Gdy pierwszy raz wybieraliśmy się na Ukrainę, rodzina na wszelki wypadek uznała za stosowne pożegnać się z nami. Niby do Kijowa bliżej niż do Paryża, ale wiadomo: tam tylko rekiet, skorumpowana policja, rezuni polujący na Lachiw, polakożercy z UNA-UNSO i sowiecka mentalność.