niemu bardzo wielu przekonało się, że można kochać wodza w czas wojny i nienawidzić go w czas pokoju. Podobnie jak Lech Wałęsa w wiele lat po nim, Piłsudski doskonale sprawdzał się jako symbol, mąż opatrznościowy w czasie walki, za to jako polityk zraził do siebie wielu swoich dotychczasowych wielbicieli. Spór o dobrą i złą twarz Piłsudskiego toczy się do dzisiaj, ale jemu samemu zawdzięczamy poziom tej debaty: dyskutujemy o konkretnych posunięciach, a nie o całokształcie.</p>
<p>Tymczasem Ukraina nie miała szans nauczyć się tego, czego historia nauczyła Polaków. Także dzięki Piłsudskiemu trafiła na kolejne 70 lat pod obce panowanie. W uśpieniu tkwiło dawne, jeszcze dziewiętnastowieczne widzenie świata, podział na rycerzy bez skazy i zdrajców, bez światłocienia. Nic dziwnego, że gdy w 1991 społeczeństwo Ukrainy wybiło się na niepodległość i zaczęło szukać takich bohaterów, mało kto był w stanie sprostać oczekiwaniom. Bandera ze swoim straceńczym etosem nadaje się świetnie. Poczekajmy jeszcze kilka lat nim zaczniemy krytykować taki a nie inny wybór postaci na pomnikach. My naukę płynącą z losów Piłsudskiego trawiliśmy kilkadziesiąt lat, Ukraińcy dopiero zaczynają.<br />
? Krzysztof Machocki<!--:--></p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2010/03/20/pilsudski-bandera-i-ja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gladiatorzy: powszechne bzdury i trochę prawdy</title>
		<link>http://halibutt.pl/2009/12/09/gladiatorzy-powszechne-bzdury-i-troche-prawdy/</link>
		<comments>http://halibutt.pl/2009/12/09/gladiatorzy-powszechne-bzdury-i-troche-prawdy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 23:06:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Halibutt</dc:creator>
				<category><![CDATA[varia]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://halibutt.pl/?p=873</guid>
		<description><![CDATA[Wszyscy znamy wyidealizowany obraz gladiatora. Niewolnik, koniecznie mężczyzna, trzymany przez właściciela w spartańskich warunkach i szkolony wyłącznie po to, by dla rozrywki tłumów oddać życie na arenie. Brednie.
Z filmów pokroju ?Gladiatora?, ?Ben Hura? czy ?Spartakusa? można wysnuć wniosek, że życie wojownika walczącego na arenach antycznego świata było smutne, ubogie i przede wszystkim krótkie. Tymczasem zarówno znane od wieków teksty starożytne, jak i najnowsze znaleziska archeologiczne przeczą tym stereotypom. By zrozumieć kim byli gladiatorzy trzeba zdać sobie sprawę z tego, że igrzyska w których występowali nie były krwawymi zabawami dla ludu, ...
Brak powiązanych notek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--:pl-->Wszyscy znamy wyidealizowany obraz gladiatora. Niewolnik, koniecznie mężczyzna, trzymany przez właściciela w spartańskich warunkach i szkolony wyłącznie po to, by dla rozrywki tłumów oddać życie na arenie. Brednie.</p>
<p><!--:--><span id="more-873"></span><!--:pl-->Z filmów pokroju ?Gladiatora?, ?Ben Hura? czy ?Spartakusa? można wysnuć wniosek, że życie wojownika walczącego na arenach antycznego świata było smutne, ubogie i przede wszystkim krótkie. Tymczasem zarówno znane od wieków teksty starożytne, jak i najnowsze znaleziska archeologiczne przeczą tym stereotypom. By zrozumieć kim byli gladiatorzy trzeba zdać sobie sprawę z tego, że igrzyska w których występowali nie były krwawymi zabawami dla ludu, a wyrafinowanym narzędziem marketingu politycznego.</p>
<p><strong>Biznes i religia</strong><br />
W początkowym okresie istnienia Rzymu igrzyska z udziałem walk wojowników pełniły funkcje religijne<a href="#_ftn1">[1]</a>. Początkowo były wyrafinowaną formą składania ofiar z ludzi i uświetniały pogrzeby znacznych osób lub też tzw. <em>ludi votivi</em>, czyli święta organizowane przez rzymskich wodzów na przykład przed wyruszeniem w pole<a href="#_ftn2">[2]</a>. Dość szybko jednak walki gladiatorów zatraciły swój bezpośredni związek z religią i stały się elementem <em>par excellence </em>biznesu.</p>
<div id="attachment_874" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c5/Jean-Leon_Gerome_Pollice_Verso.jpg" rel="lightbox[873]" title="Pollice verso"><img class="size-medium wp-image-874" title="Pollice verso" src="http://halibutt.pl/wp-content/uploads/2009/12/gladiator-300x209.jpg" alt="Obraz Jana Leona Gérôme &quot;Pollice verso&quot; (obrócony kciuk), 1872" width="300" height="209" /></a><p class="wp-caption-text">Obraz Jana Leona Gérôme &quot;Pollice verso&quot; (obrócony kciuk), 1872</p></div>
<p>Już w czasach republikańskich igrzyska sponsorowane były przez znamienite rody i ważne frakcje polityczne. Bez nich nikt nie mógł myśleć o zdobyciu ważnego urzędu<a href="#_ftn3">[3]</a>. Nawet w okresie imperialnym, gdy cesarz Oktawian August praktycznie ograniczył przywilej organizowania igrzysk do członków swej rodziny, w dalszym ciągu cel pozostał ten sam: zdobywanie poparcia ludu metodą <em>panem et circenses</em><a href="#_ftn4">[4]</a><a href="#_ftn5">[5]</a>. Podobną funkcję rytualną spełniały egzekucje skazańców, jednak te nie dostarczały ludowi podobnej rozrywki<a href="#_ftn6">[6]</a>.</p>
<p>Oczywiście aż do nadejścia chrześcijaństwa, które ostatecznie położyło kres walkom gladiatorów, sztafaż religijny pozostawał w poważaniu. W noc przed walką gladiatorzy spożywali uroczysty posiłek zwany <em>cena libera</em>, następnego dnia podążali na arenę w uroczystej procesji zwanej <em>pompa </em>(słowo weszło do polszczyzny), wystrojeni w drogie tkaniny i z reprezentacyjną bronią u pasa<a href="#_ftn7">[7]</a>. Jednak dla plebsu uczestniczącego w tych uroczystościach ?misterium obcowania z nieśmiertelnością? musiało być pojęciem zbyt trudnym, w przeciwieństwie do słowa ?rozrywka?.</p>
<p>To dla niej możni na wszystkich szczeblach rzymskiej administracji, od senatorów w Wiecznym Mieście, przez prowincjonalnych ?królów z nadania? (jak Herod), aż po gubernatorów prowincji i urzędników miast w najdalszych częściach państwa, przeznaczali ogromne kwoty na organizację igrzyska. Widzowie nie płacili za bilety, koszt przedstawienia w całości pokrywał sponsor. Także sam budynek amfiteatru budowano z pieniędzy prywatnych (lub z kasy cesarza).</p>
<p>Obraz gladiatorów w umysłach większości dzisiejszych Europejczyków ukształtowały popularne książki historyczne i ? przede wszystkim ? hollywoodzkie produkcje filmowe. Zabiedzony Trak Spartakus buntujący się przeciw brutalnemu traktowaniu przez nadzorców w koszarach to dziś postać nierozerwalnie związana z rolą graną przez Kirka Douglasa w kultowym filmie z 1960 roku. Tyle że grany przez niego Spartakus, brutalny choć kulturalny, niewiele miał zapewne wspólnego z postacią historyczną. Plutarch, który urodził się zaledwie nieco ponad sto lat po śmierci Spartakusa, nazywał go mianem człowieka ?wysokiej kultury? i ?bardziej Greka niż Traka?<a href="#_ftn8">[8]</a>.</p>
<p>Kłóci się to z wizerunkiem gladiatorów, którzy powinni wywodzić się spośród barbarzyńskich plemion i nie wiedzieć nic o kulturze wyższej. Jeszcze dziwniejsze z tej perspektywy są własnoręcznie wykonane przez gladiatorów napisy na ścianach koszar w Pompejach, świadczące nie tylko o znajomości pisma, ale i dość wyszukanego słownictwa<a href="#_ftn9">[9]</a>. Jednak jeszcze mocniejszych dowodów przeciw filmowym wizjom dostarczają najnowsze badania archeologiczne.</p>
<p><strong>Gladiator czyli biedaczysko?</strong></p>
<p>Ceny niewolników w czasach cesarstwa wahały się od 200 denarów<a href="#_ftn10">[10]</a> do nawet kilku tysięcy<a href="#_ftn11">[11]</a>. Oznaczało to, że ich życie było cenne, szczególnie gdy wykonywany przez nich zawód wymagał długotrwałego treningu i ? sporych nakładów finansowych. Książki historyczne i filmy ukazują życie gladiatorów jako nieustanną krwawą łaźnię, w której wojowników rzuca się na arenę tysiącami. Tymczasem dla właściciela utrata zawodnika, w szczególności dobrego i lubianego przez publiczność, oznaczała katastrofalne straty finansowe. Nic więc dziwnego, że gladiatorzy dla ich właściciela byli raczej kosztowną inwestycją aniżeli zwykłym narzędziem, łatwym do zastąpienia w dowolnej chwili. Za występ pary gladiatorów w okolicach roku 177 n.e. płacono od 30 do nawet 200 tys. sestercji<a href="#_ftn12">[12]</a>. Podczas każdych igrzysk w grę wchodziły więc kwoty odpowiadające milionom dzisiejszych dolarów. Dlatego też dbano o walczących lepiej, niż o wielu wolnych obywateli.</p>
<p>W maju 2007 roku austriaccy naukowcy opublikowali wyniki kilkuletnich badań nad grupą grobowców znalezionych w Efezie. Znaleziono w nich szczątki 67 osób, które, jak twierdzą naukowcy, w większości były gladiatorami<a href="#_ftn13">[13]</a>. Świadczyć mają o tym nie tylko ozdoby nagrobków, ale także oględziny obrażeń samych kości: na kilku czaszkach znaleziono ślady trójzębów, broni używanej wyłącznie w walkach na arenie, inne ciała noszą ślady dobijania w sposób, jaki prezentują rzymskie płaskorzeźby przedstawiające igrzyska<a href="#_ftn14">[14]</a>. Już samo odkrycie szczątków gladiatorów zostało uznane za wielkie wydarzenie, natomiast dokładniejsza analiza kości przyniosła jeszcze więcej ciekawostek. Przede wszystkim większość kości nosi ślady wielokrotnych urazów, z których wiele profesjonalnie opatrzono. Oznacza to, że walczących otaczano troskliwą i fachową ? a więc kosztowną &#8211; opieką medyczną<a href="#_ftn15">[15]</a><a href="#_ftn16">[16]</a>.</p>
<p>Co więcej, analiza chemiczna kości wykazuje, że gladiatorzy byli wegetarianami. Zawartość strontu i cynku w kościach tłumaczy, dlaczego wojowników areny zwano czasem <em>hordearii</em>, jęczmieniarzami. Potwierdza to choćby Pliniusz w Historii Naturalnej<a href="#_ftn17">[17]</a>. Okazuje się, że rzeczywiście ich dieta składała się głównie z kaszy. Choć nie było to niczym dziwnym dla biednych Rzymian, dla których mięso było za drogie, a których codzienny posiłek często składał się z chleba z oliwą lub grochu z kapustą (<em>cicer cum caule</em>); czytaj: same węglowodany. Różnica wszakże polega na tym, że w kościach gladiatorów odnotowano brak śladów awitaminozy i nadspotykanie wysoki poziom wapnia. Oznacza to, że musieli oni stosować specjalne odżywki bogate w ten pierwiastek i witaminy, podobnie jak czynią to dzisiejsi sportowcy czy kulturyści<a href="#_ftn18">[18]</a>.</p>
<p>Oznacza to także, że ich dieta została starannie zaplanowana w taki sposób, by przydać im jak największej masy, a jednocześnie nie osłabić kości. Tkanka tłuszczowa nie tylko nadawała im impet w boju, ale też dodawała ich ciałom specjalną warstwę ochronną. Dzięki niej powierzchowne rany krwawiły jak trzeba (w końcu chodziło o widowisko), natomiast nie groziły nerwom ani organom wewnętrznym<a href="#_ftn19">[19]</a>.</p>
<p><strong>Gladiator czyli niewolnik?</strong></p>
<p>Kolejnym odkryciem które nijak nie potwierdza stereotypu zabiedzonych niewolników jest fakt, że wszystkie groby znaleziono tuż przy drodze prowadzącej z centrum Efezu do Artemizjonu, jednego z siedmiu cudów świata starożytnego i najważniejszej budowli sakralnej tej części świata. Miejsce pochówku jak najbardziej znaczące: taka działka była bardzo prestiżowa, na pewno godna bogatego patrycjusza. Co więc robiły na niej szczątki niewolników?</p>
<p>Wbrew obiegowym opiniom, gladiatorzy nie zawsze byli niewolnikami. Wbrew stereotypowi już w czasach późnej republiki nawet połowa walczących mogła być ludźmi wolnymi (tzw. <em>auctorati</em>). <em>Auctoratus</em> podpisywał kontrakt i składał przysięgę taką, jak inni walczący<a href="#_ftn20">[20]</a>. Z zawodem tym wiązały się bowiem nie tylko niebezpieczeństwa, ale też sława, zaszczyty i wielkie pieniądze. Igrzyska wzbudzały bowiem ogromne emocje. Na przykład w 59 roku n.e., za czasów panowania Nerona, w amfiteatrze w Pompejach doszło między mieszkańcami sąsiednich miast do regularnej bitwy, w wyniku której senat zakazał organizacji igrzysk na całe 10 lat.</p>
<p>Przynosiły też wielką popularność wśród kobiet: w pompejańskich koszarach gladiatorów znaleziono szczątki bogato odzianej damy, zapewne mile spędzającej czas z bohaterem tłumów<a href="#_ftn21">[21]</a>. Gladiatorami bywały też same kobiety<a href="#_ftn22">[22]</a><a href="#_ftn23">[23]</a>, zaś wielu spośród nich miało żony i rodziny, co jedynie w wyjątkowych wypadkach zdarzało się niewolnikom. Dzisiejsza kultura często patrzy na starożytnych gladiatorów jak na mięso armatnie, anonimowych dawców krwawej rozrywki. Niesłusznie. Ci, którzy zdobyli sympatię publiczności, byli równie biedni co David Beckham i równie anonimowi co Adam Małysz.</p>
<p><strong>Bibliografia:</strong></p>
<p>Beacham, Richard. <em>Spectacle Entertainments of Early Imperial Rome</em>. New Haven: Yale University Press, 1999.</p>
<p>Bernstein, Joshua. <em>Wyprawa w nieznane: Tajemnice z życia gladiatorów</em>. Discovery World, 2009.</p>
<p>Buckland, W. W. <em>The Roman Law of Slavery: The Condition of the Slave in Private Law from Augustus to Justinian</em>. Cambridge: Cambridge University Press, 1908.</p>
<p>Curry, Andrew. ?The Gladiator Diet.? <em>Archaeology</em>, XI/XII 2008. www.archaeology.org/0811/abstracts/gladiator.html.</p>
<p>Jacobelli, Luciana. ?Female Gladiators.? W <em>Gladiators at Pompeii</em>. Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2003.</p>
<p>&#8212;. <em>Gladiators at Pompeii</em>. Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2003.</p>
<p>Kyle, Donald G. <em>Spectacles of Death in Ancient Rome</em>. 1. wyd. Routledge, 2001.</p>
<p>Mann, Elizabeth, i Michael Racz. <em>The Roman Colosseum: The Story of the World&#8217;s Most Famous Stadium and Its Deadly Games</em>. Nowy Jork: Mikaya Press, 1998.</p>
<p>Meijer, Fik, i Liz Waters. <em>The Gladiators: History&#8217;s Most Deadly Sport</em>. Londyn: MacMillan, 2007.</p>
<p>Monika Kupper, i Huw Jones. ?Gladiators&#8217; graveyard discovered.? <em>BBC</em>, Maj 2, 2007, sekcja. Science/Nature. http://news.bbc.co.uk/1/hi/sci/tech/6614479.stm.</p>
<p>Murray, Steven. ?Female Gladiators of Ancient Roman World.? <em>Journal of Combat Sport</em> 2003, no. July 2003. http://ejmas.com/jcs/jcsart_murray_0703.htm#EN1.</p>
<p>Plutarch. ?VIII.? W <em>Nicias. Marcus Crassus. </em><em>Niciae cum Crasso comparatio</em>, III:456. Loeb Classical Library 65. Harvard: Harvard University Press, 1916. http://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Roman/Texts/Plutarch/Lives/Crassus*.html#8.</p>
<p>Rocca, Samuel. <em>Herod&#8217;s Judaea: A Mediterranean State in the Classical World</em>. Texts and Studies in Ancient Judaism 122. Tybinga: Mohr Siebeck, 2008.</p>
<p>Salisbury, Joyce. <em>Perpetua&#8217;s Passion: The Death and Memory of a Young Roman Woman</em>. 1. wyd. Londyn: Routledge, 1997.</p>
<p>Secundus, Caius Plinius. ?XVIII.? W <em>Historiae Naturalis</em>, XVIII:</p>
<p>Sperber, Daniel. ?Money and Prices.? W <em>Roman Palestine, 200-400, the Land: Crisis and Change in Agrarian Society as Reflected in Rabbinic Sources</em>, 249. Ramat Gan: Bar-Ilan University, 1978.</p>
<p>Varone, Antonio. <em>Erotica Pompeiana: Love Inscriptions on the Walls of Pompeii</em>. Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2002.</p>
<hr size="1" /><a href="#_ftnref1">[1]</a> Richard Beacham, <em>Spectacle Entertainments of Early Imperial Rome</em> (New Haven: Yale University Press, 1999), 2-3.</p>
<p><a href="#_ftnref2">[2]</a> Beacham, <em>Spectacle Entertainments of Early Imperial Rome</em></p>
<p><a href="#_ftnref3">[3]</a> Samuel Rocca, <em>Herod&#8217;s Judaea: A Mediterranean State in the Classical World</em>, Texts and Studies in Ancient Judaism 122 (Tybinga: Mohr Siebeck, 2008), 340.</p>
<p><a href="#_ftnref4">[4]</a> Ibid.</p>
<p><a href="#_ftnref5">[5]</a> Elizabeth Mann i Michael Racz, <em>The Roman Colosseum: The Story of the World&#8217;s Most Famous Stadium and Its Deadly Games</em> (Nowy Jork: Mikaya Press, 1998), 15.</p>
<p><a href="#_ftnref6">[6]</a> Joyce Salisbury, <em>Perpetua&#8217;s Passion: The Death and Memory of a Young Roman Woman</em>, 1. wyd. (Londyn: Routledge, 1997), 122</p>
<p><a href="#_ftnref7">[7]</a> Ibid., 123-124</p>
<p><a href="#_ftnref8">[8]</a> Plutarch, ?VIII,? w <em>Nicias. Marcus Crassus. Niciae cum Crasso comparatio</em>, Loeb Classical Library 65 (Harvard: Harvard University Press, 1916), 456, http://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Roman/Texts/Plutarch/Lives/Crassus*.html#8.</p>
<p><a href="#_ftnref9">[9]</a> Antonio Varone, <em>Erotica Pompeiana: Love Inscriptions on the Walls of Pompeii</em> (Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2002), 67-70</p>
<p><a href="#_ftnref10">[10]</a> Daniel Sperber, ?Money and Prices,? w <em>Roman Palestine, 200-400, the Land: Crisis and Change in Agrarian Society as Reflected in Rabbinic Sources</em> (Ramat Gan: Bar-Ilan University, 1978), 249.</p>
<p><a href="#_ftnref11">[11]</a> W. W. Buckland, <em>The Roman Law of Slavery: The Condition of the Slave in Private Law from Augustus to Justinian</em> (Cambridge: Cambridge University Press, 1908).</p>
<p><a href="#_ftnref12">[12]</a> Donald G. Kyle, <em>Spectacles of Death in Ancient Rome</em>, 1. wyd. (Routledge, 2001), 84</p>
<p><a href="#_ftnref13">[13]</a> Monika Kupper i Huw Jones, ?Gladiators&#8217; graveyard discovered,? <em>BBC</em>, Maj 2, 2007, sekcja. Science/Nature, http://news.bbc.co.uk/1/hi/sci/tech/6614479.stm</p>
<p><a href="#_ftnref14">[14]</a> Joshua Bernstein, <em>Wyprawa w nieznane: Tajemnice z życia gladiatorów</em> (Discovery World, 2009)</p>
<p><a href="#_ftnref15">[15]</a> Ibid.</p>
<p><a href="#_ftnref16">[16]</a> Monika Kupper i Huw Jones, ?Gladiators&#8217; graveyard discovered.?</p>
<p><a href="#_ftnref17">[17]</a> Caius Plinius Secundus, ?XVIII,? w <em>Historiae Naturalis</em>, XIV</p>
<p><a href="#_ftnref18">[18]</a> Andrew Curry, ?The Gladiator Diet,? <em>Archaeology</em>, XI/XII 2008, www.archaeology.org/0811/abstracts/gladiator.html</p>
<p><a href="#_ftnref19">[19]</a> Ibid.</p>
<p><a href="#_ftnref20">[20]</a> Fik Meijer i Liz Waters, <em>The Gladiators: History&#8217;s Most Deadly Sport</em> (Londyn: MacMillan, 2007)</p>
<p><a href="#_ftnref21">[21]</a> Luciana Jacobelli, <em>Gladiators at Pompeii</em> (Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2003), 49</p>
<p><a href="#_ftnref22">[22]</a> Luciana Jacobelli, ?Female Gladiators,? w <em>Gladiators at Pompeii</em> (Rzym: L&#8217;Erma di Bretschneider, 2003).</p>
<p><a href="#_ftnref23">[23]</a> Steven Murray, ?Female Gladiators of Ancient Roman World,? <em>Journal of Combat Sport</em> 2003, no. July 2003, http://ejmas.com/jcs/jcsart_murray_0703.htm#EN1<!--:--></p>
<p>Brak powiązanych notek.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://halibutt.pl/2009/12/09/gladiatorzy-powszechne-bzdury-i-troche-prawdy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
<!-- WP Super Cache is installed but broken. The path to wp-cache-phase1.php in wp-content/advanced-cache.php must be fixed! -->
